fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Dobrze, że GetBack wydarzył się teraz?

Fotorzepa, Andrzej Bogacz
Gdyby firma jeszcze dłużej emitowała na potęgę obligacje, skutki jej problemów finansowych byłyby jeszcze większe.

- Mamy szczęście – spółka, audytor, obligatariusze i inni wierzyciele – że sprawa wyszła na jaw tak szybko. Gdyby cały proceder trwał dłużej, skala problemów w przyszłości byłaby znacznie większa – przyznaje nowy zarząd GetBacku. Problemy finansowe windykatora, który na potęgę emitował obligacje i utracił płynność, dotkną nie tylko 3,5 tys. inwestorów indywidualnych, którzy w debiucie giełdowym w lipcu ubiegłego roku kupili jego akcje, ale głównie 9,1 tys. drobnych inwestorów, którzy mają jego obligacje warte nominalnie 2,6 mld zł.

Ile warte są aktywa

Problemy GetBacku to prawdopodobnie nie efekt zwykłej pomyłki w zarządzaniu, na co wskazuje Komisja Nadzoru Finansowego twierdząc, że firma manipulowała portfelami wierzytelności, aby wykazać dodatkowy zysk i uniknąć ich odpisów. Gdyby więc proceder trwał nadal, za jakiś czas jego skutki mogłyby być jeszcze bardziej dotkliwe (tylko od września do marca firma niepostrzeżenie zwiększyła dług obligacyjny prawie o połowę, do 2,6 mld zł, emitując go głównie niedoświadczonym inwestorom indywidualnym).

Według wstępnego raportu GetBack, znajdujący się w postępowaniu układowym, miał aż 1,33 mld zł straty netto wobec 200 mln zł zysku w 2016 r. Na stratę wpłynęły głównie odpisy wartości portfeli wierzytelności, będących głównym aktywem firmy, oraz spory wzrost kosztów. – Zdecydowaliśmy o publikacji raportu, bo uznaliśmy, że dla wszystkich interesariuszy ważniejsze jest przedstawienie naszej sytuacji finansowej niż czekanie na opinię audytora. Nie ma na dziś opinii audytora do sprawozdania, więc może ono ulec zmianie. Jednak biorąc pod uwagę obecną wiedzę, przedstawiony stan aktywów na koniec 2017 r. nie powinien istotnie się zmienić. Współpracujemy z audytorem i widzimy, że jest wola, by zakończyć badanie – mówi Przemysław Dąbrowski, który dołączył do spółki w połowie kwietnia, a od kilku dni jest jej prezesem.

Deloitte, który jest audytorem GetBacku, twierdzi, że nie wydał jeszcze opinii z powodu znaczących opóźnień w dostarczeniu przez spółkę niezbędnej dokumentacji. - Prowadzone przez nas procedury są skomplikowane i mają istotne znaczenie dla zakończenia prac audytowych – mówi Ewa Rzeczkowska, rzecznik Deloitte Polska. Z naszych informacji wynika, że sprawa jest na tyle istotna, że decyzje audytora w sprawie GetBacku nie zapadają już w polskim oddziale, ale prawdopodobnie w europejskiej centrali.

Czy przedstawiona w raporcie rocznym wartość aktywów na koniec 2017 r. może jeszcze ulec zmianie? Poprzedni zarząd działał do połowy kwietnia, później pojawiały się też wątpliwości dotyczące tego, na ile firma jest w stanie prowadzić windykację, czy zostały popełnione błędy i jak wpłynęło to na realną wartość portfeli. – Raport za I kwartał 2018 r. może jeszcze przynieść kolejne korekty bilansu, ale skala tego czyszczenia nie powinna być tak duża jak w 2017 r. – dodaje Dąbrowski.

Zarząd przyznaje, że widzi spowolnienie procesu windykacji w tym roku ze względu na problemy finansowe firmy. To przełożyło się też na odpisy wartości portfeli (wyniosły 640 mln zł). – Problemy są przejściowe. Odzyskujemy płynność, m.in. wypłaciliśmy pensje – zapewnia Dąbrowski.

KNF wskazała we wtorek, że za poprzedniego zarządu firma sprzedawała i odkupywała te same portfele, co podbijało jej wyniki i umożliwiało uniknięcie odpisów wartości portfeli. – W sprawozdaniu za 2017 r. odwróciliśmy wiele transakcji sprzedaży portfeli, co wpłynęło negatywnie na wykazaną w nim wysokość spłat. Odwróciliśmy większość transakcji sprzedaży portfeli wierzytelności – mówi prezes.

Zaskakująca metamorfoza firmy

Zwraca uwagę, że mamy do czynienia z dwoma GetBackami: tym przed i po 2016 r. – Przed tym rokiem była to typowa spółka zarządzania wierzytelnościami, ale później poprzedni prezes zaczął ją przebudowywać w firmę przypominającą bardziej asset managera, skupiającą się za bardzo na pozyskiwaniu finansowania i szukaniu celów inwestycyjnych, a nie na pracy związanej z odzyskiem portfeli. Mechanizm, który opisał KNF, to była manipulacja w złym stylu. Spółka większą część kosztów finansowała z długu. To już przeszłość. Dziś czas na trzeci GetBack – deklaruje.

Będąca w postępowaniu układowym firma rozpoczyna prace nad weryfikacją planu naprawczego, co może potrwać dwa–trzy miesiące. – Koniecznym elementem będzie zmniejszenie kosztów, rozpoczęliśmy już działania w tym zakresie. Musimy też wykazać, że sprawność windykacyjna i operacyjna została przywrócona – mówi Dąbrowski.

Duża strata zasiała wątpliwości, czy przedstawiony na początku maja plan restrukturyzacji zadłużenia spółki jest realistyczny. – Tak. W naszym odczuciu jest zrozumienie rynku co do samej konstrukcji i głównych założeń planu, ale o konkretnych liczbach, takich jak okres spłat obligacji, wysokość haircutu czy cena konwersji na akcje, będziemy pewnie jeszcze dyskutować. Pokazujemy cały czas istotne aktywa, mamy sprawnie działającą platformę do windykacji, pracownicy pracują, wypłacamy na czas pensje. Jesteśmy w stanie przeprowadzić plan naprawczy – przekonuje prezes.

„Nie" dla sprzedaży portfeli

Zarząd podtrzymuje, że gdyby nie udało się zawrzeć układu z wierzycielami i doszło do upadłości GetBacku, odzyskaliby oni jedynie 20 proc. swoich środków. Nie zgadza się też z sugestiami, że może lepiej byłoby sprzedać od razu wszystkie portfele, warte według firmy 1,75 mld zł, innym graczom a pozyskane pieniądze przeznaczyć na spłatę długów. Według kierownictwa przeprowadzenie takiej transakcji byłoby trudne, nawet gdyby kupujący miał finansowanie (co jest możliwe), bo to kilkaset portfeli o różnej historii i jakości.

Zwykle gdy jeden windykator kupuje portfel od drugiego prowadzi dokładne due diligence (aby sprawdzić jakość portfela; czy nie popełniono wcześniej błędów w windykacji), które może potrwać nawet kilka miesięcy i nie zawsze kończy się zakupem. W innym scenariuszu można pominąć tak szczegółowe badanie, ale ryzyko związane z niedokładnym badaniem widoczne jest w cenie – sprzedający dostaje mniej pieniędzy za taki portfel. Trzecia opcja to szybka sprzedaż, ale z zabezpieczeniem – kupujący w razie problemów mógłbym zwrócić portfel sprzedającemu albo zapłacić później – ten scenariusz w przypadku GetBacku jest zdaniem zarządu nierealny, bo spółka po wyprzedaży portfeli de facto przestanie istnieć jako windykator. Zarząd podkreśla, że konkurenci zdają sobie sprawę, że GetBack jest pod presją i gdyby doszło do sprzedaży przez niego portfeli potraktują to jako „fire sale", czyli wymuszoną transakcję, i zażądają dużego dyskonta.

Spółka jako...poszkodowany

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że obecny zarząd prześwietla działalność byłego zarządu pod kątem „nieprawidłowości różnego rodzaju i skali". Spółka złożyła wniosek o dołączenie do sprawy, którą prowadzi prokuratura, jako poszkodowany. Złożyła też zawiadomienie w związku art. 52 kodeksu pracy wobec byłego prezesa, pojawiają się podejrzenia o działanie na szkodę spółki. Zarząd bierze pod lupę także współpracę GetBacku z firmami powiązanymi z byłym prezesem Konradem Kąkolewskim.

Funkcjonariusze CBA na wniosek Prokuratury Regionalnej w Warszawie odwiedzili w środę dwie spółki, które współpracowały z GetBackiem. – To czynności w ramach toczącego się śledztwa, dotyczyły zabezpieczenia danych i dokumentów, przeszukań i przesłuchań świadków – informuje nas biuro prasowe CBA. Nieoficjalnie udało nam się ustalić, że firmami tymi są MIA i Solvus, prawdopodobnie powiązane z Kąkolewskim. Funkcjonariusze nie weszli jednak do samego GetBacku Były szef niszczył komputery?

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że były prezes Konrad Kąkolewski zniszczył sześć komputerów i przesłał spółce protokół zniszczenia, co może być traktowane jako pozbywanie się dowodów. Ale to nie wszystko, nowy zarząd przyznaje, że nie było w spółce odpowiedniej kontroli kosztów (wskazują na to dane z raportu rocznego), sprawdzane są umowy i wynagrodzenia pracowników, szczególnie w dziale pozyskiwania finansowania i emisji obligacji (to dość nietypowe - spółka miała własny taki prężnie działający dział). Jeśli chodzi o zatrudnienie, to według naszych informacji obecnie plan restrukturyzacji GetBacku nie zakłada dużych zwolnień. Część pracowników sama odeszła z pracy, a sama firma, jeśli ma wątpliwości wobec wiarygodności niektórych pracowników, rozwiązywała umowy. Skala takich odejść nie jest duża, choć to często kluczowi pracownicy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA