fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Czy polityczna burza wywróci lądowe farmy?

10 proc. energii elektrycznej w Polsce powstało w ubiegłym roku w farmach wiatrowych. Potencjał jest jednak znacznie większy vivooo/shutterstock
Rzeczpospolita
Choć ustawa luzująca obostrzenia przy budowie wiatraków została wpisana do wykazu prac rządowych, to wciąż nie ma w tej kwestii politycznej zgody.

W koalicji rządzącej wciąż nie ma pełnej zgody co do tego, by odblokować inwestycje w farmy wiatrowej na lądzie – wynika z naszych informacji. I to mimo że Ministerstwu Rozwoju, Pracy i Technologii udało się w ostatnich dniach włączyć projekt nowelizacji tzw. ustawy odległościowej do wykazu prac rządu. Sprawa jest poważna, bo na poluzowanie obostrzeń dla energetyki wiatrowej – według naszych źródeł – ma naciskać Komisja Europejska. A właśnie ważą się losy potężnych unijnych funduszy na odbudowę polskiej gospodarki po pandemii.

Oczekiwana zmiana

Zablokowanie możliwości stawiania wiatraków blisko zabudowań mieszkalnych to była jedna z obietnic PiS przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. Po wygranych wyborach cel został szybko zrealizowany – ustawa z 2016 r. wprowadziła tzw. zasadę 10H, według której farmy wiatrowe mogą być lokowane od domów w odległości nie mniejszej niż dziesięciokrotność wysokości wiatraka. W praktyce całkowicie zablokowało to rozwój nowych projektów. Te inwestycje, które powstają obecnie, otrzymały konieczne pozwolenia jeszcze przed wprowadzeniem obostrzeń. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej przewiduje, że w 2021 r. zielone światło na budowę zyskają projekty dotyczące kolejnych 900 MW mocy wiatrowych na lądzie. To jednak już wyczerpuje dostępne aktualnie na rynku projekty. Bez zmian w prawie pojawi się potężna luka inwestycyjna.

Projekt resortu rozwoju, kierowanego przez wicepremiera Jarosława Gowina, zakłada zachowanie ogólnej reguły 10H, ale wprowadza zapis, że w szczególnych przypadkach to gminy będą decydować o wyznaczaniu lokalizacji elektrowni wiatrowych w ramach lokalnej procedury planistycznej. Minimalna odległość od zabudowań musi jednak wynosić co najmniej 500 m. – Takie rozwiązanie pozwoli rozbudowywać energetykę wiatrową, która produkuje czystą i tańszą energię dla Polaków oraz która przynosi samorządom przychody. Tańsza, czysta i pewna energia jest konieczna, by utrzymać konkurencyjność polskiego przemysłu – skomentował Gowin.

Szacuje się, że każdy dodatkowy gigawat mocy w nowych farmach wiatrowych może obniżyć hurtową cenę energii od kilku do ponad 30 zł/MWh. Obecnie Polska ma najdroższy prąd na rynku hurtowym spośród krajów ościennych.

– Już nie tylko branża OZE, ale i przemysł, zwłaszcza energochłonny, apeluje o liberalizację zasady 10H. Spodziewamy się, że w pierwszej połowie 2021 r. zostanie usunięta główna bariera blokująca rozwój nowych mocy – przekonuje Janusz Gajowiecki, prezes PSEW.

Sceptyków nie brakuje

Okazuje się jednak, że przeciwników zmiany ustawy odległościowej wciąż nie brakuje w partii rządzącej. – Cofamy jedną z ważniejszym obietnic przedwyborczych, która była odpowiedzią na głos społeczeństwa. Odwracamy się od własnego programu – tak część polityków komentuje w kuluarach projekt resortu Gowina.

Głównym hamulcowym zmian może być Solidarna Polska, która w kwestiach energetycznych niejednokrotnie już stawała w poprzek rządowej polityki. – Nie rozumiem konieczności odwracania ważnej reformy, zainicjowanej przez Annę Zalewską (eruoposłanka, była minister edukacji w rządzie PiS – przyp. red.). Uważam, że ustawa jest dobra, a jej zmian chce lobby producentów wiatraków, którymi są zagraniczne firmy. Czeka nas więc poważna merytoryczna dyskusja – komentuje Janusz Kowalski, poseł związany z Solidarną Polską.

W branży OZE nie brakuje głosów, że odblokowanie lądowej energetyki wiatrowej nie idzie w parze z interesami kontrolowanych przez państwo koncernów energetycznych. Pełni obaw są prywatni przedsiębiorcy, którzy chcieliby zainwestować w wiatraki na lądzie. – Cieszę się, że projekt ustawy został w pisany do wykazu prac rządu, bo zmiany są konieczne. Ale jako osoba, która przeprowadziła wiele procesów legislacyjnych, wiem, że od takiego wpisu do podpisu ustawy przez prezydenta jest jeszcze długa droga – skwitował Piotr Woźny, prezes ZE PAK, podczas Szczytu Klimatycznego Togetair.

Polski Instytut Ekonomiczny policzył, że w najbardziej optymistycznym scenariuszu potencjał Polski do 2050 r. w zakresie rozwoju farm wiatrowych jest ponad 100-krotnie większy niż obecne moce zainstalowane. Podał też, że w 2020 r. w Polsce z wiatru wyprodukowano 13,6 GWh energii elektrycznej, co stanowiło 10 proc. udziału w produkcji prądu ogółem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA