fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Poroszenko obiecuje powrót do reform

AFP
Ostra wypowiedź szefowej MFW, Christine Lagarde, która powiedziała, że brak podstawowych reform może spowodować utratę finansowania ze strony funduszu, wywołała reakcję rządu w Kijowie. Premier Arsenij Jaceniuk obiecał powrót do reform.

Prezydent Petro Poroszenko zwlekał z zabraniem głosu w sprawie walki z korupcją. Odezwał się dopiero dzień później, a jego wystąpienie zbiegło się z wypowiedzią litewskiego ministra spraw zagranicznych, Linasa Linkeviciusa, że nie tylko pieniądze są zagrożone, ale i możliwość wprowadzenia ruchu bezwizowego między Ukrainą i krajami UE. Jego duński odpowiednik, Kristian Jansen, poszedł jeszcze dalej i powiedział, że jeśli Ukraina nie powróci do uzgodnionych reform, UE będzie bardzo trudno utrzymać sankcje wobec Rosji.

— Cała ta dyskusja jest bardzo na rękę Rosjanom — mówił Liknkevicius.

— Korupcja szkodzi przede wszystkim samym Ukraińcom, których średnie pensje wynoszą dzisiaj zaledwie równowartość 160 euro miesięcznie, a średnia emerytura, to jedynie 62 euro - mówił szef dyplomacji litewskiej.

Prezydent Poroszenko stara się teraz przekonać i panią Lagarde i społeczność międzynarodową, że Ukraińcy przeprowadzą reformy, które kwalifikują ich do wypłat kolejnych transz z pakietu pomocowego wartego 40 mld dol. Do tego pakietu MFW włożył 17,5 mld dol, UE 11 mld, resztę m.in Japonia oraz Stany Zjednoczona. Zarządza nim MFW, który negocjuje kryteria wykonawcze. Poroszenko obiecał, że w możliwie najkrótszym czasie zostanie przedstawiona „mapa drogowa" dla najpilniejszych reform. Jego zdaniem niezbędna jest w tej chwili rekonstrukcja rządu, ale nie nowe wybory, które jedynie pogłębiłyby obecny kryzys polityczny.

Ukraiński kryzys nabrzmiewał od miesięcy, ale ze zdwojoną siłą ujawnił się przy okazji dymisji ministra finansów, Litwina Aivarusa Abromaviciusa, który uznał, że nie jest w stanie kierować resortem w sytuacji, kiedy nieustannie ktoś naciska na niego, aby dał dobrze płatną posadę z polecenia innych przedstawicieli władz.

Najbardziej zdenerwowali go bliscy współpracownicy Poroszenki, Wiktor Szokin, prokurator generalny Ukrainy i deputowany Ihor Kononienko, którzy domagali się, aby Abromavicius mianował Andrija Pasisznyka swoim zastępcą odpowiedzialnym za zbrojeniówkę, czyli tam, gdzie na Ukrainie nadal są „konfitury", zwłaszcza w sytuacji trwającego konfliktu zbrojnego. Litwin zwrócił się wtedy do niedawno stworzonego Narodowego Biura Walki z Korupcją (NABU), a premier Arsenij Jaceniuk zapowiedział, że jeśli prezydent nie wprowadzi gotowego już pięciopunktowego programu walki z korupcją, to i on zrezygnuje razem z ministrem finansów.

Do Jaceniuka i Abromaviciusa dołączył jeszcze b. prezydent Gruzji, Michaił Sakaszwili, który jest gubernatorem regionu Odessy. Wtedy nagle w ukraińskiej prasie pojawiły się oskarżenia o korupcję skierowane przeciwko Jaceniukowi, który jakoby miał lobbować na rzecz unijnych firm przetwórstwa żywności, oraz za przyjęciem Pasisznyka. Miał również powiedzieć Abromaviciusowi, że liczy się z utratą stanowiska.

Ukraińska walka z korupcją ma już swoją historię i zaczęła się jeszcze 10 lat temu, kiedy liderzy Pomarańczowej Rewolucji, Wiktor Juszczenko i Julia Tymoszenko, nawzajem zaczęli się oskarżać o czerpanie korzyści z polityki. Dyskusja zakończyła się, kiedy Juszczenko pozbył się wszystkich współpracowników, którzy cokolwiek mogli mieć na sumieniu. Skończyło się to dla niego fatalnie, dawni sojusznicy, z Petrem Poroszenką na czele zmienili się nagle we wrogów.

Dawni aktywiści z Majdanu mówią teraz, że z tej całej awantury mogą jednak pojawić się korzyści. Bo z MFW, jednak rząd w Kijowie się liczy.

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA