fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Nocne kluby stoją przed widmem finansowego armagedonu

Adobe Stock
Brytyjskie życie nocne zamarło i branża nocnych klubów jest na krawędzi upadku. A wraz z nią trzy czwarte miliona pracowników.

Nie ma sektora gospodarki, który nie odczułby skutków pandemii koronawirusa. Szeroko pojęta rozrywka należy do najmocniej dotkniętych i nocne kluby czy dyskoteki nie są żadnym wyjątkiem. W Wielkiej Brytanii właściciele nocnych klubów ostrzegają, że stoją przed widmem „finansowego armagedonu". Warunkiem przetrwania branży jest otrzymanie solidnie zwiększonej pomocy rządowej.

Obawy, że nie uda się przetrwać bez wsparcia, ma ponad połowa członków Night Time Industrries Association (NTIA), organizacji, która zrzesza właścicieli nocnych lokali. Ich bankructwo oznaczałoby zniknięcie 754 tysięcy miejsc pracy. Szczególnie w małych miejscowościach. Wszystko przez to, że nie wiadomo, kiedy znów nocne kluby będą mogły działać. Właściciele i operatorzy sieci klubów ostrzegają, że w ciągu najbliższych tygodni będą musieli zacząć zwolnienia, co dotknie głównie młodych ludzi.

Branża nocnych klubów jest w strukturze zatrudnienia podobna do branży gastronomicznej, czy do pubów. Pracują w niej głównie młodzi ludzie, dopiero wchodzący na rynek pracy.

Największa sieć nocnych klubów, Deltic Group, mająca 53 lokale w Wielkiej Brytanii, twierdzi, że nie kwalifikowała się do żadnego rodzaju pomocy z powodu pandemii.

- Próbowaliśmy nie udawać, że nasze lokale to puby czy cokolwiek innego, nie robiliśmy nic, poza podporządkowaniem się rządowi. Ale nie otrzymaliśmy żadnej pomocy finansowej, która pozwoliłaby nam przetrwać, jeśli tak będzie dalej. Z każdym mijającym tygodniem znajdujemy się w bardziej niepewnej sytuacji. Jeżeli nie znamy daty otwarcia, to jak do licha możemy przetrwać i planować? – mówił „The Guardian" Peter Marks, prezes Deltic Group.

Z sondażu wśród członków NTIA wynika, że ponad 70 proc. z 360 firm-respondentów spodziewa się konieczności zwolnień co najmniej połowy pracowników do września, a 58 proc. nie przetrwa już dłużej niż 2 miesiące. Tymczasem branża „gospodarki nocnej" zatrudnia w Wielkiej Brytanii 1,3 mln osób i wnosi do brytyjskiej gospodarki 66 mld funtów rocznie. Branżą ta oczekuje od rządu jasnego planu działania i wparcia finansowego. Nadal nie jest bowiem wiadome, kiedy nocne kluby będą mogły zostać otwarte.

Tymczasem do pomocy np. z funduszy Arts Council, kwalifikuje się tylko niewielka część klubów. Środki te (1,57 mld funtów) są przeznaczone dla organizacji kulturalnych, które mają znaczenie dla „kulturowej reputacji" kraju. Lokale Deltic Group nie zostały uznane za posiadające takie znaczenie.

Zdaniem rządu, kluby muszą pozostać na razie zamknięte, a także mają dostęp do „bezprecedensowego wsparcia" obejmującego np. odroczenia podatkowe, finansowanie utrzymania miejsc pracy oraz pożyczki czy dotacje.

Najwyraźniej jednak to zdecydowanie za mało, skoro branża planuje gigantyczne zwolnienia.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA