W powieści „Świat miniony" Toma Sweterlitscha ludzkość opanowała technikę dalekich skoków w przestrzeni i w czasie. Podróże te nie odbywają się bezkarnie; jeden ze statków ściąga na Ziemię ostateczną zagładę zwaną Terminusem. Co gorsza, Terminus przybliża się, a wizje ostatecznego końca, kiedy wielkie grupy ludzi usiłują się ratować i giną, udały się autorowi szczególnie. Napisane to jest z rzadką w s.f. sprawnością i intensywnością, perfidne, masowe morderstwa na Ziemi i w statkach kosmicznych mają niemal bezpośredni związek z wyprawami w Głęboką Przestrzeń i Głęboki Czas. Tak wielowymiarowej tragedii na serio dawno nie mieliśmy na naszym rynku lektur.

Śledztwo badające jak działa Terminus i jak przeciąć nić łączącą go z ludzkością o tyle jest utrudnione, że w alternatywnych wieloświatach nie obowiązują jednowymiarowe ścieżki przyczynowo-skutkowe, trzeba się rozeznawać w plątaninie alternatyw. W niektórych wersjach zagłada już się rozpoczęła i nie jest to przygoda godna polecenia. Świetny jest opis miejsca w górskim lesie, gdzie rzeczywistość rozgałęzia się w sieć dróg wieloświata. Książkę odkłada się z ulgą i poczuciem wdzięczności, że rzeczywistość za oknem jest taka prostoduszna i normalna, a fizyka opisana w powieści nieprędko zajrzy nam w oczy. Chyba że przywołamy ją tu na własne życzenie.

Tom Sweterlitsch „Świat miniony", tłum. Mirosław P. Jabłoński, wyd. Rebis

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95