fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Cisza przed kadrową zawieruchą w państwowych spółkach

tv.rp.pl
Do najniższego w historii poziomu spadł w październiku barometr mierzący skalę zmian szefów dużych firm państwowych. Ale nowy minister to zmieni.

– Jeśli obejmę ten resort, dokonam analizy, jak spółki są zarządzane, i w zależności od tego będą podejmowane decyzje – ta wypowiedź Jacka Sasina, wicepremiera i przyszłego ministra ds. nadzoru właścicielskiego, w czwartkowym wywiadzie dla TVN 24 mogła zasiać niepokój w części zarządów czołowych spółek z udziałem Skarbu Państwa, które teraz trafią pod kontrolę nowego ministerstwa.

Tym bardziej że chociaż Sasin zastrzegł, iż nie przewiduje dramatycznych działań, przynajmniej na początku, to stwierdził, że jakieś zmiany w spółkach Skarbu Państwa zapewne będą. To oznacza, że nasz barometr mierzący (narastająco, w ciągu ostatnich 12 miesięcy) skalę rotacji szefów dużych spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa znów pójdzie do góry.

Czytaj także: Zbyt ambitny kadrowy 

W październiku nasz barometr spadł do rekordowo niskiego poziomu 8,3 pkt – najniższego nie tylko od początku rządów PiS, ale i w całej swojej historii. To ponad dziesięć razy mniej niż wynosił jego rekord podczas szczytu kadrowych roszad z 2016 r.

Wskaźnik, który od początku tego roku niemal z miesiąca na miesiąc spadał, obniżyła kampania wyborcza. W ostatnich czterech miesiącach w 42 analizowanych przez nas firmach nie wymieniono żadnego szefa – widać było, że w tym czasie rządząca ekipa miała na głowie ważniejsze sprawy niż kadry w państwowych firmach. Tym bardziej że niemal w każdej z nich przynajmniej raz w ciągu minionych czterech lat wymieniono prezesa, a w niektórych zrobiono to kilkakrotnie. Rekordzistką jest Energa, która miała w tym czasie ośmiu szefów (licząc także p.o. prezesa).

Jedyną spółką, którą ominęła kadrowa miotła, był PKO Bank Polski, którego prezes Zbigniew Jagiełło obchodził w październiku dziesięciolecie na tym stanowisku. PKO BP jest też jedną z niewielu dużych spółek z udziałem Skarbu Państwa, które w ciągu ostatnich czterech lat zyskały na wartości.

Minister sprawdzi

Wzmożony ruch kadrowy w firmach z państwowym udziałem przewiduje w najbliższych miesiącach Andrzej Nartowski, ekspert corporate governance. Tym bardziej że Jacek Sasin zapowiedział, iż sprawdzi, czy spółki te są dobrze zarządzane i „czy zarządy rozumieją cel, jakim jest wykorzystanie potencjału majątku, które ma państwo w celu najważniejszym, czyli przyspieszonego rozwoju naszego kraju".

– Teraz się zacznie, szczególnie że pod pojęciem Zjednoczonej Prawicy kryją się różne koterie i grupy. Gdyby chociaż było wiadomo, jakie kryteria będą stosowane w ocenie pracy zarządów – mówi Nartowski, który bardzo sceptycznie ocenia też formułę nowego ministerstwa ds. nadzoru właścicielskiego. Wprawdzie wpisuje się ona w popieraną przez Nartowskiego i innych ekspertów corporate governance koncepcję jednego organu, do którego zostałyby wniesione udziały w spółkach SP, ale z założenia miał być to organ apolityczny.

Jeszcze większe zastrzeżenia naszego rozmówcy budzi zapowiedź Jacka Sasina, że będzie nie tylko nadzorował mienie Skarbu Państwa, ale też inicjował bardziej synergiczne działania spółek. – Spółki powinny zajmować się swoim biznesem – dodaje Nartowski.

Praca dla Herkulesa

Część ekspertów liczy jednak na nowe otwarcie. Jak podkreśla Andrzej Maciejewski, dyrektor firmy executive search Spencer Stuart w Polsce, najważniejsza jest spójność i wiarygodność. – Jeśli zgodzimy się, że Skarb Państwa kontroluje największe polskie spółki giełdowe, to musi de facto udźwignąć misję wyznaczania standardu jakości ładu korporacyjnego dla całego rynku i powinien być świadom odpowiedzialności, która z tego wynika – podkreśla Maciejewski. Jak wyjaśnia, to oznacza także przyjęcie już wypracowanych zasad, w tym dobrych praktyk warszawskiej giełdy i standardów wypracowanych kilka lat temu przez KNF.

Szef Spencer Stuart przyznaje jednocześnie, że nowy minister musiałby zmierzyć się z herkulesowym zaiste zadaniem, chcąc zerwać z dotychczasową praktyką, zgodnie z którą niezależnie od opcji politycznej w spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa obserwowaliśmy zwykle zasadę podziału łupów. – Karuzela na stanowiskach prezesów i członków zarządu oraz obsadzanie rad nadzorczych ludźmi lojalnymi wobec władzy, ale nieprzygotowanymi do pełnienia takich ról, nie sprzyja budowaniu wartości, pomaga natomiast w doraźnym wykorzystywaniu tych spółek przy budowaniu stref wpływu poszczególnych polityków – podkreśla Maciejewski,

Według niego, jednym z fundamentów nowego podejścia mogłoby zostać stworzenie kadencyjnego i apolitycznego komitetu nominacyjnego, którego głównym zadaniem byłoby zapewnienie merytorycznego klucza kompetencyjnego przy obsadzie rad nadzorczych kluczowych spółek Skarbu Państwa. W samych spółkach należałoby zaś wprowadzić regularny proces ewaluacji rady nadzorczej i przejrzystość procesów konkursowych w wyborze zarządów.

Opinia dla „rz"

Prof. Dorota Dobija, ekspert ds. ładu korporacyjnego, Akademia Leona Koźmińskiego

Chcąc zapewnić wysokie standardy corporate governance w spółkach z udziałem Skarbu Państwa, trzeba zadbać w nich o różnorodność kapitału ludzkiego, zarówno w zarządach, jak i w strukturach nadzorczych. Różnorodność to nie tylko zapewnienie udziału kobiet w pracach zarządów i organach nadzorczych. Różnorodność kapitału ludzkiego dotyczy optymalnego zbioru umiejętności, kompetencji, wiedzy czy też doświadczenia w biznesie wśród członków zarządu i rad nadzorczych. Z naszych badań wynika, że istotną rolę w nadzorze nad spółkami zaufania publicznego mogą odgrywać nie tylko kobiety, ale także eksperci zagraniczni lub z co najmniej pięcioletnią praktyką za granicą.

Większość państwowych firm w ostatnich latach potaniała

Kluczowe spółki z udziałem SP są notowane na warszawskiej giełdzie. Ich łączna wartość wynosi 227 mld zł – wynika z szacunków „Rzeczpospolitej". Prawie dwie trzecie analizowanych firm jest teraz tańsza niż cztery lata temu. Najgorzej wypadają spółki energetyczne (Energa, Enea, PGE, Tauron). Ich łączna kapitalizacja stopniała w sumie o 16 mld zł, a ponad połowa tej kwoty przypada na samo PGE. Mocno potaniały też Grupa Azoty, PKP Cargo czy Police. Łączną statystykę podbija jednak kilka największych firm, a w szczególności PKO BP, PKN Orlen, Lotos i KGHM. Ich wyceny poszły mocno w górę i dzięki nim obecna łączna wartość spółek SP jest o 8 proc. wyższa niż cztery lata temu (w tym czasie WIG wzrósł o 20 proc.). Zdecydowanie gorzej prezentuje się statystyka, jeśli uwzględnimy tylko średnią zmianę cen akcji państwowych spółek: wtedy wzrost jest symboliczny, niespełna 1-proc. Z kolei mediana (która jest lepszym miernikiem, bo niweluje skrajne wartości) pokazuje przeciętny spadek cen akcji spółek SP o 23 proc. –kmk

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA