fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Wakacyjne saksy za granicą nie tylko dla fachowców

Adobe Stock
W Niemczech, Holandii i Norwegii sezonowi pracownicy mogą zarobić przy zbiorach owoców, w fabryce, w magazynie kilkakrotnie więcej niż w kraju. Jednak opłacalność wyjazdu zmniejszają spore koszty pobytu na Zachodzie.

Nawet teraz, w połowie czerwca, gdy już mija szczyt rekrutacji na saksy, można przebierać w propozycjach wakacyjnych zajęć za granicą. Co prawda Paulina Rezmer z serwisu OLX Praca twierdzi, że w tym sezonie takich ofert jest nieco mniej niż przed rokiem (ok. tysiąca), ale wybór zapewniają liczne serwisy specjalizujące się w ogłoszeniach o pracy za granicą.

Jak wynika z danych portali rekrutacyjnych i agencji zatrudnienia, największy wybór dorywczych prac za granicą znajdziemy w Niemczech, Holandii, Belgii, Wielkiej Brytanii, Norwegii i Francji. Podobnie jak w Polsce, lato jest tam sezonem prac polowych oraz zbiorów owoców i warzyw. O takie zajęcia jest więc teraz najłatwiej.

Więcej, ale minimalnie

Problemów ze znalezieniem zagranicznych ofert nie powinni mieć też chętni do pracy fizycznej w magazynie albo przy fabrycznej taśmie – chociaż częściej są tam wymagane jakieś umiejętności – np. operatora wózka widłowego – i doświadczenie. Ale i pracownik bez kwalifikacji może liczyć na stawki, które za godzinę są średnio dwu-, trzykrotnie wyższe niż przy podobnych pracach w Polsce.

Jak jednak zwraca uwagę Marta Wiśniewska z agencji zatrudnienia Contrain, zarobki przy pracach sezonowych zazwyczaj oscylują w granicach minimalnych stawek w danym kraju.

W rezultacie przy zbiorach w Holandii można zarobić około 9,6 euro brutto na godzinę, zaś na produkcji w Niemczech ok. 9,50 euro. Na więcej, bo po kilkanaście euro na godzinę, mogą tam liczyć wykwalifikowani pracownicy, w tym operatorzy wózków widłowych, kierowcy czy znający język opiekunowie zagranicznych pracowników.

Popyt zza Odry

Według wiosennego badania migracji zarobkowych Polaków agencji zatrudnienia Work Service najczęściej wybieranym krajem do pracy są w tym roku Niemcy. Jak przypomina Andrzej Kubisiak, dyrektor Zespołu Analiz w Work Service, w Niemczech jest teraz najlepsza od dekad koniunktura na rynku pracy. To przekłada się na ponad 1,5-mln pulę wakatów w gospodarce, i ogromne zapotrzebowanie na pracowników (w tym obcokrajowców) w logistyce i w produkcji.

– Stawki przy takich zajęciach zaczynają się od 9,5 euro brutto za godzinę pracy, przy zapewnieniu darmowego zakwaterowania i opieki na miejscu przez polskiego koordynatora – podkreśla Kubisiak. Dodaje, że jeszcze więcej można zarobić w magazynie we Francji, gdzie podstawowa stawka godzinowa wynosi 9,88 euro, ale przy 35-godzinnym tygodniu pracy można liczyć na nadgodziny płatne o 25–50 proc. więcej. Na drugim miejscu wśród najchętniej wybieranych kierunków wyjazdów zarobkowych znalazła się w tym roku Holandia. Pracując tam np. w ogrodnictwie, można zarobić ok. 9,6 euro na godzinę, a w magazynie przy pakowaniu owoców stawka rośnie do 10 euro.

Patrycja Liniewicz, dyrektor ds. Rekrutacji Międzynarodowej w OTTO Workforce, twierdzi, że praca w Holandii jest popularna wśród studentów. Agencja zatrudnia ich głównie w firmach logistycznych oraz produkcyjnych. Pracownicy nie muszą nawet znać angielskiego, choć jego znajomość jest atutem.

To samo dotyczy Belgii, gdzie niekiedy w ofertach widać sporą różnicę w stawkach oferowanych osobom znającym języki obce. O ile znając angielski można zarobić przy pakowaniu owoców 12 euro na godzinę, o tyle bez znajomości języka stawka spada o 4 euro.

Mniej chętnych

Atrakcyjne stawki oferuje przy dorywczych pracach Skandynawia. Według danych OLX Praca, w Szwecji można zbierać truskawki nawet za 80 zł na godzinę. Na akord pracuje się też przy zbiorach w Norwegii, gdzie pośrednicy obiecują zarobki rzędu 100–120 NOK, czyli 45–54 zł na godzinę. Nawet przy ośmiu godzinach dziennie daje to 360 –430 zł za dzień.

Szacując przyszłe dochody z saksów, warto jednak sprawdzić, czy oferowane stawki są netto, czy (częściej) brutto, co oznacza mniej pieniędzy na rękę. Trzeba wziąć pod uwagę koszty dojazdu na miejsce i wyższe koszty życia, w tym mieszkania za granicą.

Jak jednak zaznacza Paulina Rezmer, spora liczba oferentów zagranicznych deklaruje pokrycie kosztów zakwaterowania pracowników, z możliwością skorzystania z kuchni, i zapewnieniem dojazdu do miejsca pracy. W innym przypadku trzeba wszystko organizować na własną rękę, co może być sporym wyzwaniem dla osób, które jadą po raz pierwszy do obcego im kraju, a w dodatku nie znają języka.

Mogą wtedy skorzystać z usług agencji zatrudnienia, które zwykle zapewniają stałą opiekę, pomoc przy formalnościach i organizują zakwaterowanie oraz dojazd do pracy.

Wzrost wynagrodzeń w Polsce sprawił, że w tym sezonie praca za granicą nie jest już tak bardzo opłacalna jak przed kilkoma laty. Paulina Rezmer mówi o spadku liczby zgłoszeń na zagraniczne oferty. O kandydatów konkurują też agencje zatrudnienia; np. Work Express wprowadziła program płatnych poleceń kandydatów do pracy za granicą. Za polecenie odpowiedniej osoby oferuje 500 zł płatne po pierwszym przepracowanym przez nią miesiącu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA