fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Firmom trudno sobie poradzić bez Ukraińców

123RF
Już nie tylko w najbardziej rozwiniętych regionach Polski, ale także w województwach o wysokim bezrobociu szybko rośnie zapotrzebowanie na pracowników ze Wschodu.

Rekordzistami pod względem tempa wzrostu popytu na ręce do pracy zza wschodniej granicy były w I półroczu br. województwa warmińsko-mazurskie i podlaskie. Liczba złożonych tam w powiatowych urzędach pracy oświadczeń pracodawców, którzy chcieli zatrudnić cudzoziemców ze Wschodu, była prawie trzykrotnie większa niż rok wcześniej i przekroczyła 10 tys. To jednak niewiele na tle potrzeb najbardziej rozwiniętych regionów, na czele z Mazowszem, gdzie pracodawcy zamierzali w I półroczu br. zatrudnić ponad 233,5 tys. pracowników ze Wschodu, o 11 proc. więcej niż rok wcześniej.

Deficyt w fabrykach

Dużo szybciej – bo ponaddwukrotnie w skali roku – wzrósł popyt na ich pracę na Śląsku i Pomorzu. – Wielu pracodawców zaczęło sięgać po kadrę ze Wschodu, widząc, że może to być efektywne rozwiązanie ich problemów z deficytem pracowników na lokalnym rynku. W ciągu roku wzrósł więc diametralnie popyt na pracę Ukraińców, co w naszym przypadku oznacza prawie czterokrotny wzrost liczby projektów w tym obszarze – twierdzi Marcin Kołodziejczyk, dyrektor w Grupie Progres, zlokalizowanej w Gdańsku agencji pracy.

Jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, najszybciej, bo ponaddwukrotnie w skali roku, rosło w pierwszych sześciu miesiącach br. zapotrzebowanie na poszukiwanych w fabrykach i na budowach fachowców, w tym operatorów maszyn, techników. – Największy popyt na pracowników ze Wschodu, w tym Ukraińców, zgłasza branża produkcyjna, z motoryzacją na czele, oraz transport i logistyka – twierdzi Zbigniew Wafflard z agencji zatrudnienia EWL Group, która jest liderem pod względem liczby pracowników sprowadzanych do Polski zza wschodniej granicy. W tym roku ściągnie ich 14–15 tys., a kandydatów szuka, wysyłając swoje rekrutobusy, czyli firmowe busy z rekruterami, na ukraińską prowincję, gdzie jest mniejsza konkurencja w walce o kandydatów niż w dużych miastach.

Ponaddwukrotnie zwiększyła się też w tym roku liczba oświadczeń dotyczących pracowników biurowych, których – podobnie jak specjalistów ze Wschodu – chętnie zatrudniają m.in. centra nowoczesnych usług dla biznesu.

Fachowiec z Białorusi

Według raportu branżowej organizacji ABSL Ukraińcy stanowią największą grupę cudzoziemców pracujących w centrach outsourcingu oraz usług wspólnych. Nie tylko zresztą tam. Według danych resortu pracy to Ukraińców dotyczyło najwięcej, bo ponad 95 proc., oświadczeń złożonych w I półroczu br. do urzędów pracy. Popyt na pracowników z Ukrainy był o 47 proc. większy niż rok wcześniej. Znacznie szybciej, bo ponadtrzykrotnie, rosło zapotrzebowanie na Białorusinów, którzy byli drugą co do wielkości grupą pracujących w Polsce cudzoziemców ze Wschodu (24,2 tys. oświadczeń).

Jak podkreśla Krzysztof Inglot, prezes agencji zatrudnienia Personnel Service, bardzo szybko rosnący popyt na pracowników zza wschodniej granicy, w tym zwłaszcza z Ukrainy, widać również w branży budowlanej i handlu detalicznym. – Deweloperzy budują coraz więcej, co oznacza również większe zapotrzebowanie na pracowników. A tych, w związku z brakiem kadry w naszym kraju, szuka się coraz częściej na Wschodzie – twierdzi Inglot, dodając, że podobny problem widać w handlu detalicznym. Jeśli wcześniej właściciele sklepów woleli zatrudniać krajowych pracowników, głównie ze względu na język, to teraz muszą się już wspierać Ukraińcami. Ci coraz częściej wypełniają też lukę kadrową w restauracjach i hotelach.

Mniej opiekunek

Według Krzysztofa Kłapy, rzecznika sieci McDonald's, w 99 korporacyjnych restauracjach pracuje prawie 350 Ukraińców, w tym wielu studentów. Przyznaje też, że coraz częściej po materiały rekrutacyjne w języku ukraińskim sięgają franczyzobiorcy prowadzący pozostałe 288 placówek sieci.

Spadek popytu na pracowników z Ukrainy widać tylko w dwóch grupach zawodowych: wśród specjalistów, którzy coraz częściej przyjeżdżają do Polski w ramach stałej umowy o pracę, oraz wśród rolników. Rolnictwo jest też jednym z niewielu sektorów, które w tym roku rzadziej zatrudniają pracowników ze Wschodu, gdyż w wielu regionach wiosenne przymrozki obniżyły zbiory, a więc i zapotrzebowanie na nich. Drugą grupą, która zgłaszała mniejszy popyt na pracowników z Ukrainy, były gospodarstwa domowe, które wcześniej masowo ściągały ukraińskie opiekunki czy sprzątaczki. Jak ocenia Krzysztof Inglot, ten rynek już się nasycił, a co więcej wymagania płacowe opiekunek z Ukrainy nie są już dużo niższe niż Polek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA