fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Na upadku zwykłych ludzi żeruje Skarb Państwa

Fotorzepa/Krzysztof Skłodowski
90-letni profesor i jego żona piszą do Jarosława Kaczyńskiego prośbę, by zmienił prawo upadłościowe, wycofał z kodeksu karnego instytucje przedawnienia czynu oraz wprowadził możliwość zweryfikowania rzeczywistego stanu finansowego firm prowadzących działalność finansową. Pileccy stracili oszczędności życia w trzech aferach finansowych - Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej, Finroyal oraz Amber Gold. Nie mają szans na odzyskanie jakichkolwiek pieniędzy.
Prof. Szymon Pilecki, jest emerytowanym profesorem zwyczajnym PAN i pułkownikiem WP, autorem książek i encyklopedii o lotnictwie i kosmonautyce. Pracował do 73 roku życia, realizując grant przyznany mu przez Komitet  Badań Naukowych. W trzech głośnych aferach finansowych utopili z żona ponad 300 tys. zł. Prof. Pilecki jest inwalidą I grupy, nie stać go na aparat słuchowy za 10 tys. zł. W desperacji pisał do wielu instytucji - prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, ministra sprawiedliwości i premiera Donalda Tuska. Bezskutecznie.
 
 „Jest bulwersujące, że w postępowaniach upadłościowych instytucji finansowych pierwszeństwo przed poszkodowanymi klientami tych instytucji mają instytucje skarbu państwa” - pisze prof. Szymon Pilecki do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego osobisty list, w którym szczegółowo opisuje patologie działania instytucji parafinansowych, które legalnie, latami prowadziły działalność w Polsce. „Oznacza to bowiem, że instytucje państwa, które zawiodły, gdyż dopuściły do wieloletniego działania piramidy finansowe, rozszarpią jeszcze jako pierwsze odzyskane resztki majątku zwykłych ludzi, gdyż pieniądze, jakie się znajdą w masie upadłości, w przytłaczającej większości, jeśli nie w 100 proc. stanowią depozyty złożone w instytucji finansowej przez klientów tych instytucji”.
 
Państwo Pileccy w Amber Gold zainwestowali w sumie 110 tys. zł, w Finroyal - ponad 155 tys. zł oraz blisko 13 tys. euro, w biuro maklerskie WGI - 68.000 zł, z których po wielu  perturbacjach odzyskał niespełna 48 tys. zł.
 
Upadłe spółki nie mają majątku by pokryć straty tysięcy pokrzywdzonych klientów, a po to co z nich zostało wyciąga rękę państwo. Zgodnie z prawem pierwszeństwo am skarbówka i ZUS, pracownicy instytucji, które nie otrzymały pieniędzy za prace. Niedawno, do sądu w Gdański, który przygotowuje się do procesu Amber Gold, wpłynęło pismo skarbówki, która żąda aż 22 mln zł zaległych podatków o Amber Gold - ponad połowę z odzyskanego majątku spółki (w sumie 41 mln zł). Wierzytelności klientów Amber Gold to ponad 850 mln zł.
 
Jak podkreśla prof. Pilecki w liście, „to zwykli ludzie powinni mieć pierwszeństwo do masy upadłości upadłej instytucji finansowej, gdyż to są pieniądze tych ludzi, a nie Skarbu Państwa. Sytuacja prawna jaka jest obecnie jest więc niesprawiedliwa. Niesprawiedliwe też jest, że pierwszeństwo przed klientami upadłych instytucji finansowych w dostępie do środków z masy upadłości mają pracownicy tych instytucji, włącznie z zarządem, który do upadłości doprowadził” - czytamy w piśmie do prezesa PiS.
 
Prof. Pilecki prosi prezesa PiS by „podjął działania mające na celu zmianę prawa upadłościowego, tak aby co najmniej w przypadku upadłych instytucji finansowych, instytucje Skarbu Państwa (SP) nie miały pierwszeństwa przez klientami tych instytucji w wypłatach z masy upadłości upadłej instytucji finansowej”. 
 
Prof. Szymon Pilecki wskazuje też na niewydolne organy ścigania i wymiar sprawiedliwości. W sprawie afery WGI już doszło aż do 5 przedawnień z winy prokuratury (m.in. przewlekłego śledztwa. Nikt nie poniósł konsekwencji. Jak wskazuje, „istnienie instytucji przedawnienia w postępowaniu karnym, szczególnie w obecnym kształcie, jest niezgodne z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej”. Dlaczego?
„W przypadku, gdyby przedawnienia karalności nie było, wówczas przestępcom, którzy chcieliby mieć „czyste konto” i nie chcieliby żyć w niepewności całe życie co do możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności za popełnione przestępstwo, byliby skłonni sami zawiadomić o popełnionym przez nich przestępstwie, aby jak najszybciej odbyć karę i aby dzięki samodzielnemu zgłoszeniu przestępstwa uzyskać złagodzenie kary. Przy braku instytucji przedawnienia przestępca nie miałby tak dużej motywacji, jak przy istnieniu instytucji przedawniania do mataczenia i wypierania się popełnienia czynu przestępczego w celu osiągnięcia przedawnienia zarzutów” - tłumaczy prof. Pilecki. 
 
Jego zdaniem brak przedawnienia byłby korzystny dla wszystkich stron, „a w szczególności dla wymiaru sprawiedliwości i dla społeczeństwa uczciwych obywateli, a instytucja przedawnienia ma więc charakter demoralizujący, a nie resocjalizujący”. Instytucja przedawnienia nakłania do popełniania kolejnych przestępstw w celu uniknięcia poniesienia odpowiedzialności karnej za przestępstwo dotychczas popełnione - twierdzi prof. Pilecki. „Trudno więc uznać, aby instytucja przedawnienia realizowała zasadę demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej oraz aby realizowała prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd.
 
Prof. Pilecki utyskuje też, że jak dotychczas jedynie szefowie Amber Gold znaleźli  się w areszcie.  „Inni oszuści po dokonaniu  malwersacji przez lata pozostają nietykalni i nawet nadal zajmują eksponowane stanowiska w instytucjach finansowych” - wskazuje profesor. 
 
Według Szymona Pileckiego, powinna istnieć możliwość zweryfikowania rzeczywistego stanu finansowego firm prowadzących działalność finansową i przeprowadzanych przez nich transakcji. „W obecnym stanie prawnym organ nadzoru przyznaje licencję domu maklerskiego, funduszu inwestycyjnego lub banku jedynie na podstawie dokumentacji przygotowanej przez firmę ubiegającą się o licencję, co – jak pokazuje przykład WGI S.A. – nie jest wystarczające do wykrycia oszustwa dokonanego przez firmę ubiegającą się o licencję”.
 
Jego zdaniem, celem wykrycia oszustwa organ nadzoru w takich przypadkach powinien mieć możliwość porównania danych finansowych i wyników finansowych transakcji inwestycyjnych przedstawianych organowi nadzoru przez firmę ubiegającą się o licencję, z niezależnymi źródłami w podmiotach zewnętrznych (instytucjach i przedsiębiorstwach trzecich).
 
Powinna także istnieć możliwość zweryfikowania rzetelności finansowej firm, które nie posiadają licencji i nie ubiegają się o licencję, lecz prowadzą bez stosowanego zezwolenia działalność podobną do działalności domów maklerskich, funduszy inwestycyjnych oraz banków i które aktualnie znajdują się na liście ostrzeżeń KNF. 
„Sama lista ostrzeżeń KNF jest zdecydowania niewystarczająca, bowiem firmy takie pomimo znajdowania się na liście ostrzeżeń KNF dobrze „prosperują”, tzn. w dalszym ciągu zdobywają wciąż nowych klientów, na co poszkodowani klienci WGI wskazali, podając przykłady, w ww. pismach z marca 2012 r.
 
Nigdy żadnej piramidy finansowej w Polsce nie wykryto (i nie udaremniono jej rozrostu) przez organy nadzoru i prewencji na początku powstawania piramidy” - kończy z żalem prof. Pilecki.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA