fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Kalbarczyk: Młodzi, konserwatywni niereligijni

Fotorzepa, Danuta Matloch
Współcześni młodzi Polacy wiedzą, że nasza historia jest mocno powiązana z katolicyzmem. Akceptują go, ale mają z nim styczność właściwie tylko podczas uroczystych mszy za swoich bohaterów – pisze dziennikarz i publicysta “Gościa Niedzielnego”.

Badania CBOS i Europejskiego Sondażu Społecznego pokazują nowe tendencje w młodszej części społeczeństwa. Dwudziestoparolatki opowiadają się za zachowaniem tzw. kompromisu aborcyjnego, sprzeciwiają się przyjmowaniu imigrantów i poprawności politycznej. Są patriotami, cenią rodzinę, liberalizm gospodarczy i realizm w polityce zagranicznej. Mogłoby się wydawać, że jednego brakuje w tym zestawie typowo konserwatywnych wartości: przywiązania do religii.

Według badań CBOS, jako niewierzący deklaruje się aż 22 proc. Polaków w wieku 18–24 lat, a ich liczba ciągle rośnie. Biorąc pod uwagę ogół społeczeństwa, ten odsetek wynosi tylko 10 proc.

– Młodzi ludzie stali się konserwatystami, ale nie przestali podlegać procesom sekularyzacji – ocenia ks. dr hab. Janusz Węgrzecki z Instytutu Politologii UKSW. Wyjaśnia on, że wcześniej tę grupę charakteryzował brak wiary w Boga, połączony z niechęcią do wartości konserwatywnych. – Obecnie młodzi stają się konserwatywni, ale pozostają niereligijni – zauważa. W swojej ocenie zwraca on też uwagę na wyborców lewicowych, którzy zaczęli zmieniać poglądy po klęsce Twojego Ruchu, w którym pokładali duże nadzieje. – Nastąpiło wtedy odwrócenie od systemu wartości reprezentowanego przez Janusza Palikota – zaznacza politolog.

Jego zdaniem przyczyną zmiany jest tęsknota za trwałą moralnością, którą można nazwać etyką odpowiedzialności w życiu publicznym. To przekonanie, że wzajemne relacje powinny mieć charakter fair play. Ponadto młodzi Polacy zaczęli doceniać przynależność do wspólnoty. Najważniejsza jest dla nich jednak potrzeba rozwiązania problemów gospodarczych, których przyczynę upatrują w patologiach systemu politycznego.

Triumf kapitalizmu

– Problem małżeństw homoseksualnych czy aborcji polaryzuje społeczeństwo, ale bezpośrednio dotyka zaledwie jednego procentu ludzi. Natomiast wszyscy muszą zarabiać i wydawać – mówi Piotr, student politologii. Jego wypowiedź w pełni odzwierciedla nastroje panujące wśród młodych. Prof. Henryk Domański w wywiadzie dla „Plusa Minusa" (14.05.2016) zauważył, że osoby w grupie wiekowej 15–25 lat są nastawione bardziej indywidualistycznie niż starsze pokolenia. „Dlatego popierają gospodarcze status quo, co świadczyłoby o popieraniu prawicowego liberalizmu" – oceniał. Jaka jest tego przyczyna? Fakt, że obecne dwudziestoparolatki wychowały się w warunkach kapitalizmu, nie mają doświadczeń związanych z innym systemem ekonomicznym.

– W polityce irytują mnie postulaty związane z konserwatyzmem obyczajowym. Państwo jest od tego, żeby dbać o kraj jak o firmę – mówi Andrzej, student pedagogiki.

Młodzi ludzie są znacznie bardziej pragmatyczni od swoich rodziców i dziadków. Jeśli tylko pojawia się polityczna szansa na naprawę ustroju gospodarczego, konserwatyzm obyczajowy schodzi na dalszy plan. Co prawda dominuje wśród nich liberalizm gospodarczy, ale z biegiem czasu zaczynają rozumieć potrzebę interwencjonizmu. – Gdybym mieszkał w kraju o lepszym położeniu geopolitycznym, z bogatymi zasobami naturalnymi, to w sprawach ekonomii byłbym absolutnym libertarianinem – mówi Tomasz Krok, historyk. – Rozumiem jednak, że strategiczne gałęzie polskiego przemysłu powinny być objęte szczególną opieką, pomimo że taka sytuacja rodzi różnego rodzaju patologie – dodaje.Dla młodych konserwatystów najważniejsza jest ekonomia. Ale liczy się też tożsamość historyczna

Z rozmów z młodymi konserwatystami wynika, że ekonomia jest dla nich najważniejsza. Szukając głębiej, okazuje się jednak, że poza dbałością o własność prywatną nadal liczą się inne wartości. Jedną z nich jest tożsamość historyczna.

Prawda o konserwie

– Konserwatyzm nie jest ideologią. Wartości dla konserwatyzmu nie są czymś doktrynalnym, tylko relacyjnym – wyjaśnia Jerzy Kopański, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda Lux". Definiując konserwatyzm, najlepiej odnieść się do pojęcia ładu, który musi być oparty na pewnym systemie wartości. Ład jest zastany, żeby go zachować, nie można dokonywać rewolucji. – Konserwatysta, w przeciwieństwie do socjalisty czy liberała, sprzeciwia się wszelkiej inżynierii społecznej, przekształcaniu człowieka i społeczeństwa według z góry przyjętego modelu ideologicznego – tłumaczy ks. dr hab. Janusz Węgrzecki.

Konserwatyści różnią się w definiowaniu źródła ładu. Jedni szukają go w dłuższej perspektywie historycznej, np. w cywilizacji greckiej czy rzymskiej. Inni spoglądają ledwie kilkadziesiąt lat wstecz (w Polsce przekłada się to na idealizację II RP). Dla tych dwóch grup przyczyny ładu są doczesne. Istnieje też trzecia, która wierzy w Boga jako jego twórcę. – Współczesny polski konserwatyzm nie odwołuje się do Boga, tylko za przyczynę ładu uznaje historię Polski ostatnich dziesięcioleci czy kilku wieków – ocenia ks. dr hab. Janusz Węgrzecki. Potwierdzeniem tej tezy jest polityka historyczna realizowana przez władze państwowe. Dzięki niej młodzi ludzie poznają m.in. historię II Rzeczpospolitej, a ostatnio także tzw. Żołnierzy Wyklętych. Chodzą na Marsze Niepodległości, noszą koszulki z podobiznami bohaterów narodowych, słuchają patriotycznego rapu. Wiedzą, że polska historia jest mocno powiązana z katolicyzmem. Akceptują go, ale mają z nim styczność właściwie tylko podczas uroczystych mszy za swoich bohaterów. Wielu z nich nie ma osobistej relacji z Bogiem.

Fundament cywilizacji

Pomimo oziębłości wobec religii, niewierzący konserwatyści uważają katolicyzm za ważną część ładu. Traktują go jednak tylko jako element kultury. – Katolicyzm jest dla mnie „kapsułą czasu", w której my, ludzie wychowani w cywilizacji rzymsko-katolickiej, powinniśmy i musimy przechować jej najwspanialsze osiągnięcia dla następnych pokoleń – mówi Tomasz Krok. Podkreśla, że nie wierzy w Boga, ale uważa, że nawet dla ateistów katolicyzm powinien stanowić pewnego rodzaju bufor bezpieczeństwa, wyznaczać moralne ramy życiowego postępowania.

– Katolicyzm jest jednym z budulców kultury i tożsamości polskiej, bez różnicy, czy to się komuś podoba, czy nie – podkreśla Jerzy Kopański. Swój konserwatyzm opiera na filarach wynikających wprost z osiągnięć cywilizacji chrześcijańskiej. – Katolicyzm jest lustrem dla Polaka, to w jego orbicie się poruszamy. Uważam, że nauka Kościoła powinna oddolnie być coraz szerzej rozwijana wśród społeczeństwa – podkreśla. Andrzej zauważa, że katolicyzm jest spoiwem narodu, bez niego nie byłoby wspólnoty. – To, że nie jestem katolikiem, nie znaczy, że to jest niepotrzebne – tłumaczy.

Piotr przyznaje, że tak jak wielu ludzi praktykował wiarę katolicką pod naciskiem rodziny. – Przestałem w wieku 16 lat, bo nie czułem, że reprezentacja Jezusa na ziemi jest mi jakoś szczególnie bliska – opowiada. To nie przeszkadza mu w byciu ideowym konserwatystą. – Akceptuję moralność wywodzącą się z chrześcijaństwa i nie widzę przeszkód, by osoba niepraktykująca czy nawet ateista nie mógł być konserwatystą.

Sprzeczności nie widzi także ks. dr hab. Janusz Węgrzecki. – Bywają religijni i niereligijni konserwatyści, tak jak liberałowie czy socjaliści – podkreśla. Po chwili dodaje jednak, że Kościół musi zacząć przyciągać ich swoim świadectwem. Zadanie może być o tyle łatwiejsze, że niewierzący konserwatyści pod względem idei zgadzają się z Kościołem niemal w 100 proc. Wiary nie da się jednak nikomu narzucić. – Pomimo iż dostąpiłem czterech spośród siedmiu sakramentów i uważam siebie za członka Kościoła Rzymskokatolickiego, nie praktykuję religii. Nie wynika to z żadnych uprzedzeń względem tej instytucji, ale z powodu nieuzyskania łaski wiary – przyznaje Tomasz Krok. W tym miejscu przytacza słowa św. Jana Damasceńskiego, który pisał, że wiara ma dwa wymiary: jeden jest sprawą naszej woli, a drugi należy do darów Ducha Świętego.

– Trzeba przyznać, że konserwatysta, który w nic nie wierzy, łatwiej może stać się człowiekiem bezideowym – ocenia Jerzy Kopański. Kościół ma zatem dużo do zrobienia. – Powinien iść obok ludzi, towarzyszyć i rozeznawać, a nie kroczyć przed nimi jak zdystansowany nauczyciel – podsumowuje ks. dr hab. Janusz Węgrzecki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA