fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Krzysztof Kosiński: PSL zaczyna zmieniać Polskę od samorządów

Rzeczpospolita, Darek Golik
Wiele działań obecnego rządu uderzyło w polską wieś, na czele z zahamowaniem obrotu ziemią i spadkiem jej cen. My zmieniamy Polskę od dołu. Zawsze znajdziemy swoich adresatów, którzy uważają, że ten chłopski rozum jest najlepszy - mówi Krzysztof Kosiński, polityk PSL, prezydent Ciechanowa.

Plus Minus: Taki młody, a w takiej starej partii.

Krzysztof Kosiński: Młodość szybko przemija, a ruch ludowy to już grubo ponad 100 lat polskiej historii łączącej wiele pokoleń.

Miałeś 20 lat, gdy do niej trafiłeś.

Nawet 19, to był drugi rok pierwszych rządów PiS. Studiowałem prawo i stwierdziłem, że można wolny czas zagospodarować nie tylko nauką. Zapukałem do drzwi, które otworzył przyszły minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz.

I od razu poraziła cię jego charyzma.

Tu nie chodzi o charyzmę czy jej brak, tylko o zdroworozsądkowe podejście do polityki. PSL to umiarkowana formacja, która potrafi wypośrodkować emocje. Zresztą zarzut braku wyrazistości był formułowany wobec wszystkich prezesów ludowców.

Piechociński był wyrazisty.

To facet merytoryczny, ambitny, wartościowy, ale jego nadaktywność i kilka medialnych wpadek spowodowały, że opinia publiczna przez pewien czas przestała traktować jego i partię poważnie. W polityce mogą się z tobą nie zgadzać, ale musisz budzić szacunek, a nie uśmiech.

A co z tą charyzmą w PSL?

Nie wszyscy wyborcy tego oczekują.

Oni po prostu oczekują miejsc pracy dla swoich.

Tendencyjny pogląd. Patrzę teraz na PiS i myślę, że musimy się jeszcze sporo w tej materii nauczyć. Nie zdarzyło się za rządów PSL, by ponad 300 kierowników Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w całym kraju zostało zwolnionych jednego dnia.

Może byli źli i trzeba było się ich szybko pozbyć.

Przyszły osoby, które na rolnictwie się nie znają. Wystarczy popatrzeć na opóźnienia w dopłatach i błędy w decyzjach. Życie już negatywnie zweryfikowało nowych ludzi dobrej zmiany.

Jesteś młodym człowiekiem. Prezydentem miasta. Idziesz sobie ulicą i wszyscy ci się kłaniają. Jak sobie z tym radzisz?

Sam mówię pierwszy „dzień dobry".

Ale co, wszystkim?

Tak, wszystkim. Rozpoznawalność jest spora. Idę do sklepu i czasami mam wrażenie, że wszyscy kupujący obserwują, co wkładam do koszyka.

To strasznie ciężko w takich warunkach kupić wódkę.

Rzeczywiście, nie pamiętam, kiedy ostatnio kupiłem alkohol w mieście. Jak potrzebuję wyciszenia i spokoju, to staram się uciec na weekend. Na przykład do Warszawy, gdzie mieszka moja narzeczona.

Będziesz ją sprowadzał do Ciechanowa?

Ona jest inżynierem, pracuje w bardzo specyficznej branży, w motoryzacji. Jeśli będzie druga kadencja, to pewnie zamieszkamy razem. W tym roku planujemy wziąć ślub.

I co, pani prezydentowa będzie jeździć codziennie do Warszawy?

Wielu ciechanowian tak robi. Może zmieni pracę, kto wie. To kwestia przyszłości i wspólnych ustaleń.

No widzisz. Wystarczy realizować własne obietnice wyborcze i skrócić do 45 minut czas podróży koleją między Ciechanowem a Warszawą. Teraz droga trwa ponad godzinę.

Jest coraz szybciej. Złożyłem propozycję do marszałka województwa, byśmy jako miasto dołożyli do Kolei Mazowieckich środki i żeby dzięki temu kursował pociąg, który nie będzie się zatrzymywał na pośrednich stacjach. Od ponad roku zatrzymuje się u nas pociąg Pendolino, ale na trasie do Warszawy jest zbyt drogi. Z kolei w tym roku przy dworcu PKP zaczniemy budowę centrum park & ride na ponad 200 samochodów. To też była obietnica wyborcza.

Buntowałeś się w liceum przeciwko światu czy od dziecka wiedziałeś, że chcesz być prezydentem?

W liceum działałem społecznie. Przyszedłem z wiejskiego gimnazjum, byłem przez to nieśmiały i wystraszony miejskością. Potrzebowałem sporo czasu, żeby się przełamać. Potem była jeszcze głębsza woda, bo na studia prawnicze wybrałem Kraków.

I zacząłeś zadawać trudne pytania.

Tak, w programie „Młodzież kontra", który jest nagrywany właśnie w Krakowie. Bezkompromisowe zachowania, aktywność – i wtedy odebrałem telefon. Ktoś powiedział, że premier Pawlak zaprasza do Warszawy.

A ty już spakowany.

Myślałem, że ktoś robi sobie żarty, i odłożyłem telefon. Potem znów za tydzień ktoś dzwoni i okazuje się, że to jednak nie żarty. Pojechałem do Warszawy i dostałem propozycję bycia rzecznikiem prasowym sztabu wyborczego, a potem zostałem rzecznikiem Klubu Parlamentarnego.

Jak Pawlak traktuje młodzież?

Byłem zaszczycony, że wprowadził mnie do dość wąskiego grona współpracowników. Waldemar Pawlak raczej mało mówi i trzeba sporo odczytywać z gestów i zachowań.

To też nie jest proste.

Dużo się nauczyłem. Tuż przed 8 rano byłem u niego w gabinecie i myśleliśmy o strategii. Waldemar Pawlak ma to do siebie, że bardzo często poleca jakieś książki.

Zapisywałem te wszystkie tytuły i oczywiście do większości nie zajrzałem. Co ciekawe... Po kilku tygodniach Waldemar Pawlak zaczął mnie o nie pytać i usiłował o nich dyskutować. Od tego czasu czytałem już wszystko, co polecił.

Przejdźmy do konkretów. Ilu swoich upchnąłeś już w ratuszu?

Ważne jest to, żeby mieć najbliższych współpracowników, i kilka najbliższych osób się tam znalazło.

Ilu upchnąłeś z rodziny?

Nikogo.

Co to za PSL-owiec?

Jedyną osobą w ratuszu z legitymacją partyjną jest moja zastępczyni, ale to jest fachowiec od inwestycji i funduszy unijnych. Jest ważną osobą w mojej drużynie.

Tylko jedna osoba. Niedobrze. PSL powinien cię z tego rozliczyć.

W polityce samorządowej partyjność odgrywa drugorzędną rolę. Kiedy patrzę na swoje otoczenie, to widzę sporo osób bezpartyjnych. Są też z PO, PiS, lewicy czy Nowoczesnej.

Źle ci było na tym rzecznikowaniu?

Po trzech latach byłem już trochę zmęczony.

Ile można tłumaczyć, co znów zrobił Jan Bury.

To też prawda. Bywało tak, że trzeba było mówić coś, z czym wewnętrznie się nie zgadzałem, ale linia partyjna to linia partyjna, a rzecznik jest od tego, by ją reprezentować. Zresztą to była praca odtwórcza. Teraz mam więcej możliwości i mogę swoimi decyzjami zmieniać jakość życia ludzi.

Tylko trzeba było zamienić parlament na występy z Bayer Full czy aktorami z serialu „Ranczo". Jest to jednak pewien przeskok.

Kontrastujesz warszawskie życie z drobnomieszczaństwem. A przecież Polska nie kończy się poza granicami Warszawy. Obecny wicepremier porównał Polskę lokalną do serialu „Ranczo". Cytując innego klasyka: „nie idźmy tą drogą".

Byłeś najmłodszym sejmowym rzecznikiem i jesteś jednym z najmłodszych prezydentów miast.

Wszyscy moi trzej kontrkandydaci mieli razem blisko dwieście lat. Na ich tle byłem kimś świeżym, z energią i pomysłami.

Takie miejsca jak Ciechanów po 1989 roku tylko dostają w tyłek.

Obserwujemy odpływ mieszkańców do dużych ośrodków. Trudno nam konkurować z Warszawą czy Olsztynem. Tam młodzi idą na studia i często potem już zostają.

Rozumiem, że nie stworzycie w Ciechanowie politechniki, ale macie jakąkolwiek ofertę dla młodych? Miasta tej wielkości umierają.

Od początku tego roku mamy trzy kompleksy działek miejskich w specjalnej strefie ekonomicznej. Zabiegałem o to od dawna, a to szansa na nowe zakłady pracy. Chcemy zwiększyć potencjał turystyczny. Jest Zamek Książąt Mazowieckich. Dzięki pozyskaniu dużych pieniędzy unijnych rozpoczynamy budowę pewnego rodzaju lokalnego odpowiednika Centrum Nauki Kopernik.

A jest jakiś systemowy pomysł na miasta tej wielkości?

Trzeba dać jak najwięcej swobody samorządowcom i zwiększyć finansowanie samorządów. Z centrali nikt nie wzmocni małych i średnich miast. Kiedy widzę, ile i na co poszczególne ministerstwa wydają pieniędzy, to ręce opadają. Za te fundusze można unowocześniać małe ojczyzny.

Do czego trampoliną może być prezydentura Ciechanowa?

Nie myślę o tym teraz.

Może powinieneś, bo to już przedostatnia kadencja.

Liczę się z tym, że PiS to wprowadzi...

Kadencyjność dla samorządowców to dobry pomysł?

Na pewno nie wstecz. Można się nad tym zastanowić. Przez dziesięć lat, czyli dwie pięcioletnie kadencje, po ich wydłużeniu, można sporo dobrego zrobić. Ale liczba kadencji to wirtualny problem. Prawdziwym jest to, że samorządom odbiera się kompetencje. W poprzednim roku wybudowałem kompleks sportowy z prawdziwego zdarzenia. Na tę inwestycję pozyskałem około 350 tys. zł z programu marszałka województwa. Teraz taki program będzie realizowany przez centralę w Warszawie. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś ze stolicy będzie w stanie zdecydować, co jest ważne dla ludzi w Szczecinie, Nowym Sączu czy właśnie Ciechanowie.

To prawda. O co w tym chodzi?

Chodzi o to, by na otwarciach nowych obiektów nie pojawiali się samorządowcy, tylko ministrowie, wiceministrowie i posłowie. PiS miał przybliżać instytucje, a je oddala.

Czytałem w „Mieście Archipelag" Filipa Springera, że mieszkańcy Ciechanowa domagają się po prostu McDonalds'a. To, że go nie ma, to najbardziej bulwersująca kwestia miejska.

Miasto sprzedało działkę i w tym roku rozpocznie się budowa tej restauracji.

Identyfikujesz się jeszcze z PSL?

Mam mało czasu, ale kibicuję i pomagam, angażuję się, kiedy tylko mogę.

I jak patrzysz na ostatnią kadencję PSL?

Na tę teraz?

Na ostatnią w ogóle.

Wielu już nam wróżyło koniec. Przeżyliśmy Samoobronę, Palikota, to i Kukiza przeżyjemy.

Albo, jak mówią niektórzy, znów sfałszujecie wybory.

Mogę zapewnić, że nic takiego nie miało miejsca. Podkreślają to wszyscy eksperci. W wyborach do sejmików często ludzie wrzucają nieważne głosy.

A jaki ma przekaz PSL dla młodych?

Dziś byłem na zjeździe krajowym młodzieżówki.

Całej młodzieżówki? Byliście wszyscy czterej?

Było około 200 osób. Młodzieżówka liczy w skali kraju około 5 tysięcy członków. Przekaz do młodych jest skupiony na takich elementach, jak chociażby odnawialne źródła energii czy ekologia. Wystarczy popatrzeć na Lex Szyszko, by zauważyć, że mamy rację.

Będziecie walczyć ze smogiem?

Zawsze byliśmy inspiratorami oszczędnych źródeł energii. Rząd PiS ślepo dąży do tego, by utrzymać kopalnie, które nie są rentowne. Brakuje działań systemowych i nikt nie dba o środowisko. Samorządy mają narzędzia, ale nie mają wsparcia.

A jaki powinien być ten młody PSL?

Zawsze byliśmy partią środka.

Ale scena się polaryzuje i ten środek za chwilę nie będzie już nikomu do niczego niepotrzebny.

Nie do końca. Jak jedni i drudzy odjadą w swoje strony, to pozostanie grupa osób, która potrzebuje normalności. Powinniśmy się trzymać środkowej drogi. Nasza oferta musi zawierać elementy socjalne, ale z troską o finanse publiczne.

Ale po co młody człowiek miałby dziś przyjść do PSL? Po to, by załatwić pracę dla bliskich?

Osoby, które chcą mieć wpływ na lokalną rzeczywistość, powinny przyjść do PSL. My zmieniamy Polskę od dołu. Mamy kilkunastu parlamentarzystów, ale wiele tysięcy samorządowców, którzy są naszym kapitałem. Wiele można zrobić, pracując w swojej lokalnej rzeczywistości. Z obecnej perspektywy w sejmowej polityce widzę tylko grupę gadających głów.

Strasznie to seksownie brzmi.

Ale pytanie, czy PSL-owi powinno zależeć na tym, by podążać za nastrojami, trendami i tym, co jest seksowne.

No to zależy, czy chcecie dalej istnieć.

Nie uważam tak. My zawsze znajdziemy swoich adresatów. Zawsze znajdziemy grupę, która będzie myślała podobnie. Grupę, która będzie uważała, że ten chłopski rozum jest najlepszy.

Choć PiS wam ukradł chłopów.

Już się odwracają od PiS.

Nie widać tego w sondażach.

Na poziomie lokalnym to widać. Wiele działań obecnego rządu uderzyło w polską wieś, na czele z zahamowaniem obrotu ziemią i spadkiem jej cen. Jest co prawda 500+, ale przecież nikt nie chce go zabrać. Wręcz przeciwnie: chcemy do tego programu wprowadzić zasadę złotówka za złotówkę. Jeśli, przykładowo, dochód jest przekroczony o 3 złote, to świadczenie będzie się należało, ale zostanie proporcjonalnie obniżone.

Zgadzam się z tą propozycją, tylko trzeba jeszcze rząd do tego przekonać.

Trudno przekonać do czegoś, czego autorem nie jest prezes Kaczyński. Za kilka miesięcy, gdy sprawa przycichnie i ludzie zapomną, kto jest autorem tej propozycji, to sam PiS do tego wróci. Zresztą w poprzedniej kadencji pomysły podkradała nam Platforma. Schetynówki to nie jest pomysł Grzegorza Schetyny, tylko posła PSL Jana Łopaty.

Łopatówki?

Tak je nazywamy.

Biedny PSL. Tu wam pomysł ukradli, tu o was zapomnieli.

Mamy problem z przebiciem się do mainstreamu. Pamiętam jeszcze z pracy rzecznika, jak ciężko było trafić do głównych serwisów. Musieliśmy komentować pomysły innych, a najważniejsze jest to, żeby innym narzucać swoją narrację.

To skomentujmy następny. Pomysł stworzenia wielkiej Warszawy, co ciekawe bez twojego Ciechanowa.

Proces rozwoju granic miast jest czymś naturalnym. Na pewno Warszawa będzie wchłaniała niektóre miejscowości. Jednak propozycja PiS to coś bardzo szkodliwego dla miasta, bo pochopna i sprawa wrażenie łapczywej. Do tego jedyny cel to ten partyjny.

Doświadczenie z rzecznikowania niezbyt jednak się przydaje w ratuszu, gdzie po prostu trzeba zarządzać.

Młody człowiek szybko się uczy.

Ale nie zarządzałeś nigdy wcześniej.

Samorząd to też grupa współpracowników. Ważne, żeby ich dobrze dobrać. Mam grupę profesjonalistów. Oni realizują cele, które stawiam przed nimi. To nie są ludzie zieloni.

Zieloni, bo z PSL.

Nieważne skąd. Ważna jest inicjatywa. Mój poprzednik osiadł na stanowisku i był tym wszystkim znudzony. My weszliśmy i tak mocno ograniczyliśmy administrację publiczną, że zyskaliśmy na tym milion złotych. Kiedy zaczynałem, w miejskim żłobku były 23 miejsca dla dzieciaków. Rozbudowaliśmy go o sto procent. Wystarczyła inicjatywa.

—rozmawiał Piotr Witwicki (dziennikarz Polsat News)

Magazyn Plus Minus

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA