fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Eksperci: spalanie drewna w elektrowniach mija się z celem

Adobe Stock
Zwiększenie spalania drewna w elektrowniach nie ma ani sensu biznesowego, ani nie chroni przyrody, wręcz jej zagraża - mówią eksperci z branży energetycznej, meblarskiej i przyrodniczej.

To chyba jeden z najbardziej kontrowersyjnych pomysłów gospodarczych w tym roku. Co więcej, eksperci wskazują, że na tej fundamentalnej zmianie zarobią jedynie Lasy Państwowe, a sam projekt został przygotowany przez ministerstwo bez konsultacji publicznych, więc łamie art. 34 regulaminu Sejmu. Posłom to nie przeszkadza, nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE) w trybie błyskawicznym zaliczyła w tym tygodniu trzy czytania. Posłowie PiS oczywiście odrzucili wszelkie poprawki opozycji, teraz ustawa trafi do Senatu, którego najbliższe posiedzenie zaczyna się 5 sierpnia.

Czytaj także: Polskie lasy trafią do pieców przez koronawirusa

Nowelizacja ustawy o OZE rozszerza definicję drewna energetycznego, czyli tego, które może być spalane w piecach elektrowni jako biomasa. Minister środowiska chce uznać za drewno energetyczne również kłody tartaczne i skrawane, produkty uboczne będące efektem przetworzenia surowca drzewnego, surowiec drzewny niebędący drewnem tartacznym i skrawanym. Ze słów ministra wynika, że resort chce po prostu wysłać do pieców ok. 2 mln m sześc. drewna, które nie zostało odebrane przez przemysł drzewny. Ekolodzy pytają, po co w takim razie drzewa są wycinane w nadmiarze, gdy brak na nie popytu.

PAN: Spalanie drzewa to nieporozumienie

Argumenty za ochroną przyrody rzadko trafiają do posłów partii rządzącej, ale po bardzo merytoryczne argumenty sięgnął – biznes. Dla energetyki wpływ większego dostępu do drewna do spalania będzie co najmniej dwuznaczny, ponieważ to już anachronizm.

- Spalanie drewna w dużych elektrowniach w dłuższej perspektywie nie ma sensu środowiskowego i ekonomicznego, biomasa w dużej elektroenergetyce i tak niedługo zacznie być eliminowana – tłumaczy dr Joanna Maćkowiak-Pandera, b. wiceminister środowiska i prezes Forum Energii, według której sens zagospodarowania biomasy leży co najwyżej w lokalnym ciepłownictwie systemowym lub w blokach dedykowanych. Ale nie w energetyce, tym bardziej, że taki krok zaszkodzi innym sektorom gospodarki, uzależnionym od dostaw z lasów. – Wycinanie lasów na cele energetyczne jest niemoralne, w sytuacji, kiedy są dostępne inne źródła odnawialne, a inne sektory gospodarki dużo bardziej potrzebują drewna. Z perspektywy rozwoju energetyki szczególnie bezsensowne jest współspalanie biomasy w dużych blokach energetycznych. Dodatkowy przychód dla wytwórców z zielonych certyfikatów nie służy ani innowacyjności, ani budowie nowych mocy. W praktyce biomasa jest spalania w najstarszych blokach węglowych, przeznaczonych i tak do wyłączenia – tłumaczy Maćkowiak-Pandera. Jej zdaniem, to jedynie kwestia czasu, kiedy drewno przestanie być uznawane za zielony surowiec energetyczny.

To samo, jeszcze dosadniej, powiedzieli naukowcy z Polskiej Akademii Nauk. - Klasyfikowanie biomasy leśnej jako OZE to nieporozumienie. Tak, można zasadzić nowe drzewa. Tak, mogą one przechwycić uwolniony wcześniej dwutlenek węgla. Ale nie powstrzymamy w ten sposób globalnego ocieplenia. To jedynie przeksięgowanie emisji CO2, a nie jej redukcja – napisali w oświadczeniu na Facebooku 16 lipca.

Meblarstwo: dotacje zakłócą równowagę na rynku

Przemysł drzewny protestuje przeciwko marnowaniu drewna w piecach, skoro oni mogliby je przerobić na meble, palety, płyty czy wyposażenie ogrodów. Tym bardziej, że konkurencja będzie nierówna, bo drewno energetyczne będzie dotowane... - Uważamy, że marnotrawstwem jest przeznaczenie na cele energetyczne jakiegokolwiek materiału drzewnego, który może być wykorzystywany jako surowiec do dalszego przerobu w przemyśle przetwórczym. Tym bardziej taki surowiec nie powinien zostać objęty subwencjami – napisali przedsiębiorcy zrzeszeni w Izbie Przemysłu Drzewnego. Protestują przeciwko subwencjonowaniu drewna przeznaczonego do spalania w elektrowniach, co także przewiduje projekt ustawy – bo właśnie zbyt wysokie ceny drewna wpływają na to jego niską sprzedaż. - Mimo próśb wielu stowarzyszeń reprezentujących przemysł drzewny Lasy Państwowe, od wielu miesięcy, nie podejmują jakichkolwiek rozmów mających na celu poprawę możliwości i warunków zbytu drewna – protestuje sektor drzewny.

Ekolodzy żartują smutno, że projekt połączył ogień z wodą, pozornie sprzeczne interesy producentów mebli z obrońcami lasów. - Ministrowi Wosiowi udała się wyjątkowa rzecz, połączył w protestach ekologów z biznesem drzewnym – mówi Radosław Ślusarczyk, prezes Stowarzyszenia Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot. Ekolodzy zarzucają ministerstwu, że chcą znaleźć jednego dużego odbiorcę i sprzedać mu drewno z polskich lasów za dobrą cenę. W Polsce jest kilka dużych instalacji na biomasę, które biomasę sprowadzają nawet z zagranicy – elektrownia w Połańcu, Jaworznie, Elektrownia Dolna Odra.

Ministerstwo środowiska argumentuje w uzasadnieniu projektu, że zalegające w lasach drewno zagraża przyrodzie. Ale zdaniem ekologów jest wręcz przeciwnie. Rozkładające się drzewa wzbogacają glebę w substancje mineralne i próchnicę, są siedliskiem chronionych gatunków roślin, grzybów i zwierząt jak np. dzięcioł trójpalczasty, i budują odporność lasów na zaburzenia spowodowane zmianami klimatu.

Wreszcie, wiele do zarzucenia mają samemu trybowi pracy nad ustawą. Mimo że projekt przygotowało ministerstwo (pod wpływem nacisku LP), to ustawa nie została poddana konsultacjom społecznym. - To jest złamanie art. 34 regulaminu sejmu. Projekt rządowy musi przejść obowiązkowe konsultacje ze społeczeństwem. Nie wysilono się nawet na analizę skutków społeczno-gospodarczych, jakie pociągnie za sobą zmiana prawa. Choć ustawa zaburzy konkurencję na rynku zależnym od drewna, bo drewno dla elektrowni będzie dotowane, w tabelce wpisano same zera, bo inicjatorom najwyraźniej nie chciało się tego policzyć. Po co analizować i dyskutować, skoro rząd ma większość i przepchnięcie tej ustawy przez Sejm było zagwarantowane – komentuje Ślusarczyk.

Ekolodzy nie wierzą w zapewnienia ministerstwa, że leśnicy nie będą wycinać drzew poza limitami w planie urządzania lasów – bo taki plan można aneksować jednoosobową decyzją ministra Wosia, nie zaskarżalną do sądu. Gospodarka leśna jest też wyłączona z ochrony gatunków zwierząt - leśnicy mogą wycinać drzewo w okresie ochrony ptaków, w okresie lęgów. Taki przypadek opisał zresztą ostatnio profil Nasze Lasy - las przy gnieździe bociana czarnego w nadleśnictwie Kutno został wycięty przed okresem lęgowym, a leśnik, który przeciwko temu protestował, został zwolniony.

Kolejna dyskusja nad projektem ruszy w sierpniu w senacie.

To poprawka, którą forsuje to jedyne tego rodzaju w Polsce przedsiębiorstwo, ponieważ z powodu koronawirusa spadły im dochody ze sprzedaży drewna do meblarstwa i budownictwa.

Tymczasem przy okazji innych dyskusji LP same powtarzają, że nie są zwykłym przedsiębiorstwem nastawionym na wypracowanie zysku. - Ani ustawa o lasach, będąca podstawą funkcjonowania Lasów Państwowych, ani inne przepisy nie wskazują, że celem lub choćby jednym z celów działalności Lasów Państwowych ma być wypracowanie zysku – napisał „Rzeczpospolitej” w ubiegłym roku Krzysztof Trębski, ówczesny rzecznik prasowy LP. Dodał, że tym bardziej celem nie jest osiąganie zysku przez każde z 430 istniejących nadleśnictw czy też każdego hektara lasu przez nie zarządzanego.

- Traktowanie Lasów jako przedsiębiorstwa zmusi je do prowadzenia rabunkowej, a nie przemyślanej gospodarki. 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA