fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Sinice odstraszają turystów znad Bałtyku

Na niektórych polskich plażach na razie nie zobaczymy kąpiących się turystów
AFP
To lato miało być rekordowe dla pensjonatów i hoteli nad Bałtykiem. Nie będzie. Na początku lipca popsuła się pogoda i ruszyła fala odwołań rezerwacji. Tydzień temu pojawiły się sinice...

Ostatnie tak intensywne zakwity były obserwowane na Bałtyku 12 lat temu. Sinice, czyli cyjanobakterie, wytwarzają groźne dla zdrowia toksyny i szczególnie chętnie namnażają się w wodzie zanieczyszczonej chemikaliami. Jeśli nadal będzie ciepło, to – zdaniem ekspertów – zakwity będą pojawiać się i znikać bądź uporczywie trwać w miejscu jeszcze przez tydzień, a nawet dwa. Może je przegnać jedynie gwałtowna zmiana pogody lub silny wiatr.

Czytaj także: Dramatyczny spadek cen wakacyjnego wypoczynku w Polsce

– Nasi goście dzwonią zdenerwowani i pytają o sytuację na plażach. Delikatnie badają, czy mogliby zrezygnować z rezerwacji. Mogą, ale jeśli są gotowi stracić zaliczkę – słyszymy w pensjonacie „U Nufra" w Jastarni.

– Tam zresztą nie jest jeszcze najgorzej, bo sinice są od strony morza, a nie od Zatoki Gdańskiej. Więc na półwyspie można się kąpać, choć i dno nie takie jak w morzu i fal nie ma. A nad Bałtykiem mamy poważny problem – żali się właścicielka pensjonatu Alicja we Władysławowie.

Krótsze pobyty

– Niepokojący wzrost zamkniętych kąpielisk w Polsce ze względu na sinice spowodował, że coraz częściej turyści skracają swój wakacyjny pobyt nad morzem, próbując dogadać się z właścicielami obiektów noclegowych zamiast całkowicie rezygnować z wyjazdu. Stąd liczba odwołanych rezerwacji nie jest na razie tak wielka – uważa Grzegorz Kołodziej z serwisu Nocleg.pl. Rezerwacja wiąże się z wpłatą zadatku, który nad morzem średnio wynosi 28 proc. wartości rezerwacji. – Jej anulowanie to strata zarówno dla hotelarzy, jak i gości. Przykładowo w Kołobrzegu, przy średniej wartości rezerwacji 1256 złotych, turysta traci 352 zł, ale hotel już 905 złotych – dodaje. Ale w Sopocie te liczby wyglądają inaczej, bo ceny są znacznie wyższe.

Zdaniem Tomasza Koniecznego, radcy prawnego specjalizującego się w prawie konsumenckim, hotele czy pensjonaty nie ponoszą odpowiedzialności za jakość plaży czy wody. – Nie można więc zrezygnować z wyjazdu lub skrócić pobytu i żądać zwrotu pieniędzy tylko dlatego, że Bałtyk opanowały sinice.

Taki obowiązek istnieje w wypadku siły wyższej. – Przykładowo, gdy dojdzie do dużej awarii prądu albo w sąsiedniej miejscowości płonie składowisko, w efekcie czego w kurorcie powietrze stało się toksyczne – mówi Tomasz Konieczny.

– Widać jednak, że odwołania rezerwacji w ciągu ostatnich dni zostały spowodowane właśnie sinicami. To w takich miejscowościach, jak Łeba, Jastrzębia Góra czy Jastarnia odnotowaliśmy największe spadki. Tam nie można teraz się kąpać – przyznaje Grzegorz Kołodziej.

Nie boją się pożarów

Inwazja sinic na polskim wybrzeżu napędza klientów biurom podróży sprzedającym wycieczki zagraniczne. – Właśnie wyszły dwie panie, które zrezygnowały z wyjazdu nad Bałtyk i zdecydowały się na urlop w Grecji – mówi Małgorzata Stańczyk, szefowa oddziału wyszukiwarki wycieczek MyTravel. Nie boją się pożarów? – W żadnym wypadku. Zresztą wyspecjalizowane w turystyce wyjazdowej do Grecji biuro Grecos po tragicznych w skutkach pożarach proponowało zmianę miejsca wypoczynku.

A ofert last minute, nawet takich na wyjazd jeszcze w tym tygodniu, bądź w dowolnym terminie w sierpniu, jest mnóstwo. Tygodniowy urlop w którymś z kurortów nad Morzem Czarnym, Czerwonym czy Śródziemnym w systemie „wszystko w cenie" (all incusive), także na greckich wyspach, można kupić za niespełna 2 tys. zł. Do Tunezji da się pojechać choćby we wtorek 31 lipca za 1635 zł, do Bułgarii za 1759 zł, do tureckiego kurortu Bodrum za 1857 – to oferty do hoteli 4-gwiazdkowych. W egipskim Szarm el-Szejk spędzimy tydzień w standardzie o gwiazdkę wyższym za 2014 zł, a w Hurghadzie za 2085.

Nie tylko plaża

Zagraniczna oferta jest atrakcyjna dla osób, które jadą nad Bałtyk na wakacje na plaży i liczą się dla nich jedynie słońce i woda. Natomiast wiadomo, że sinice nad naszym morzem były, są i będą. Nie ma więc innego wyjścia, jak zaoferowanie turystom innych atrakcji, które skłonią do przyjazdu.

Potrafią to doskonale robić Duńczycy, mimo że akurat u nich sinice pojawiają się rzadko, bo woda jest chłodniejsza niż przy polskim wybrzeżu, a i pogoda jest zdecydowanie gorsza niż w Polsce. To dlatego zarządzający atrakcjami turystycznymi muszą mieć naprawdę doskonałe pomysły, żeby sami Duńczycy wybrali np. Jutlandię, a nie Costa del Sol. Legoland jest atrakcją samą w sobie, chociaż w deszczu dużo traci. Mimo tego nawet kiedy siąpi, park jest otwarty, tyle że przy wejściu pojawia się dodatkowe stoisko z pelerynkami, które jak na Danię są wyjątkowo tanie, więc nie ma kolejek, a przy pływaniu kanoe człowiek i tak się zamoczy, tyle że w Legolandzie pomyślano o złej pogodzie, więc jest gdzie się wysuszyć. Jest jeszcze skansen Wikingów pod Ribe, oceanaria, ośrodek edukacyjny Morza Wattowego czy na klifach kredowych Mons Klint na wyspie Mon. Każdy kemping ma tam otwarty basen, a hotel przyjmujący turystów latem jeden kryty i drugi na zewnątrz. To znaczy, że można mieć pomysł i na gorszy klimat, i wakacje niekoniecznie na plaży.

Czy to dlatego Duńczycy we wszystkich rankingach najszczęśliwszych ludzi na świecie znajdują się na pierwszym miejscu, a Polska dopiero na 42.?

Ceny rosną

Według Pomorskiej Izby Turystyki w 2017 roku nad Bałtykiem w sezonie letnim, czyli od końca maja, do pierwszych dni września wypoczywało 9 mln turystów. W tym roku rezerwacje założone do końca czerwca wskazywały na 15-procentowy wzrost. Tegoroczne ceny też są o 15–20 proc. wyższe. Średnio za pokój trzeba zapłacić w Sopocie 536 zł, we Władysławowie 280 zł, w Jastarni 481 zł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA