fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Waldemar Skowron, Mesko. Produkty zweryfikowane przez rynek

materiały prasowe
Waldemar Skowron, prezes zarządu – dyrektor naczelny Mesko SA

Szefuje pan dużej firmie z tradycjami.

Waldemar Skowron: Mesko ma już 92 lata. Jest jedną ze starszych firm zbrojeniowych. Dziś Mesko to nie tylko Skarżysko-Kamienna, ale cała grupa kapitałowa. Mamy w portfelu pięć podmiotów zależnych, których jesteśmy właścicielem, i cztery zakłady zamiejscowe. W samym Mesko zatrudniamy 1900 osób, w Skarżysku 1500, a w całej grupie prawie 3 tys. Są to firmy, które odpowiadają za cały asortyment amunicyjno-rakietowy w Polsce, czyli gotowe wyroby i komponenty. Od dawna też eksportujecie.

W przeszłości produkowaliśmy też wyroby cywilne. Trafiały na rynek europejski i azjatycki. Stąd dzisiaj rozpoznawalność marki Mesko w świecie jest największa spośród wszystkich zakładów przemysłu obronnego. Teraz zajmujemy się tylko produkcją specjalną – amunicji małokalibrowej, średniokalibrowej i wielkokalibrowej – czołgowej, moździerzowej i do haubic, a także amunicji precyzyjnego rażenia. Oferujemy też rakiety. W portfelu mamy ich trzy rodzaje, a nad następnymi prowadzimy prace badawczo-rozwojowe.

Gdzie trafia amunicja z waszych fabryk?

Amunicję małokalibrową, sprzedajemy do USA, ale też do Arabii Saudyjskiej, Omanu, Indonezji. Kupują też nasi sąsiedzi, Ukraina, Litwa i Łotwa.

A rakiety?

Nie jest tajemnicą, że sprzedaliśmy je do Japonii, Gruzji, Stanów Zjednoczonych i do Indonezji. Pracujemy nad kolejnymi kontraktami.

Coś jeszcze trafia do zagranicznych odbiorców?

Od kilkunastu lat eksportujemy również linie technologiczne. Wytwarzamy maszyny i urządzenia do produkcji amunicji małokalibrowej. Nabywców znajdujemy głównie w Indiach.

Działacie w specyficznej branży. Wsparcie rządowe jest nieodzowne?

Generalnie tak, szczególnie gdy mówimy o rakietach czy systemach. Oczekiwania branży co do wsparcia rządowego w tym przypadku są spore. Przy rakietach dążymy do kontraktów na linii rząd–rząd, choć czasami ostatecznie przybierają one nieco inną postać. Jeżeli zaś mówimy o amunicji małokalibrowej, to pomoc rządu nie jest już niezbędna. Co prawda producentów jest wielu, ale to dość chłonny rynek i o nabywców staramy się sami.

Czym konkurujecie?

Oferujemy wyroby co najmniej o średnim poziomie europejskim i światowym, a głównie produkty o wysokiej jakości i zweryfikowane przez rynek. Aby je sprzedać, startujemy w przetargach. Wygrywamy je dzięki wysokiej jakości i konkurencyjnej cenie. Ważne jest wsparcie ze strony wojskowych, a więc pozytywna informacja od użytkowników naszych produktów. To pomaga.

Jak ocenia pan nowy model wspierania eksportu zaprezentowany przez resort rozwoju?

Liczymy, że wysiłki proeksportowe zostaną skumulowane i środki na promocję nie będą rozproszone. Mam nadzieję, że doczekamy czasów, kiedy na ważnych wystawach sprzętu wojskowego będą narodowe stoiska Polski. Oczekujemy też większego zaangażowania polskich placówek na zewnątrz. Wiadomo, że będzie ich więcej. To powinno pomóc. Powinniśmy też, tak jak stało się to w przypadku wszystkich branż, określić rynki priorytetowe. Nie wyklucza to działań na innych rynkach, ale w celu kumulacji środków i efektów tak to powinno być zrobione.

—rozmawiał Artur Osiecki

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA