fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Proces w Stanach o kontrolę nad Teslą

Bloomberg
Rozpoczynający się 11 lipca w Wilmington (Delaware) proces ma znaleźć odpowiedź na pytanie za 2,6 mld dolarów: kto sprawuje kontrolę nad Teslą — Elon Musk, czy Tesla nad Muskiem?

Udziałowcy producenta e-aut z Kalifornii twierdzą, że Musk wykorzystał kontrolę nad Teslą do zmuszenia tej firmy do uratowania w 2016 r. producenta paneli słonecznych SolarCity — i pieniędzy jakie Musk w nią zainwestował — od bankructwa. Fundusze emerytalne i zarządzający aktywami, autorzy pozwu domagają się, by Musk zwrócił Tesli 2,6 mld dolarów i oddał zyski z akcji SolarCity. Jeśli wygrają, werdykt sądu będzie dotyczyć największej sumy orzeczonej kiedykolwiek wobec pojedynczej osoby — pisze Reuter.

Sąd z Wilmington podczas 2-tygodniowego przewodu będzie musiał spokojnie ustalić, czy Musk, właściciel ok. 22 proc. udziałów w Tesli, gdy zawierał umowę o ratowaniu SolarCity, jest rzadko spotykanym kontrolnym udziałowcem, który nie posiada większościowego udziału.

- Uważam, że sądowi będzie bardzo trudno ignorować realia, że Musk to Musk i jego związki z Teslą — stwierdziła Ann Lipton, profesor z Tulane University Law School. Powiedziała, że ten proces może mieć do czynienia z niezwykłą sytuacją ze względu na to, że Musk jest celebrytą, jego osobistych powiązań z członkami rady Tesli i jego finansowych powiązań z członkami rady SolarCity. — Jeśli złożyć to wszystko razem, to może wystarczyć do uznania go za kontrolnego udziałowca — dodała.

Czytaj także: Proces Elona Muska odroczony z powodu koronawirusa

Niewielu prezesów dominuje nad wizerunkiem firmy jak Musk, znany z kpin z organów nadzoru, ze zwalczania osób o innym zdaniu i mający 57 mln sympatyków na Twitterze. „Bardzo zależymy od usług Elona Muska, technokróla Tesli i naszego prezesa" — stwierdziła Tesla w rocznym bilansie 2020.

Autorzy pozwu twierdzą, że to Musk prowadził negocjacje i nawet zmusił radę Tesli do podwyższenia a nie do obniżenia ceny SolarCity. Z wyższej ceny skorzystał Musk, bo był największym udziałowcem tej firmy, miał ok. 22 proc.,  a także 4 członków rady Tesli, którzy mieli pośrednio lub bezpośrednio akcje SolarCity. W ubiegłym roku ta czwórka poszła na ugodę płacąc 60 mln dolarów i nie przyznała się do żadnej winy. W pozwie jest też zarzut, że na umowie skorzystało dwóch kuzynów Muska, którzy założyli tę firmę, bo uratowali ten worek bez dna.

Prawnicy Muska wyjaśnili w materiałach złożonych w sądzie, że Musl został „całkowicie wyłączony" z negocjacji rady, a udziałowcy zaakceptowali w głosowaniu umowę (z SolarCity), bo była głównym elementem jego „Master planu, część druga" zmierzającego do zintegrowania zrównoważonej energii słonecznej z autonomicznymi e-autami. Jego zdaniem, to co autorzy pozwu uważają za dowody na kontrolę było jedynie zdecydowanym zarządzaniem.

Musk wykazał ponadto, że umowa o SolarCity była ogromnym sukcesem dla udziałowców Tesli — nie tylko była uczciwa ale także prawdziwym skarbem. Po dokonaniu przez Teslę w 2020 splitu jej akcji w proporcji 5:1 ich cena wzrosła z niemal 37 dolarów, gdy zawarto umowę w listopadzie 2016., do 652 dolarów 8 lipca 2021.

Jeśli wiceprezes sądu w Wilmington, Joseph Slights uzna Muska za kontrolnego udziałowca, to Musk będzie musiał wykazać, że umowa o SolarCity spełniała wyśrubowaną normę „pełnej uczciwości", która dotyczy procedury i ceny — stwierdzili eksperci prawa. — Jeśli sędzia uzna, że była to zła umowa i nie wynegocjowano jej w imieniu firmy, to ją anuluje — stwierdził Larry Hamermesh, profesor z Delaware Law School.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA