Plus Minus

Jan Szyszko: Od entomologa po pogromcę drzew

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Przez lata bronił lasów i przekonywał do zalesiania Polski – dziś jego symbolem stają się samotne pnie po wycinanych w całym kraju drzewach. Jest właścicielem prawdopodobnie najdroższej w Polsce stodoły. Ma też potężnego sojusznika – o. Tadeusza Rydzyka. Oto Jan Feliks Szyszko.

Co trzeba zrobić, aby rosło drzewo? Posadzić Szyszkę" – głosi hasło w jednym z memów, na którym widać ministra środowiska za kratami. „Zastał puszczę drewnianą, zostawi murowaną" – kpią internauci. To pokłosie wejścia w życie 1 stycznia tzw. lex Szyszko, czyli zmian w ustawie o ochronie przyrody oraz ustawie o lasach. Zmiany, które zniosły obowiązek uzyskiwania przez właściciela nieruchomości zgody na wycinkę rosnących na niej drzew, sprawiły, że w ruch poszły piły i siekiery.

Ekolodzy złapali się za głowy. – Jan Szyszko pokazuje, że to, na czym mu rzeczywiście zależy, to wprowadzanie ułatwień w niszczeniu polskiej przyrody – mówił dyrektor Greenpeace Polska Robert Cyglicki. Kiedy już drzewa zaczęły padać, Greenpeace wyświetlał na fasadach budynków, przed którymi ścięto drzewa, slajd z podobizną ministra i hasłem: „Tu byłem. Jan Szyszko". W końcu ze zgłoszonego przez swoich posłów projektu zaczął wycofywać się sam PiS – Jarosław Kaczyński zapowiedział rychłe zmiany w ustawach, a wicepremier Piotr Gliński powiedział wprost: – To był błąd.

Tymczasem ministra środowiska zdjęcia ściętych drzew nie wzruszyły. – Nie spodziewałem się tego, aby był tak dobry oddźwięk ze strony społeczeństwa. Dostałem setki gratulacji – mówił niedawno w rozmowie z Polskim Radiem. Przekonywał też, że „nie widział właściciela terenu, który by chciał celowo wycinać własne drzewa". I dodał, że drzewa są wycinane „tylko wtedy, kiedy trzeba", bo ludzie są z nimi „emocjonalnie związani". Mało tego – według ministra zmienione prawo jest „niezwykle skuteczne w kierunku ochrony zasobów przyrodniczych".

– Szyszko często mówi jedno, a robi coś zupełnie innego – mówi nam osoba, która poznała obecnego ministra na początku lat 90. – Jest człowiekiem absolutnie uczciwym, ale ma też swoje zdanie i bardzo uparcie go broni. Nie przekłada własnych opinii na efekt sondaży opinii publicznej. Angażuje się nawet w niepopularne sprawy, jeśli się z nimi zgadza – opowiada europoseł PiS Ryszard Czarnecki.

Profesor od chrząszczy

Zanim Szyszko stał się z zawodu ministrem środowiska (sprawuje tę funkcję już po raz trzeci w swojej politycznej karierze), przez lata był pracownikiem naukowym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, którego pasją były chrząszcze z rodziny biegaczowatych (Carabidae).

Zdecydował się studiować leśnictwo podobno dlatego, że zafascynowały go kolekcje zwierząt, które można było zobaczyć na korytarzach SGGW. Jego miłością szybko stały się owady, które kolekcjonuje – do dziś zebrał ich ok. 50 tysięcy, w tym ok. tysiąca egzemplarzy biegaczowatych. Podobno nigdy nie traci okazji do powiększenia swoich zbiorów. Były rzecznik Szyszki Tomasz Skłodowski wspominał w jednej z rozmów, jak podczas służbowego wyjazdu do Australii Szyszko zauważył skorpiona i natychmiast spytał towarzyszącego mu ministra środowiska Australii, czy jest to gatunek chroniony. Kiedy się dowiedział, że nie – umieścił go w noszonym na takie okazje słoiku ze specjalnym preparatem.

Do swojej pasji zdołał przekonać żonę, Krystynę Szyszko, której już na początku ich związku wyjaśnił, że fascynujące go biegaczowate to „nie są robaki", ponieważ „robaki są obłe i płaskie, i mieszkają w przewodzie pokarmowym". O chrabąszczach opowiadał również dziennikarzom w czasie zorganizowanych dla nich warsztatów, które miały „nauczyć ich właściwego zadawania pytań" (było to pokłosie konferencji, na której ministra zirytowały pytania o wycinkę Puszczy Białowieskiej).

W kwestii biegaczowatych Szyszko jest ekspertem znanym entomologom z całego świata – za badania nad tymi chrząszczami otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu w Lüneburgu. W 2008 roku Światowa Federacja Nauki przyznała mu Nagrodę im. Ettore Majorany (nagroda za osiągnięcia naukowe na rzecz pokoju) za „badania nad znaczeniem struktury krajobrazu wiejskiego i długofalowych zmian w systemie klimatycznym, a także nad wymianą dwutlenku węgla między ekosystemem i atmosferą". Szyszko stał się drugim – po Janie Pawle II – polskim laureatem tej nagrody, którą mogą się poszczycić również m.in. laureat Pokojowej Nagrody Nobla Andriej Sacharow, laureat dwóch Nagród Nobla (m.in. w dziedzinie chemii) Linus Pauling oraz współodkrywca HIV, laureat medycznego Nobla, Luc Montagnier.

Jego naukowych osiągnięć nie kwestionują nawet polityczni przeciwnicy. Stefan Niesiołowski poznał Szyszkę w czasach, gdy politycy prawicy próbowali utworzyć koalicję Przymierze dla Polski (w jej skład wchodziły m.in. PC i ZChN). – Byliśmy jedynymi w historii polskiego Sejmu entomologami – podkreśla polityk Europejskich Demokratów. – Na tym się nieźle zna – dodaje. I przyznaje, że w latach 90., z racji podobnych zainteresowań naukowych, między nim a Szyszką powstała „pewna sympatia". – Wtedy był sympatycznym zoologiem. Dziś jednak mam o nim zdanie jak najgorsze – zaznacza, twierdząc, że minister „kompromituje się, podlizując o. Rydzykowi". – To, co dziś mówi o geotermii czy o wycince drzew, nie ma nic wspólnego z nauką – podsumowuje Niesiołowski.

Przez znajomość z proboszczem do polityki

Karierę polityczną zaczyna późno – kiedy w 1987 roku wchodzi w skład Miejskiej Rady Narodowej (terenowy organ władzy w PRL) w Wesołej, ma 43 lata. Zasiada nawet w Prezydium Rady, która zresztą finansuje jego badania naukowe fauny i flory. Po zmianie ustroju startuje w wyborach do nowo powstającego samorządu i zdobywa mandat jako kandydat niezależny. W wyborczym sukcesie, jak twierdzi osoba działająca w tym czasie w tamtejszym samorządzie, pomaga mu bliska znajomość z ówczesnym proboszczem. – Startowaliśmy w okręgach jednomandatowych, do zwycięstwa w tak małej gminie jak Wesoła wystarczało 300–400 głosów – wspomina Ligia Krajewska, późniejsza posłanka PO, a w tamtym czasie członek Komitetu Obywatelskiego Solidarność.

Wcześniej poznaje jednak Jarosława Kaczyńskiego – podobno w czasie protestu organizowanego przez Szyszkę przeciwko budowie osiedla w Starej Miłosnej. To znajomość, która odegra decydującą rolę w jego politycznej karierze – choć na polityczne sukcesy trzeba będzie poczekać. W 1991 roku Szyszko wchodzi w skład Porozumienia Centrum, a w 1996 roku zostaje wiceprzewodniczącym PC.

W wyborach do Sejmu w 1997 roku, w których PC znajduje się na listach AWS, Szyszko nie zdobywa wprawdzie mandatu poselskiego, startując z okręgu podwarszawskiego (cztery lata później będzie – już jako kandydat PiS – bez powodzenia ubiegał się o mandat posła w okręgu pilskim), ale w rządzie AWS–UW obejmuje po raz pierwszy w karierze funkcję ministra środowiska.

Co ciekawe, w tamtym czasie bywa chwalony przez ekologów. Choć początkowo godzi się na odstrzał wilków w województwie krośnieńskim, ostatecznie – po protestach obrońców przyrody – doprowadza do wstrzymania polowań na te drapieżniki i objęcia populacji wilków całkowitą ochroną.

Szyszko storpedował również koncepcję rządu zakładającą przekształcenie Polskich Lasów Państwowych w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa, co mogłoby być wstępem do ich prywatyzacji. Początkowo, gdy propozycja ta pojawiła się na posiedzeniu rządu, Szyszko był osamotniony w swoim sprzeciwie – i przegrał głosowanie w tej sprawie w stosunku 1:13. Minister doprowadził jednak do ponownego zajęcia się przez rząd tą kwestią, a w dyskusję na ten temat włączył dyrektora Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych Konrada Tomaszewskiego. Efekt? Tym razem Szyszko wygrał głosowanie.

Kilka miesięcy po tym wydarzeniu nie był już ministrem. Premier Buzek tłumaczył wówczas, że choć Szyszko był specjalistą w dziedzinie przyrody, to jednak resort potrzebował w tamtym czasie menedżera. Z rządu jednak nie odszedł – wszedł w skład Kancelarii Premiera i został pełnomocnikiem rządu do spraw konwencji klimatycznej, a także prezydentem V Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej ONZ.

Kadencja druga: Rospuda i geotermia

W 2001 roku Szyszko wchodzi w skład tworzonego przez braci Kaczyńskich PiS. Do Sejmu znów się nie dostaje, zostaje jednak członkiem Trybunału Stanu. Wcześniej tworzy Stowarzyszenie na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski. W deklaracji programowej stowarzyszenia, pod którą podpisał się Szyszko, czytamy, że „obowiązkiem Państwa jest ochrona wszystkich występujących gatunków roślin i zwierząt oraz zapewnienie obywatelom nieograniczonego dostępu do czystego powietrza, dobrej wody i stwarzanie możliwości rekreacji". Jednocześnie – jak czytamy w tym samym dokumencie – zasoby przyrodnicze należy „użytkować tak, aby (...) stymulowały rozwój gospodarczy". A to już zapowiedź działań, jakie Szyszko podejmie w czasie kolejnych podejść do kierowania resortem środowiska.

Ministrem zostaje ponownie po wygraniu wyborów parlamentarnych przez PiS w 2005 roku. I tym razem ekolodzy już go nie chwalą. Druga kadencja to przede wszystkim spór o obwodnicę Augustowa. Minister Szyszko zgodził się, by przebiegała ona przez dolinę Rospudy. – Rospuda to twór człowieka i nic się nie stanie, gdy przejdzie przez nią droga szybkiego ruchu – tłumaczył. Ekolodzy zaczęli bić na alarm: budowa trasy szybkiego ruchu w tym rejonie miała być zagrożeniem dla tamtejszych torfowisk. Pikanterii całej sprawie dodawał fakt, że w tym samym czasie minister Szyszko blokował zatwierdzenie trasy obwodnicy Warszawy, która miała przebiegać przez jego Wesołą, co – jak podkreślał – miało zagrażać tamtejszej populacji chrząszczy. Co ciekawe, z ministrem nie zgodziła się nawet jego koleżanka z rządu, ówczesna minister rozwoju regionalnego Grażyna Gęsicka. Ale choć rząd wrócił do pierwotnego kształtu obwodnicy, odcinek, któremu sprzeciwiał się Szyszko, do dziś nie powstał.

Równie wiele kontrowersji wzbudziło przyznanie przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w ostatnich dniach istnienia pierwszego rządu PiS 27 mln zł dotacji założonej przez o. Tadeusza Rydzyka fundacji Lux Veritatis. Pieniądze miały zostać przeznaczone na odwierty geotermalne w Toruniu. Wniosek o dotację fundacja złożyła jeszcze w 2006 roku, ale decyzja o jej przyznaniu zapadła dopiero po przegranych przez PiS wyborach parlamentarnych.

Kolejne lata Szyszko wraz z PiS spędza w opozycji. Zasłynął w tym czasie interpelacją poselską z kwietnia 2013 roku dotyczącą tzw. chemtrails (Szyszko używa nazwy „chemitrails"). „W ostatnich miesiącach byłem wielokrotnie informowany i pytany przez zaniepokojonych ludzi o przyczyny i skutki częstego stosowania, jak określają, oprysków z samolotów metodą chemitrails. Niektórzy kojarzą to z wojskowymi projektami badawczymi w atmosferze, wyrażając zaniepokojenie o swoje zdrowie" – pisze w interpelacji. A następnie prosi o wyjaśnienie, czym są chemitrails.

W całej sprawie chodzi o smugi, jakie pozostawia za sobą przelatujący samolot. Mianem chemtrails zostały one ochrzczone przez zwolenników teorii spiskowej, którzy uważają, że owe smugi są dowodem na rozpylanie różnego rodzaju substancji mających – w zależności od wersji tej teorii – wywoływać choroby redukujące liczebność ludzkości lub „blokować myślenie". Rząd odpowiada jednak: to smugi kondensacyjne, czyli skroplona para wodna zmieszana ze spalinami.

Czy Szyszko rzeczywiście obawiał się w tamtym czasie, że rząd światowy rozpyla nad Polską tajemnicze substancje? Być może. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że chciał w ten sposób zrobić ukłon w stronę środowisk Radia Maryja. W tamtym czasie o zgubnych skutkach chemtrails mówił m.in. ks. dr Roman Piwowarczyk, który dwa lata później został polskim przedstawicielem fundacji wspierającego Radio Maryja Jana Kobylańskiego.

Kadencja trzecia: Stodoła i drzewa

Po raz trzeci Szyszko zostaje ministrem jesienią 2015 roku. I zaczyna od wojny z kornikiem drukarzem, który – jak przekonuje – doprowadza do wymierania drzew na terenie Puszczy Białowieskiej. Najlepszą metodą walki z kornikiem ma być zwiększenie wycinki drzew na terenie puszczy.

Sojusznikami Szyszki są w tym sporze leśnicy. Przeciwko sobie zaś ma ekologów, którzy przekonują, że w całej sprawie nie chodzi wcale o kornika, ale o podratowanie budżetów nadleśnictw i przerabianie lasu na deski. Szyszko odpiera te argumenty, wyliczając, że to postawa ekologów niszczy puszczę, a ograniczenie pozyskiwania drewna z tego terenu doprowadziło do utraty ponad 3,5 mln m sześc. drewna z powodu jego rozkładu. Pieniądze w tle się jednak pojawiają – obecny wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński, jeszcze jako poseł opozycji, pisał w interpelacji do ówczesnej premier Ewy Kopacz, że „straty z powodu zaniechań w pozyskiwaniu i sprzedaży drewna, które znajduje się we wstępnej fazie inwazji kornika, wynoszą 500–700 mln złotych rocznie".

Ostatecznie w marcu został zawarty kompromis. – Puszcza została podzielona na dwie części: ok. 1/3 pozostanie nietknięta, a na pozostałym obszarze leśnicy mają walczyć z kornikiem za pomocą pił i siekier. – Zobaczymy, kto ma rację – podsumował to rozwiązanie Szyszko. W 2016 roku, jak informują Lasy Państwowe, na terenie Nadleśnictwa Białowieża wycięto 7,5 tys. drzew.

Kiedy spór o Puszczę Białowieską nieco przycichł, „Newsweek" znalazł ciekawostkę w oświadczeniach majątkowych ministra. Szyszko regularnie wpisywał tam „budynek stodoły poddany rewaloryzacji o powierzchni funkcjonalnej (...) 168,69 m2 przystosowany do celów laboratoryjno-mieszkalnych". Kluczowe okazało się słowo „rewaloryzacja" – jak się okazało, po tym zabiegu stodoła zmieniła się w elegancką nieruchomość w Tucznie (okolice Wałcza), wycenioną przez tygodnik na ok. 500 tys. zł.

Minister może spać spokojnie?

Czy fakt, że PiS przyznał, iż zmiany liberalizujące przepisy dotyczące wycinki drzew poszły za daleko, może oznaczać kłopoty dla ministra środowiska? Prawdopodobnie nie, a wszystko przez opisaną już wcześniej dobrą znajomość Szyszki z o. Tadeuszem Rydzykiem. I nie chodzi tylko o geotermię – nici wiążących Szyszkę z Toruniem jest więcej. Minister wykładał m.in. w należącej do Lux Veritatis Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Jest również częstym gościem na antenie Radia Maryja, a „Nasz Dziennik" w 2014 roku opisał go jako „polityka z klasą", nie szczędząc mu pochwał nawet za to, że w czasie studiów był ambitny i koleżeński, a choć „nie stronił od życia towarzyskiego", to jednak korzystał z jego uroków „z umiarem". W kulminacyjnym momencie sporu o lex Szyszko minister środowiska miał kilka razy okazję do przedstawienia własnego zdania w tej sprawie w Radiu Maryja i TV Trwam.

Sam Szyszko również postanowił przypomnieć, kto jest jego sojusznikiem, przesyłając do mediów pod koniec lutego list otwarty w obronie o. Tadeusza Rydzyka. „Formalnie nie zajmuje zbyt eksponowanej pozycji w hierarchii kościelnej, społecznej, czy naukowej, ale jest postacią tak wyrazistą, charyzmatyczną i kreatywną, że wywiera na Polskę i Polaków wpływ znacznie większy, niżby to wynikało z jego »urzędowej' pozycji« – napisał, zaznaczając przy okazji mimochodem, że o. Rydzyk „widzi dramat Puszczy Białowieskiej" i „sprzeciwia się sprzedaży polskich lasów państwowych". Przekaz jest jasny – o. Rydzyk popiera politykę ministra Szyszki.

Kiedy pytam Ryszarda Czarneckiego, czy dzięki relacjom łączącym go z o. Rydzykiem Szyszko może sobie pozwolić w PiS na więcej, w odpowiedzi słyszę: – My wszyscy darzymy szacunkiem o. Rydzyka.

Magazyn Plus Minus

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL