fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Uciekali reżimowi. Znaleźli śmierć

Zasieki na dawnej granicy czechosłowacko-austriackiej, pozostałość po tzw. elektrycznej granicy
shutterstock
Na czechosłowacko-austriackiej tzw. elektrycznej granicy zginęło 31 Polaków. Zlokalizowano groby tylko sześciu ofiar.

Ofiar żelaznej kurtyny szukają Polacy oraz śledczy z Niemiec i Czech. Kilka tygodni temu rozpoczął prace zespół prokuratorów z Czech i Niemiec, którzy badają okoliczności śmierci na dawnej granicy czechosłowacko-niemieckiej. Wśród ofiar są m.in. Polacy. Przypomnijmy, że w 2014 r. w „Rzeczpospolitej" opisaliśmy historię Zygfryda Kapeli, który w 1972 roku został postrzelony przez funkcjonariuszy komunistycznej NRD w trakcie próby przekroczenia granicy z RFN, a następnie trafił do więzienia niemieckiej bezpieki Stasi koło Lipska.

Prokurator zdecyduje o stawianiu zarzutów

Z naszych informacji wynika jednak, że do zespołu tego nie wejdą polscy śledczy. Na finiszu jest już bowiem postępowanie prowadzone przez prokuratora IPN z Krakowa, który bada okoliczności śmierci polskich obywateli na dawnej granicy Czechosłowacji i Austrii.

Taką informację potwierdził „Rzeczpospolitej" Robert Janicki, rzecznik prasowy pionu śledczego IPN. Niebawem prokurator podejmie decyzję, czy i ewentualnie komu stawiać zarzuty.

Polski śledczy ustalił, że w trakcie przekraczania tzw. elektrycznej granicy śmierć poniosło 31 Polaków.

– Ich nazwiska zostały ustalone, prokurator dotarł do bliskich pokrzywdzonych i przesłuchał ich – mówi nam prokurator Janicki.

Gdzie zostali pochowani

We współpracy z przedstawicielami Platformy Europejskiej Pamięci i Sumienia, która zajmuje się popularyzowaniem wiedzy o systemach totalitarnych i upamiętnianiem ofiar zbrodniczych reżimów, ustalone zostały miejsca pochówku sześciu polskich ofiar porażenia prądem. Ich groby są m.in. w Bratysławie.

– Niestety brak jest pełnej dokumentacji, w oparciu o którą można byłoby ustalić miejsca pochówków pozostałych ofiar. Pewne jest to, że ich ciała zostały skremowane – dodaje prokurator Janicki.

Już w 2017 roku przedstawiciele Platformy przekazali pionowi śledczemu IPN zeskanowany plik dokumentów dotyczących 13 polskich obywateli, którzy w latach 1961–1965 zostali śmiertelnie porażeni prądem na tej granicy. Próbowali oni uciec z bloku wschodniego na Zachód. Materiały pochodziły ze Słowackiego Instytutu Pamięci, a z także czeskich służb specjalnych.

Platforma opublikowała wtedy nazwiska i zdjęcia siedmiu Polaków, którzy zginęli na granicy. Są to: Jan Romańczyk (zginał w 1961 r.), Jan Pletka (1961 r.), Tadeusz Bernard (1962 r.), Bolesław Lipski (1963 r.), Józef Holota (1964 r.), Franciszek Majcherek (1964 r.), Edward Bil (1964 r.).

Zbrodnie pograniczników

Na początku lat 50. Straż Graniczna Czechosłowacji pomiędzy dwoma barierami zasieków umieściła sowieckie miny przeciwpiechotne, zainstalowane zostały też blokady elektryczne pod napięciem 4–6 tys. woltów. O zagrożeniu nie informowały znaki ostrzegawcze, dlatego uciekinierzy o tym nie wiedzieli.

Z danych IPN wynika, że zapora elektryczna działała między wrześniem 1952 r. a sierpniem 1965 r. W tym czasie w sumie śmierć poniosło na niej co najmniej 428 osób, w tym 31 Polaków. Do tragedii dochodziło m.in. w okolicach czeskiego Mikulova.

Na tej podstawie pion śledczy IPN w Krakowie rozpoczął postępowanie dotyczące zbrodni komunistycznej, stanowiącej jednocześnie zbrodnię przeciwko ludzkości, popełnionej na obywatelach polskich w latach 1948–1989.

Powstanie baza ofiar

Sprawcami zabójstw byli funkcjonariusze służb komunistycznej Czechosłowacji. Zdaniem przedstawicieli IPN i Platformy głównym odpowiedzialnym za śmierć na granicy jest były szef MSW, późniejszy członek Biura Politycznego Komunistycznej Partii Czechosłowacji oraz były premier Lubomír Štrougal (ma 95 lat). Celem postępowania było także oskarżenie żołnierzy z posterunków granicznych, którzy włączali prąd. Na razie czeskie sądy skazały zaledwie czterech pograniczników. Uznały ich za winnych śmierci obywateli Niemiec. Czeski wymiar sprawiedliwości nie uznaje jednak tego przestępstwa za zbrodnię przeciwko ludzkości.

Z informacji, które otrzymaliśmy od dr. Łukasza Kamińskiego, byłego prezesa IPN, a obecnie szefa Platformy Europejskiej Pamięci i Sumienia, organizacja ta pracuje nad mechanizmem osądzenia sprawców zbrodni komunistycznych. Oczywiście tego rodzaju sąd może być symboliczny.

Platforma Europejskiej Pamięci i Sumienia we współpracy z Ośrodkiem Pamięć i Przyszłość we Wrocławiu planuje sporządzenie bazy danych ofiar zabójstw na tzw. elektrycznej granicy. Znajdą się w niej dane zabitych i rannych lub w różny sposób represjonowanych przez władze komunistyczne – złapani trafiali bowiem do więzień.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA