Natalia Bukowiecka, medalistka mistrzostw świata i jedyna polska lekkoatletka, która przywiozła medal z ostatnich letnich igrzysk olimpijskich, ani razu nie stała na podium halowych mistrzostw świata czy Europy. 21 marca będzie mogła to zmienić, bo tego dnia w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń odbędzie się finał rywalizacji na 400 metrów halowych mistrzostw świata. To będzie jedna z najważniejszych w tym roku imprez sportowych w Polsce.
Z jakim nastawieniem i przede wszystkim z jakimi oczekiwaniami wróci pani do Torunia na Halowe Mistrzostwa Świata Kujawy Pomorze?
Mój cel to przede wszystkim dobre zaprezentowanie się. Trudno mówić mi o konkretnych miejscach, bo tego nigdy nie można przewidzieć, ale mogę zadeklarować, że chcę awansować do finału i pobić rekord życiowy, czyli rekord Polski. Takie są moje oczekiwania, bo wiem, że mnie na to stać i wierzę, że właśnie tutaj, na nowej bieżni w Arenie, mogę to zrobić. Do tej pory nie do końca umiałam „sprzedać” mój potencjał w zawodach. To jest dla mnie bardzo przykre, bo bardzo bym tego chciała, a ja nie rzucam słów na wiatr. Skoro mówię, że stać mnie na najszybsze bieganie w hali w życiu, to tak jest. Liczę na to, że bieżnia i polscy kibice mnie poniosą i podczas mistrzostw świata to się w końcu wydarzy.
Czytaj więcej
Nie boję się skrajnego zmęczenia. Umiem doprowadzić swój organizm do granicy. Nie wszyscy to potrafią – mówi „Rzeczpospolitej” wicemistrzyni świata...
Wypełniona kibicami Kujawsko-Pomorska Arena Toruń może pomóc?
Oczywiście. Biega się wtedy zupełnie inaczej. Poczułam to już kilkanaście dni temu podczas mityngu Copernicus Cup, bo tamten bieg naprawdę napawa mnie optymizmem. Wierzę, że na mistrzostwach świata wsparcie będzie jeszcze mocniejsze. Wiem, że większość kibiców będzie nas dopingować, bo startujemy u siebie, a mnie to na pewno bardzo pomoże.
Na międzynarodowych imprezach bardzo często towarzyszy pani rodzina i nie myślimy tu o mężu Konradzie, bo jego obecność jest oczywista, skoro sam często startuje. Czy tym razem też będą na trybunach?
Tak, oczywiście. Bilety zostały kupione już dawno, bo na niektóre dni, jak na przykład na sobotę, gdy zaplanowany jest finał rywalizacji na 400 metrów, miejsc już nie ma. Na pewno będą mnie wspierać z trybun, oklaskiwać i zagrzewać do walki.
Mam swoje oczekiwania, ale nie sądzę, by wiele osób stawiało mnie w roli faworytki. Nigdy nie byłam nawet w finale halowych mistrzostw Europy
Jaki jest pani plan na najbliższe niespełna trzy tygodnie do mistrzostw?
W tym tygodniu na pewno trochę potrenuję i delikatnie z trenerem „dokręcimy śrubę”, a później będzie już szlifowanie formy. Liczę na kilka mocniejszych akcentów, może jakąś szybszą trzystumetrówkę, żeby się solidnie zmęczyć. Chciałabym jeszcze wystartować na jakiś zawodach, ale to może być trudne organizacyjnie. A później będzie już więcej odpoczynku i sporo pracy mentalnej, żeby dobrze przygotować się do zawodów. Forma fizyczna jest, teraz trzeba ją odpowiednio poukładać w głowie.
Czy ta praca mentalna ma pomóc także w poradzeniu sobie z oczekiwaniami?
Szczerze mówiąc, to tego chyba się nie boję. Nie mam jeszcze żadnego medalu w hali, więc nie czuję na sobie wielkiej presji. Oczywiście, mam swoje oczekiwania, ale nie sądzę, by wiele osób stawiało mnie w roli faworytki. Nigdy nie byłam nawet w finale halowych mistrzostw Europy, nie mam wyników w czołowej trójce, więc trudno mówić o roli pewnej kandydatki do medalu. Mam jednak nadzieję, że będę „czarnym koniem” i zaskoczę kibiców.
Czytaj więcej
Wychodzę na bieżnię szczęśliwa. Zawsze jestem wdzięczna za to, że mogę być na stadionie i startować – mówi czołowa polska biegaczka na 400 metrów i...
Czyli wyjątkowo żadnej presji nie ma?
Po prostu nie nakładam na siebie ogromnej presji. Chciałabym cieszyć się startem i pokazać to, na co jestem przygotowana, bo wiem, że jestem w dobrej formie i dawno nie czułam się tak dobrze na treningach. Wierzę, że podczas mistrzostw świata duże emocje i wysoka stawka zmotywują mnie do przełamania swoich granic w hali i do naprawdę bardzo szybkiego biegu.
Medal halowy byłby dodatkową dawką motywacji przed sezonem letnim. Mam też nadzieję na medal w sztafecie
A gdyby udało się zdobyć medal, czy byłby to jeden z najważniejszych w pani karierze?
Trudno powiedzieć. Brakuje mi medalu halowego, ale prawda jest taka, że gdybym miała wybierać, to wybrałabym medal ze stadionu. Ale muszę przyznać, że medal halowy byłby dodatkową dawką motywacji przed sezonem letnim. Mam też nadzieję na medal w sztafecie. Z dziewczynami byłyśmy szóste w finale mistrzostw świata, w mikście zajęliśmy czwarte miejsce, więc liczę, że zrobimy kolejny krok i pokażemy się z dobrej strony, zwłaszcza że startujemy u siebie. Widać po ostatnich finałach, że jesteśmy w dobrej dyspozycji i wierzę, że stać nas na medal.
Jeśli będzie sukces, to jak będzie pani świętować?
Na razie nic nie planuję, bo najpierw trzeba ten sukces osiągnąć. Jeśli się uda, wtedy będę się zastanawiać. Chipsów jednak nie zjem, bo mam takie postanowienie i do Wielkanocy ich nie jem. Ale kto wie, może pozwolę sobie na mojego ulubionego batonika czekoladowego.