fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Miało być inaczej, a będzie jak za PRL?

Andrzej Malinowski
materiały prasowe
W czasach PRL opowiadano sobie dowcip: „Kiedy partia mówi, że nie da, to nie da. A jak mówi, że da, to mówi". Świetnie ilustrował mizerne szanse obywateli na to, że coś, co im obiecano, kiedykolwiek faktycznie się ziści.

Lata minęły, ustrój się zmienił, niestety, ta zasada znów jest aktualna. Bo coraz częściej, gdy przedsiębiorcy słyszą, że ma być lepiej, to kończy się tylko na zapowiedziach. Za to o wiele bardziej realne są perspektywy, że ich los się pogorszy.

Od kilku miesięcy środowiska biznesu zapewniano, że priorytetem jest usunięcie przeszkód dławiących potencjał polskiej przedsiębiorczości. Są nimi biurokratyzm, samowola urzędników traktujących przedsiębiorcę jak obiekt polowania z nagonką, sprzeczne i nieustannie zmieniane przepisy.

Ulgę miała przynieść ustawa o zmianie otoczenia prawnego przedsiębiorców. Tydzień temu Sejm ją przyjął. I co się okazało? Owszem, wprowadzono wreszcie klauzulę pewności prawa, która m.in. pozwala firmie powoływać się na indywidualne interpretacje podatkowe dotyczące identycznego stanu prawnego i faktycznego, a wydane dla innych przedsiębiorstw.

Tyle że w przyszłym roku wejdą w życie inne przepisy całkowicie likwidujące ochronną funkcję tych indywidualnych interpretacji.

Ustawa o zmianie otoczenia prawnego ogranicza też kontrolę firm, zakazuje wszczynania kolejnej kontroli w tej samej sprawie – ale w zamian za to dokłada taką liczbę wyjątków od tych zasad, że urzędnik i tak zrobi, co zechce. Słowem, sytuacja się powtarza – jak władza mówi, że poprawi, to mówi. Na więcej nie ma co liczyć.

Podobnie jest z zapowiedzią likwidacji „Polski resortowej", w której każde ministerstwo uważa się za „najważniejsze we wsi" i ma kompletnie gdzieś cele oraz wysiłki podejmowane nie tylko przez inne resorty, ale cały rząd.

Doświadczenie pokazuje, że taka „resortowość" potrafi zniweczyć każdą zmianę na lepsze. Przykład? Gdy minister rozwoju ogłosił prace nad poprawą sytuacji przedsiębiorców i zaczął o tych zmianach rozmawiać z partnerami społecznymi – nagle, ni z tego, ni z owego, minister sprawiedliwości wyskoczył z koncepcją karania za uchybienia w płaceniu VAT karą 25 lat więzienia. A na dokładkę – konfiskatą firm. Bez względu na to, czy to zwykła pomyłka, zawsze możliwa przy wyjątkowo głupich przepisach, czy celowe działanie. Istny kubeł zimnej wody dla każdego przedsiębiorcy, który zaczął wierzyć w perspektywę zmian na lepsze.

Niestety, z przedsiębiorcami – którzy przecież są fundamentem polskiej gospodarki i jedyną szansą na wzrost zamożności kraju – tak dłużej postępować się nie da. To ludzie zawsze patrzący daleko w przód, szukający perspektyw. Jakie są one teraz, widać po danych: gospodarka spowalnia, inwestycje maleją.

Dlatego trzeba się zdecydować – albo jest jedna, priorytetowa koncepcja wsparcia polskiej przedsiębiorczości, albo nie. Jeśli jest, to nie należy robić z niej obiektu politycznych targów lub zagrywek, tylko zacząć ją realizować, i to szybko. Budżet trzeszczy, wskaźniki makroekonomiczne nie są najlepsze. Nie ma czasu na półśrodki.

Chyba że z tymi zmianami dla przedsiębiorców to był jedynie taki dowcip? Szkoda, gdybyśmy po tylu latach wysiłków znowu mieli się poczuć jak w PRL.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA