fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Musk popiera Trumpa? Klienci Tesli oburzeni

www.c1.staticflickr.com
Niektórzy klienci Tesli wycofali zamówienia na samochody firmy w proteście przeciwko rzekomemu poparciu, jakie wykazuje Elon Musk wobec rządów Donalda Trumpa. Miliarder rzeczywiście znalazł się ostatnio bliżej prezydenta USA, ale na jego stronę bynajmniej nie przeszedł.

Grom krytyki spadł na prezesa Tesli i SpaceX tuż po tym, jak w grudniu ubiegłego roku dołączył on do rady doradczej Donalda Trumpa, której celem jest wypracowywanie sposobów na ożywienie amerykańskiej gospodarki. W bliskim komitecie prezydenta USA znalazło się kilku innych szefów dużych firm, takich jak Walmart, Walt Disney, General Motors, GE i Uber. Założyciel i prezes Ubera, Travis Kalanick, zdecydował się jednak opuścić radę, wykazując tym samym sprzeciw wobec kontrowersyjnemu dekretowi Trumpa, na mocy którego obywatele siedmiu państw Bliskiego Wschodu nie mogli dostać się do USA nawet z ważną wizą. Zakaz został w ubiegłym tygodniu zawieszony przez sędziego federalnego w Seattle.

Niektórzy klienci Tesli uważają, że Musk powinien podjąć taką samą decyzję, jak szef Ubera, i dali temu wyraz, wycofując się z zamówień na samochody sprzedawane przez firmę. Ekscentryczny biznesmen i wizjoner wytłumaczył w piątek na Twitterze, że to, iż dołączył do rady doradczej Trumpa wcale nie znaczy, że go popiera. Musk liczy na to, że uda mu się nawiązać konstruktywny dialog z prezydentem USA odnośnie kwestii gospodarczych. Jak podkreślał, nie zgadza się on z wieloma decyzjami Trumpa, jednak zamierza uszanować to, iż został on wybrany w demokratycznych wyborach i - jak uważa - samo atakowanie prezydenta prowadzi donikąd.

Prezes Tesli obiecał również na Twitterze, że podczas sobotniego posiedzenia rady wyrazi swój sprzeciw odnośnie decyzji Trumpa w sprawie imigrantów, i obietnicy tej dotrzymał. Na zdjęciach z tego wydarzenia widać ewidentnie, że biznesmen wdarł się w długą rozmowę z prezydentem USA oraz jego kluczowym doradcą, Stevem Bannonem. Obaj politycy nie wyglądali na zachwyconych tym, co mówił wtedy do nich miliarder (zdjęcia udostępnił portal www.gizmodo.com).

Poniżej wpis Muska z Twittera, w którym wyjaśnia, czemu zamierza zostać w komitecie doradczym Trumpa.

Warto wspomnieć, że Musk już wielokrotnie krytykował Trumpa publicznie, zarówno w trakcie ostatniej kampanii prezydenckiej, jak i po wyborach. Raz w wywiadzie dla CNBC stwierdził nawet otwarcie, że Trump według niego nigdy nie powinien znaleźć się w Białym Domu.

Giganci technologiczni walczą przeciwko dekretowi Trumpa

Nie tylko prezesi Tesli i Ubera zgłaszali do Trumpa sprzeciw wobec prowadzonej przez niego polityce migracyjnej. Już blisko 100 firm technologicznych, w tym Apple, Google czy Facebook, dołączyło w niedzielę wieczorem do stanów Waszyngton i Minnesota, które zaskarżyły dekret w sprawie zakazu wjazdu do USA, obejmujący uchodźców i podróżnych z siedmiu zamieszkanych głównie przez muzułmanów krajów.

Jak przekonują firmy, które przyłączyły się do wniosku, zakaz "hamuje potencjał amerykańskich firm do przyciągania wielkich talentów, zwiększa koszty ponoszone przez biznes i utrudnia amerykańskim przedsiębiorstwom konkurowanie na międzynarodowym rynku".

Przedsiębiorstwa technologiczne w swoim wniosku oświadczyły także, że imigranci stoją za wieloma odkryciami w USA i "tworzą niektóre z najbardziej innowacyjnych i sztandarowych firm". "Doświadczenie i energia ludzi, którzy przyjeżdżają do naszego kraju w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i swoich dzieci - żeby realizować +amerykański sen+ - współtworzą społeczną, polityczną i gospodarczą strukturę kraju" - napisano.

W weekend sąd apelacyjny odrzucił wniosek amerykańskiego resortu sprawiedliwości, który chciał natychmiastowego uchylenia decyzji sędziego federalnego Jamesa Robarta. W piątek wydał on nakaz wstrzymania dekretu Trumpa. Sąd apelacyjny dał obu stronom więcej czasu na przedstawienie pełnej dokumentacji.

Motywowany kwestiami bezpieczeństwa i walką z terroryzmem dekret wydany przez Donalda Trumpa zawiesza do odwołania przyjmowanie uchodźców z Syrii, a uchodźców z innych krajów - na 120 dni. W tym czasie władze USA mają sprawdzić, z których krajów uchodźcy stanowią najmniejsze ryzyko. Dekret przewiduje także wstrzymanie przez 90 dni wydawania amerykańskich wiz obywatelom krajów muzułmańskich mających problemy z terroryzmem. Dotyczy to obywateli Iranu, Iraku, Syrii, Sudanu, Libii, Somalii i Jemenu.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA