fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Kto tu kim manipuluje

materiały prasowe
Jasnowłosy aniołek w różowej bluzie uderza krzesłem w szybę. Jego twarz zastyga w zaciętym skupieniu. Dziewięcioletnia Bernadette nie jest łatwym dzieckiem. Nie lubi swojego imienia, akceptuje tylko zdrobnienie – Benny. Próbuje wydostać się z kolejnego ośrodka opiekuńczego. Bezradna matka Bianca oddała ją pod kuratelę państwa. Wcześniej dziewczynkę maltretowano, dlatego teraz absolutnie nie można dotykać jej twarzy. Benny szuka miłości, ale na zewnątrz okazuje wyłącznie gniew. Nie ma ani osoby, ani grupy, która zapewniłaby jej stabilność. Nigdzie do końca nie czuje się u siebie.

Benny robi z każdym, co chce. Na przenosiny do kolejnego ośrodka reaguje krzykiem i agresywnym zachowaniem. Stosuje przemoc, nawet względem najbliższych. Ambiwalentne zachowanie matki, między czułością a niechęcią, prowokuje kolejne ataki furii dziecka. Pojawia się pytanie: skąd się bierze w nas zło? Rodzi się w konkretnej sytuacji czy tkwi w człowieku od urodzenia?




Każda ucieczka dziewczynki kończy się wizytą w szpitalu. Misza, specjalista od agresywnych nastolatków, zabiera główną bohaterkę na samotny wyjazd do lasu. To rodzaj obozu przetrwania – brak elektryczności oraz internetu ma zmienić podejście dziewczynki do świata. Udaje się, ale tylko na chwilę. Benny zaczyna widzieć w Miszy swojego nowego „tatę". Lecz on nie może wziąć za nią odpowiedzialności, ma już swoją rodzinę. Po raz kolejny ludzie, którzy próbują pomóc, nie mierzą sił na zamiary. I znów dziecko czuje się zawiedzione i oszukane. Czy wystarczającą walutą jest czas poświęcony dziecku? Wydaje się, że to za mało, aby przeszła jej złość. Najsilniejsza okazuje się bowiem chęć powrotu do matki.

Niemiecki „Błąd systemu" to kino społeczne. Kolejne pytania piętrzą wątpliwości. Kto tu kim manipuluje i dlaczego? Dorośli dziećmi czy odwrotnie? Największą zaletą „Błędu systemu" jest brak jednoznacznie złych czy dobrych postaci. Reżyserka Nora Fingscheidt rewelacyjnie pokazuje brak wyjścia z sytuacji. Nie tłumaczy, tylko uważnie obserwuje, jak system pożera bohaterów. Opiekun, kuratorka, pracownicy ośrodków, a także matka nie czują żadnego wsparcia z zewnątrz. Pozostawieni są z frustracją, psychicznie przeciążeni. Czy sprawny system pomocy w takich przypadkach uratowałby Benny i podobne jej dzieci? Zdaniem Junga „jednakowo ważne jest wychowanie dzieci, jak i rodziców". Według specjalistów najważniejsza jest triada: miłość, stawianie granic i nieprzeszkadzanie w rozwoju dziecka.

Jeszcze ciekawsze od samego filmu jest rozdarcie, które w widzu wywołuje. Benny zaskakuje nas swym postępowaniem – raz po raz nabieramy się na jej manipulację. Najpierw ją lubimy, potem się denerwujemy, a na koniec pozostajemy z bezradnością. Znakomita gra aktorska młodej Heleny Zengel oddaje wewnętrzne rozdarcie dziecka. Paradokumentalny styl kojarzy się z kinem braci Dardenne czy Doroty Kędzierzawskiej. Bohaterowie ich filmów muszą dokonywać podobnych wyborów: uciec czy wziąć odpowiedzialność za innych.

W „Błędzie systemu" nie drażni dramatyczny ton. Tłumaczyć go można wybuchową naturą dziecka i podkreśleniem powagi całej sytuacji. Nagrodzona Srebrnym Niedźwiedziem reżyserka nie opowiada tylko o niemieckim społeczeństwie – to krzyk uniwersalny. Bezbronność wobec dalekiego od doskonałości systemu opieki oraz wobec oczywistego faktu, że młodym ludziom brakuje kompetencji rodzicielskich. 

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA