fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Łukasz Warzecha: Odebrać głos gołocie

Ustawy Sejmu z 1791 roku, strona tytułowa Konstytucji 3 maja
Ustawy Sejmu z 1791 roku, strona tytułowa Konstytucji 3 maja
Fotorzepa/ Krzysztof Skłodowski
Dlaczego władza nie wspomina dziś o oszustwie sprzed 230 lat?

Zgoda Sejmu to sprawiła, że nam wolność przywróciła/Wiwat krzyczcie, wszystkie stany, niechaj żyje król kochany!".

Mogliśmy sobie pośpiewać „Poloneza 3 maja" tylko w domowym ogródku, bo 230. rocznica uchwalenia Ustawy Rządowej, która okazała się łabędzim śpiewem I Rzeczypospolitej, przeszła niemal niezauważona. Przykryła ją epidemia i uliczna promocja szczepionek oraz Krajowy Plan Odbudowy. Szkoda, bo to jeden z najbardziej niesamowitych momentów naszej historii, gdzie w jednym punkcie zbiegły się nasza wielkość i wszystkie nasze najgorsze cechy.

Nawet pan prezydent nie miał okolicznościowego wystąpienia, a takie przecież wygłaszał z lubością w czasach przedepidemicznych każdego 3 maja. Tak się jednak składa, że w żadnym z nich ani on, ani żaden inny polityk nie wspominał o tym, co w konstytucji kontrowersyjne.

Temat oszustwa, do którego uciekli się animatorzy wydarzeń – Kołłątaj, Potocki, Poniatowski – w ogóle nie istnieje. A przecież posłów oszukano, zwołując sesję pospiesznie, nim duża część z nich zdołała przyjechać do Warszawy z domów, dokąd udali się na święta. Była to także pierwsza sesja w miesiącu, a ta miała być zarezerwowana dla spraw finansowych, nie zaś ustrojowych. Nikomu też nie udostępniono wcześniej projektu ustawy, choć posłowie powinni mieć możliwość zapoznania się z nim przed głosowaniem. Właściwie nie wiem, dlaczego dziś rządzący o tym nie wspominają – wszak mogliby w swoich działaniach powoływać się na piękne historyczne wzorce.

Przede wszystkim jednak nie wspomina się o odrębnej ustawie, ale będącej częścią integralną reformy ustrojowej: prawie o sejmikach, uchwalonym wcześniej, 24 marca 1791 r. To tam znalazły się zasady cenzusu majątkowego, efektywnie wykluczające szlachtę gołotę z procesu wybierania przedstawicieli na Sejm. Dlaczego o tym przedstawiciele władzy, tak chętnie odwołujący się do trzeciomajowej tradycji, milczą?

Nietrudno zrozumieć: zasada majątkowego cenzusu uderza w dzisiejszą populistyczną demokrację – a już zwłaszcza w wykonaniu rozdających nie swoje pieniądze socjalistów. Pozbawienie czynnego prawa wyborczego nieposesjonatów wynikało z oczywistej konstatacji, że najłatwiej ich kupić, a więc i najłatwiej nimi manipulować. I tu nic się nie zmieniło. Dzisiaj odpowiednikiem gołoty są wyborcy nastawieni najbardziej roszczeniowo i najłatwiejsi do „kupienia" socjalem. Odpowiednikiem drobnoszlacheckich posesjonatów są zaś ci, którzy jakiś majątek zgromadzili i starcza im na coś więcej niż tylko na przeżycie od pierwszego do pierwszego. Oni mają ambicje, aby być dla władzy partnerami, a nie jedynie klientami. Dlatego są kłopotliwi.

Rządzącym nie leży zagłębianie w przyczyny ustanowienia cenzusu majątkowego, bo musieliby uderzyć we własne metody zjednywania sobie wyborców. Tyle szczęścia, że kupującymi nie są przynajmniej dzisiaj „przedstawiciele handlowi" Prus czy Rosji, ale nasi rodzimi politycy. Sens ich działań jest jednak identyczny.

Historia serwuje nam tu gorzką ironię: reformatorzy z 1791 r. widzieli w szlachcie posiadającej majątek swoich sojuszników – potencjalnych zwolenników reform. Obecna władza zaś kocha gołotę – tak jak pod koniec XVIII wieku kochali ją sypiący groszem wysłannicy mocarstw ościennych.

Autor jest publicystą „Do Rzeczy”

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA