fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Szkolny terror

Zdjęcie satelitarne Columbine High School
USGS
Skąd się biorą mali terroryści? Ameryka wini rodziców, rozpad rodziny, kult przemocy w telewizji, Internecie i grach komputerowych. Podobno szkoła stała się klaustrofobiczna, opresyjna i karze za inność.

W 18 rocznicę tragedii w szkole Columbine High School w Littleton przypominamy nasz tekst z 22 maja 1999 roku poświęcony tamtym wydarzeniom.

Po krwawych wydarzeniach w Columbine High School w Littleton w stanie Kolorado wiele szkół przez dłuższy czas odwoływało zajęcia, a rodzice ciągle boją się o los swoich dzieci. Do głosu dochodzą domorośli terroryści, którzy wysyłają anonimy lub telefonują do szkół grożąc powtórzeniem tragedii. Śledząc z mieszanymi uczuciami wydarzenia w Kosowie, Amerykanie stracili całkowicie poczucie bezpieczeństwa. Wciąż mają w pamięci pogrzeby piętnastu uczniów i nauczyciela w małym amerykańskim miasteczku.

Szkoła podstawowa Poplar Tree Academy w Buffalo znajduje się w dzielnicy zamieszkanej w większości przez Afroamerykanów. Podczas jednej z lekcji trzynastolatek wyszeptał tak, aby go wszyscy usłyszeli: "Ktoś tu dzisiaj umrze! " Nauczyciel napisał raport, dyrektor postanowił sprawę wyciszyć. W kilka godzin później kolejny uczeń, zagniewany na nauczycielkę biologii, zagroził jej "powtórzeniem Kolorado". Skończyło się na pogróżkach i policja nie wkroczyła. Jednak w innych szkołach jawne czy anonimowe zapowiedzi załatwiania osobistych porachunków z uczniami i nauczycielami traktuje się wyjątkowo poważnie.

Zrobimy wam Kolorado

W czwartek wieczorem, po masakrze w Littleton, sześciuset rodziców wypełniło salę widowiskową szkoły średniej John F. Kennedy High School (zwanej w skrócie JFK) w Cheektowadze na przedmieściach Buffalo, gdzie większość stanowią mieszkańcy polskiego pochodzenia. Thomas Rowan, kapitan miejscowej policji, odczytał anonimowy list nadesłany do Richarda Andrzejewskiego, dyrektora szkoły. Mali terroryści, bez wątpienia uczniowie szkoły, napisali tak: "Ci dwaj chłopcy, którzy zastrzelili uczniów oraz nauczyciela i zbombardowali szkołę w Kolorado, to zaledwie czubek góry lodowej. Jest nas więcej. Jesteśmy sprytniejsi niż wy, malutcy ludzie. Nie damy się złapać, a wy umrzecie. Nadszedł czas rewolucji. Przekonacie się, że mówimy prawdę!".

Oficer policji stwierdził, że pogróżkę trzeba potraktować poważnie, bo anonimowi szantażyści zaplanowali swą akcję na 30 kwietnia, datę samobójstwa Adolfa Hitlera. Może to tylko zbieg okoliczności, lecz tych dwóch uczniów, którzy spowodowali masakrę w szkole w Littleton, zaplanowało wydarzenie na 20 kwietnia, rocznicę urodzin Hitlera. Rodzice przyjęli tę informację z mieszanymi uczuciami, większość ze spokojem. John Bork, który ma w JFK trzy córki, wstał i powiedział: -- Żadna z nich nie przyjdzie jutro do szkoły! Jeden z zagniewanych spytał dyrektora Andrzejewskiego, czy ma zamiar przyjść nazajutrz do pracy. Odpowiedział James P. Mazgajewski, szef okręgu szkolnego Cheektowaga-Sloan: - Rano będę stał z dyrektorem przy wejściu do szkoły, by powitać uczniów. Jutrzejszy dzień będzie najbezpieczniejszy w historii JFK. I ja to gwarantuję. Cisza, jaka zapadła, świadczyła otym, że rodzice poważnie potraktowali jego słowa, dodał więc: - Jeśli odczuwacie niepokój, zatrzymajcie dzieci w domu.

W piątek do JFK przyszło zaledwie stu uczniów, jedna czwarta szkoły. Szef okręgu wraz z dyrektorem rzeczywiście stali w drzwiach, witając nadciągające grupki. Policjanci z psami sprawdzali zawartość uczniowskich plecaków i szafek. Po upływie godziny dyrektor zdecydował się na odesłanie wszystkich do domu i zamknięcie szkoły.

W szkole podstawowej North Park Academy siódmoklasista zagroził nauczycielowi, że "zrobi mu Kolorado". Przyjechała policja i zabrała chłopca w kajdankach. W szkole średniej Kenmore East pod Buffalo uczeń zagroził nożem koledze, który żartował sobie z niego. -- Musisz teraz uważać, bo następnym razem będzie to rewolwer -- powiedział nastolatek. Aresztowała go policja. W Byron-Bergen Central School w rejonie rolniczym nieopodal Buffalo dyrektor postanowił zamknąć szkołę, od razu po otrzymaniu listu, zapowiadającego atak terrorystyczny. -- Nie traktujemy pogróżek jako dowcipu -- oświadczył prasie. Również w piątek dyrekcja Cardinal O'Hara High School w Town of Tonawanda na obrzeżach Buffalo zamknęła szkołę po otrzymaniu listu z zapowiedzią akcji terrorystycznej.

Copycats, czyli naśladowcy

W Waszyngtonie łącznie 71 tysięcy uczniów zostało odesłano wcześniej do domów po anonimowych pogróżkach telefonicznych o podłożonych bombach. Po dokładnym przeszukaniu budynków szkolnych bomb nie znaleziono. W Barersfield w Kalifornii policja aresztowała w szkole 13-letniego chłopca. Miał przy sobie nabity rewolwer oraz listę uczniów i nauczycieli, którzy "zasłużyli na śmierć". W szkole na nowojorskim Brooklynie policja postawiła w stan oskarżenia pięciu trzynastoletnich chłopców, którzy sporządzili listę uczniów "do odstrzału" i planowali podłożenie w szkole bomby. W Enid w stanie Oklahoma odwołano zajęcia po znalezieniu w toalecie bomby sporządzonej domowym sposobem.

W tym samym okręgu szkolnym, w którym znajduje się Columbine High School, groźba podłożenia bomby zmusiła do ewakuacji wszystkich uczniów Pomona High School. Po dokładnym przeszukaniu szkoły nie znaleziono jednak ani bomby, ani materiałów wybuchowych.

- Rozmiary zjawiska nie są normalne, bo przecież masakra w szkole w Littleton jest wydarzeniem niebywale dramatycznym i smutnym -- stwierdził w wypowiedzi dla agencji prasowych Paul Jouston, dyrektor American Association of the School Administrators, stowarzyszenia dyrektorów szkół. -- Media wyjątkowo nagłośniły tę tragedię. Reagują wszyscy, także uczniowie, którzy mają smykałkę do szantażu i prób zastraszania. Urzędnik dodaje, że szkołom nie pozostaje nic innego, jak groźby traktować poważnie. Nie ma innego wyjścia, bo nigdy nie wiadomo, czy komuś nie przyjdzie do głowy dokładne powtórzenie tragedii w Kolorado. Zwłaszcza po wydarzeniu w kanadyjskim miasteczku Taber w prowincji Alberta, kiedy to 14-letni chłopiec przyniósł do szkoły rewolwer, z którego zabił jednego, a ciężko zranił drugiego chłopca.

Poszukiwanie przyczyn

W ciągu pierwszego tygodnia po masakrze w Littleton w Kolorado w 16 stanach ujawniono przypadki zapowiedzi zamachów terrorystycznych w szkołach i potraktowano je poważnie. Zawieszono w prawach 4 tysiące uczniów, którym udowodniono stosowanie różnych form terroru wobec kolegów i nauczycieli. Jak Ameryka długa i szeroka, trwa dyskusja nad przyczynami tragedii w szkole w Kolorado. Szuka się przyczyn patologicznych zachowań młodzieży. Wini się rodziców, rozpad rodziny, kult przemocy rozpowszechniany w telewizji, Internecie i grach komputerowych, anawet w szkole. Jak napisał "New York Times", szkoła "staje się pełnym nudy koszmarem. Klaustrofobiczna i opresyjna, karze uczniów za to, że chcą być inni i pragną zachować indywidualność".

W atmosferze strachu przed niewiadomym, które czeka w szkole, lęku przed młodocianym terrorystą gotowym znów gdzieś wystrzelić do rówieśników i nauczycieli, uspokajająco wyglądają dane "USA Today". W roku szkolnym 1992/ 1993 w rezultacie aktów szkolnej przemocy zginęło 53 uczniów; wtym roku szkolnym -- 24 osoby, w tym 15 ofiar masakry w Littleton. Eksperci zwracają uwagę na fakt, że przypadków strzelaniny w szkołach jest mniej, pociągają one jednak za sobą więcej ofiar, gdyż młodzież zamiast rewolwerów używa ostatnio szybkostrzelnej broni oraz materiałów wybuchowych. "Jednak więcej dzieci ginie dziś w domach lub na ulicach niż w szkołach" -- stwierdza Naomi Paiss z Center to Prevent Handgun Violence, waszyngtońskiej organizacji na rzecz zapobiegania przestępstwom popełnianym z użyciem broni palnej. Stwierdzenie to wcale nie pociesza rodziców, którzy, wysyłając dzieci do szkoły, z niepokojem czekają na ich powrót.

Cel - uczniowie

Miesiąc po strzelaninie w szkole średniej w Littleton, na przedmieściach Denver, gdzie zginęło 15 osób, w Conyers, na przedmieściach Atlanty, doszło do kolejnego dramatu: 16-letni uczeń cieszącego się znakomitą opinią liceum Heritage otworzył ogień do kolegów. Ranił sześć osób, w tym jedną ciężko. Koleżanka młodocianego terrorysty dostała postrzał w brzuch.

Do tragedii doszło krótko po godzinie 8. 00, gdy w szkole przebywało ok. 750 uczniów. Napastnika obezwładnił wicedyrektor, w chwili gdy ten próbował popełnić samobójstwo. Według relacji przyjaciela strzelał, aby wyładować na kolegach złość - rzuciła go dziewczyna.

W tym samym dniu zanotowano kolejny incydent: w Anaheim w Kalifornii policja aresztowała dwóch chłopców w wieku 13 i 14 lat, którzy przygotowywali się do dokonania zamachu. Wich domu znaleziono domowej roboty bomby, materiały wybuchowe, broń i amunicję.

Te dwa incydenty z pewnością miały wpływ na wynik głosowania w Senacie w sprawie ograniczeń w sprzedaży broni. Po kolejnym apelu prezydenta Clintona o szybkie przyjęcie ustawy przewidującej sprawdzanie przeszłości osób kupujących broń dokładnie połowa (50) senatorów głosowała za. Zadecydował głos wiceprezydenta Ala Gore'a, który poparł ustawę. Stosunkiem głosów 73 do 25 przyjęto również ustawę przewidującą zwiększenie wydatków na zapobieganie przestępczości nieletnich.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA