– Tak, uczestniczymy w konkursie na dostawcę aplikacji ogłoszonym przez UKE – mówi Szymon Nowak, prezes Notelu.
Jak pisaliśmy w ubiegłym roku, UKE chce płacić za aplikację certyfikatem, uważając, że to dla dostawców forma promocji. Szymon Nowak zgadza się z tym podejściem. Uważa, że to korzystnie wpłynie na wizerunek kierowanej przez niego spółki.
Urząd jest zdania, że aplikacja przyczyni się do zwiększenia ochrony użytkowników, zapewni im informacje o parametrach usług, z których korzystają, a operatorzy będą w większym stopniu konkurować jakością.
W przypadku ochrony konsumentów chodzi przede wszystkim o to, aby mogli egzekwować od operatora jakość usługi, za którą płacą. – Aby konsument mógł skutecznie egzekwować od operatora wskazane w umowie prędkości, potrzebne jest certyfikowane narzędzie pomiarowe, którego w Polsce do tej pory nie ma – wyjaśnia Katarzyna Araczewska, radca prawny w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Sieć kilku prędkości
Operatorzy w reklamach pokazują najczęściej maksymalną prędkość łącza, najczęściej nieosiągalną dla użytkownika, i to mimo tego, że mówimy o operatorach przewodowych, a nie komórkowych, na jakość usług których fizyka i warunki geograficzne wpływają w dużo większym stopniu. Podstawą do reklamacji jest jednak naruszenie nie tych promowanych prędkości, lecz zapisów znajdujących się w regulaminie usług danego operatora.
– Obowiązujące w Polsce unijne rozporządzenie o otwartym internecie przewiduje m.in., że operator w umowie z abonentem powinien w przypadku internetu stacjonarnego określić prędkości łącza: maksymalną, minimalną, deklarowaną i tak zwaną „zwykle dostępną", która w praktyce pokazuje konsumentowi, czego powinien oczekiwać od dostawcy – mówi mecenas Araczewska.