fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Jarosław Myjak: Pierwsza Matka Polka Partii

Beata Szydło
Beata Szydło jest członkinią Rady Muzeum Auschwitz-Birkenau
EAST NEWS
Awatar, czyli zamiana dusz. Rzecz o obozowej broszce Beaty Szydło.

Beata Szydło od lat pełni powierzoną jej przez Partię rolę Pierwszej Matki Polki. Występując w Auschwitz, w klapę swej białej marynarki, miast broszki, wpięła obozowy trójkąt z literą „P". Wcieliła się w postać z centrum symboliki przekazu historycznego. Trójkąt ów jest też znakiem społecznego Komitetu 14 czerwca, który organizował obchody rocznicy pierwszego transportu Polaków do Auschwitz.

„Znaczek mam taki, ponieważ uważamy, że litera »P« na czerwonym trójkącie, którym oznaczano polskich więźniów Auschwitz, swego czasu mocno obecna w symbolice Auschwitz, jest w dziwny sposób z niej rugowana" – mówi przewodnicząca Komitetu. Przypomina, że zgodnie z ustawą „Tereny byłego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu zachowuje się po wsze czasy jako Pomnik Męczeństwa Narodu Polskiego i innych Narodów". W kampanii prezydenckiej 2020 r. była premier, miast broszki, nosiła w klapie odznakę „Duda 2020".

Polityka historyczna, czyli legitymacja sprawowania władzy

Dzięki finansowaniu z kieszeni publicznej Partia ma dziś w Polsce niemal pełnię władzy w opowieści o przeszłości. Jej program „Tożsamość i polityka historyczna" prowadzić ma ku „odzyskiwaniu pamięci". Czy gest Szydło zmierzać miał do ożywienia pamięci o polskich ofiarach Auschwitz „na przekór" dyrekcji Muzeum? Wszak ta została przez przewodniczącą Komitetu 14 czerwca oskarżona już o fałszowanie historii: „Bo gdyby nas nie było, to nie wiem, co oni mieliby do roboty, pisaliby książki, podawali fałszywe fakty historyczne, co im się zdarza bardzo często, przekłamane" – mówiła w telewizji wRealu24. A może znak noszony przez byłą premier miał „bronić honoru i wizerunku Polski"? O tej potrzebie mówił sam Mateusz Morawiecki, przedstawiając ustawę o IPN. Przewodnicząca Komitetu 14 czerwca towarzyszyła mu podczas spotkania z kanclerz Merkel. A może Szydło zechciała wziąć udział w „licytacji krzywd"? Jan Dziedziczak, sekretarz stanu w KPRM, podnosił, że „Cierpienie Polaków i Żydów widzi się na świecie inaczej. Musimy dbać o to, żeby nie robić takiego rozróżnienia i przypomnieć światu o polskich cierpieniach".

Timothy Snyder zauważył, że „Rząd PiS traktuje przeszłość tak, by zachęcić Polaków do myślenia o sobie, że byliśmy największymi ofiarami i nikt nas nie zrozumie, więc nie ma sensu rozmawiać o tym z innymi". Władza może symulować obraz „rzeczywistości historycznej", wysuwając na pierwszy plan opowieść narodową i „przywracając prawdę". Elisabeth Zerofsky przytacza w „New Yorkerze" opinię prof. Omera Bartova: „Prawa pamięci zbiorowej dotyczą zawsze tego, o czym należy pamiętać, a o czym zapomnieć".

Żywy symbol męczeństwa

To oczywiście chwalebne, gdy młodzi ludzie, kształtując swoje charaktery przez edukację, naśladują i nierzadko utożsamiają się z bohaterami historycznymi. Bronią też pamięci niewinnych ofiar. Trucizna rozlewa się, gdy politycy, mając za sobą siłę propagandy, przekazują wyborcom sygnał, że są tacy jak ich bohaterowie.

To nie odzyskiwanie pamięci. To początek „zamiany dusz": pełniący władzę wcielają się w bohaterów lub ofiary przeszłości.

Dziś Beata Szydło jest nie tylko członkinią Rady Muzeum Auschwitz-Birkenau. Przypinając trójkąt obozowy, sama stała się awatarem więźniarki, reprezentacją polskich ofiar obozu, żywym symbolem ich męczeństwa. Uczestniczą one, za jej pośrednictwem, w wirtualnym świecie narracji PiS. W odbiorze społecznym takiej symulacji niedopuszczalna byłaby nawet myśl, że była premier przywdziać mogłaby trójkąt z literą „J" bądź trójkąt różowy, dla oddania hołdu ofiarom. „Wcielenie się" w więźniarki naznaczone innymi trójkątami mogłoby zostać poczytane za narodowe bluźnierstwo.

W końcowej fazie „zamiany dusz" w symulowanej rzeczywistości można już przekonywać społeczeństwo, że skoro Beata Szydło stała się awatarem więźniarki Auschwitz, to znaczy, że wszystkie więźniarki były takie jak ona, wyznawały jej system wartości i dziś czyniłyby tak, jak ona. Antropolog Eric Higgs wyraził obawę, że w świecie takiej symulacji „granica między sztucznością a rzeczywistością stanie się tak cienka, że sztuczność stanie się centrum wartości moralnej".

Michał Dworczyk, noszący szachownicę Dywizjonu 303, wchodzi w przekaz wojskowej tradycji historycznej i staje się reprezentantem postaci nieustraszonych lotników. Jest on jak oni. A oni byli tacy jak minister. Samuel Pereira i Dawid Wildstein przywdziawszy biało-czerwone opaski i publikujący 1 sierpnia swoje fotografie ze znakiem Polski Walczącej stają się depozytariuszami tradycji powstania warszawskiego, niemalże sami są już powstańcami. Wszak bojownicy byli w ich wieku, pełni sił i entuzjazmu, niepodobni do wiekowych już seniorów, prawdziwych kombatantów walki.

Jeśli posłowie PiS noszą na co dzień w klapie polską flagę jako znak swojej partii, to nie mówią nam niczego innego, niż to, że oni – to Polska. A Polska – to oni. Łatwiej wówczas, w kolejnym kroku takiej symulacji rzeczywistości, oskarżyć opozycję o obcość narodową i reprezentowanie innych niż polskie interesów. Tak to PiS z sukcesem buduje narodowe i historyczne korzenie własnej elity.

Zabiegi takie obce są liderom krajów dojrzałej demokracji. Nie potrzebują oni dodatkowej legitymacji „duchowej" ponad tą, którą uzyskują przy urnach wyborczych. Prowadzenie narracji historycznych w celu autolegitymizacji częste zaś bywa wśród przywódców mających tendencje autorytarne. Widać to w powszechnym na Wschodzie zawłaszczaniu dziedzictwa pamięci II wojny światowej dla uzasadnienia słuszności obecnej władzy.

Donald Tusk nad katyńskim dołem śmierci

Rzeczywistość zapośredniczona przez symulację stać może się dla odbiorców bardziej rzeczywista od samej rzeczywistości. Jean Baudrillard pisał: „podobieństwo poprzedzać może nawet oryginał i znika różnica między rzeczywistością a reprezentacją. Pozostaje tylko symulacja, a oryginał staje się pojęciem pozbawionym znaczenia". Dzięki symulacji władzę można uszlachetnić. Można też poniżyć oponenta politycznego. Wyjątkowo odrażającym przykładem takiej operacji jest materiał opublikowany „w Sieci Historii" nr 4/2015 pod redakcją Jana Żaryna.

Na okładce numeru i w wewnętrznej rozkładówce dochodzi do katyńskiego upostaciowienia Donalda Tuska. Realistyczna ilustracja przedstawia go jako brutalnego enkawudzistę, pomocnika kata – Błochina. Ten strzela w tył głowy polskiemu generałowi, którego nad dołem śmierci krępuje „Tusk". By dopełnić grozy, polskim generałem broni okazuje się być Lech Kaczyński.

Trafną intuicją kierowali się byli więźniowie Auschwitz i ich rodziny, podpisując list protestacyjny przeciw powołaniu byłej premier na członka Rady Muzeum Auschwitz. Świadomi światowego znaczenia dziedzictwa Auschwitz, zaprotestowali „przeciw wprowadzaniu do Muzeum programu politycznego" reprezentowanego przez „osobę, która z wykluczenia uczyniła swój program wyborczy i program swojego rządu". Poczuli zapewne, że prowadziłoby to do symulacji rzeczywistości według wskazań polityki historycznej Partii i Rządu.

Autor jest adwokatem i menedżerem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA