fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Koronawirus groźny dla PPK i OFE?

Adobe Stock
Koronawirus zbija kursy akcji na giełdach, także w Polsce. Czy Polacy przestraszą się czerwonego koloru w tabelach notowań i odwrócą od programu PPK, a pieniądze z OFE zamiast na IKE, przeniosą do ZUS?

To nie jest dobry czas dla giełd. Kursy akcji na parkietach całego świata, szczególnie w ostatnich dniach spadają. W tabelach notowań dominuje kolor czerwony. Nie inaczej jest na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. – Kursy spychają w dół doniesienia na temat obejmującej coraz to nowe kraje epidemii koronawirusa – mówią analitycy giełdowi.

Dwie ważne reformy

Tymczasem w Polsce ruszają właśnie dwie reformy ważne dla przyszłości rynku kapitałowego i portfela długoterminowych oszczędności. Pierwsza to program pracowniczych planów kapitałowych, który wystartował w połowie zeszłego roku, ale na razie został wdrożony jedynie w największych przedsiębiorstwach. W kolejnych krokach obejmie mniejsze firmy, a także instytucje. Program ma zachęcić Polaków do długoterminowego oszczędzania na czas emerytur. Odkładane w nim pieniądze będą inwestowane m.in. w akcje. Rząd liczy na powszechny udział pracowników w tym programie.

Druga reforma, to likwidacje otwartych funduszy emerytalnych. Zgromadzone w nich aktywa mają być przeniesione na indywidualne konta emerytalne członków OFE lub na ich konta w ZUS. Rząd, który jest autorem tej reformy, chce żeby zdecydowana większość członków OFE wybrała IKE. Kusi ich prawem do dziedziczenia przeniesionych tam pieniędzy. Na starcie pobierze od nich 15-proc. opłatę przekształceniową, której nie będzie przy przeniesieniu pieniędzy do ZUS. Tam pojawi się podatek dochodowy, ale dopiero przy wypłacie oszczędności, po przejściu na emeryturę. Czy tym planom rządu może zaszkodzić koronawirus?

Zagrożona partycypacja?

- Koronawirus i to co dzieje się na giełdzie nie powinno mieć negatywnego wpływu na oszczędności gromadzone w PPK – mówi nam Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, który odpowiada za wdrożenie programu pracowniczych planów kapitałowych. Przekonuje, że inwestowanie długoterminowe w PPK jest najbardziej bezpieczne w perspektywie dużych wahań na giełdach.

- Ryzyko tzw. złej daty jest zredukowane poprzez to, że oczadzający wpłacają regularnie małe kwoty. Nie ma groźby, że ktoś wpłacił dużą kwotę i nagle stracił. Średnia cena nabycia aktywów rozkłada się w czasie. Można wręcz powiedzieć, że niższe ceny akcji teraz to okazja do wejścia na rynek po niższych cenach akcji – tłumaczy szef PFR. – Oszczędzanie w PPK ma bardzo długi horyzont czasowy. I oczywiście wahania kursów w krótkim terminie mogą być znaczące, ale w perspektywie kilku lat stopy zwrotu podlegają równaniu do średniej i są atrakcyjne, powiązane z tempem wzrostu PKB – dodaje.

Przypomina, że w okresie epidemii SARS giełdy spadły o 12-14 proc., ale już w kolejnym kwartale całość spadków odrobiły. - Dlatego jeżeli w marcu okaże się, że epidemia się wycisza, to giełdy powinny odreagować całość spadków, ponieważ wpływ na gospodarkę będzie krótkotrwały i szybko może przyjść odbicie koniunktury – uważa Paweł Borys.

Zwraca też uwagę, że polityka inwestycyjna w programie PPK jest różnorodna i poza akcjami, oszczędności lokowane są w inne klasy aktywów, głównie obligacje. - W przypadku osób, które mają mniej lat do emerytury polityka inwestycyjna jest bezpieczniejsza. Więcej ich oszczędności lokowane jest w obligacje. Natomiast dla kogoś, kto do emerytury ma 30-40 lat, dzisiejsze krótkoterminowe wahania kursów akcji nie mają znaczenia – przekonuje prezes Borys. - Innymi słowy, oczywiście martwi mnie nie najlepsza koniunktura na rynku giełdowym, ale z perspektywy długoterminowego oszczędzania w PPK, nie ma znaczenia, a wręcz jest to okazja teraz bo program startuje i można zainwestować po spadkach. Natomiast sam program poprzez dopasowanie polityki do wieku uczestnika, regularne wpłaty i dywersyfikacje jest tak przemyślany, żeby maksymalnie chronić inwestorów – dodaje.

- Pełna zgoda, że wejście do programu przy niższych kursach akcji, może być korzystne. Taniej kupujemy coś, co potem zyskuje na wartości. Ale tę wiedzę mają nieliczni, którzy rozumieją reguły rynku kapitałowego – mówi Antoni Kolek z Instytutu Emerytalnego, ekspert organizacji Pracodawcy RP. – Tu jednak dochodzi efekt psychologiczny. Większość osób widząc kolor czerwony w notowaniach kursów akcji czy indeksach odwraca się od nich w stronę bezpieczniejszych inwestycji – dodaje.

I wskazuje na świeże wyniki funduszy inwestycyjnych związanych z PPK. – Na 160 takich funduszy, aż 135 zanotowało w ciągu miesiąca wynik ujemny. Tylko 25 jest na plusie. To zagrożenie dla poziomu partycypacji w PPK – uważa Antoni Kolek.

Tłumaczy, że jeśli ktoś stoi dziś przed decyzją czy przystąpić do tego programu, czerwony kolor w wynikach funduszy PPK, może go do tego zniechęcić. - Jeśli do tego od znajomego czy członka rodziny, który już do PPK przystąpił usłyszy, że po miesiącu stracił powiedzmy 5 proc. swoich oszczędności, to dodatkowo może go to od programu odepchnąć – mówi ekspert.

Zgadza się przy tym, że w długim terminie dzisiejsze ujemne wyniki nie mają znaczenia i są normalne dla cyklu koniunktury. Najpewniej z czasem fundusze odrobią te straty. – Dziś to po prostu duży problem dla partycypacji pracowników w PPK – powtarza Antoni Kolek.

Zły moment na reformę OFE?

Podobnie jego zdaniem sprawa wygląda z reformą OFE. – To nie jest dobry moment na tę reformę – mówi ekspert. Taki jego zdaniem był dwa lata temu. – Dziś niepewność i brak stabilizacji na rynku kapitałowym, mogą popchnąć dużą część członków OFE, do wyboru bezpieczniejszego w ich ocenie ZUS, a nie preferowanych przez rząd IKE. To zaś negatywnie odbije się na kwocie opłaty przekształceniowej. Rząd chce z niej mieć w tym i w przyszłym roku w sumie ponad 19 mld zł. Ma mu to pomóc domknąć budżet.

- Traktuje te spadki jako krótkotrwałe. Nie widzę więc zagrożenia dla wyceny OFE czy skłonności ich członków do przeniesienia aktywów na IKE. Zakładam, że jest spore prawdopodobieństwo, że do czerwca GPW odrobi spadki – mówi Paweł Borys. - Oczywiście, gdyby to się nie sprawdziło, to jakieś ryzyko jest, choć ludzie chyba patrzą bardziej długoterminowo, na dziedziczenie – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA