Reklama
Rozwiń
Reklama

Tragedia podczas badań nad lekiem

Śmierć ochotnika biorącego udział w testach pokazuje, że mimo ryzyka takie eksperymenty są konieczne.

Publikacja: 18.01.2016 20:33

Testy organizowała firma Biotrial, która wykonała setki podobnych zleceń

Testy organizowała firma Biotrial, która wykonała setki podobnych zleceń

Foto: AFP

Sześć osób trafiło do szpitala w związku z problemami występującymi po zażyciu eksperymentalnego leku we francuskim Rennes. Pięciu pozostaje w stanie stabilnym, z problemami neurologicznymi. Jednej nie udało się uratować.

To najpoważniejszy dotąd przypadek problemów podczas testów klinicznych we Francji. Podjęto prokuratorskie śledztwo. „Dokopanie się do szczegółów" zapowiada Marisol Touraine, minister zdrowia Francji. A Antonio Portela, szef portugalskiej firmy Bial, której lek testowano, jest wstrząśnięty i przeprasza rodziny poszkodowanych.

Tymczasem eksperyment – tzw. testy kliniczne pierwszej fazy – zadziałał dokładnie tak, jak miał zadziałać. Takie badania nigdy nie będą całkowicie pozbawione ryzyka, choć naukowcy i lekarze robią wszystko, aby je zminimalizować. To gorzka cena postępu w medycynie.

Według oficjalnych informacji w testach brało udział 108 ochotników, 90 z nich otrzymywało różne dawki leku, reszta stanowiła grupę kontrolną otrzymującą obojętne placebo. Sześciu mężczyzn w wieku od 28 do 49 lat, którzy trafili do szpitala w Rennes, dostawało najwyższą dawkę.

Co to za lek? Wiadomo, że ma działanie przeciwbólowe i modyfikujące nastrój. Jednak francuskie Ministerstwo Zdrowia zdementowało informację, że chodzi o substancję na bazie kannabinoidów. Wiadomo również, że lek opracowała portugalska firma Bial. Testy prowadził Biotrial – wykonujący podobne testy od 1989 roku na zlecenie koncernów farmaceutycznych.

Reklama
Reklama

– Najbardziej niepokojące jest to, że nie wiadomo, co doprowadziło do tragedii – przyznaje François Peaucelle, szef Biotrialu. Zarówno on, jak i Portela deklarują gotowość pełnej współpracy z francuskimi władzami.

A sprawa jest poważna – śmierć i „nieodwracalne upośledzenie" części uczestników eksperymentu. – Wiemy o kolejnych 84 ochotnikach, którym zdążono podać eksperymentalny lek. Skontaktowaliśmy się z nimi, zaledwie dziesięciu stawiło się na badania. U żadnego nie stwierdzono podobnych anomalii jak u pierwszych pacjentów – przyznaje Pierre-Gilles Edan, ordynator oddziału neurologicznego szpitala w Rennes.

Testy kliniczne pierwszej fazy polegają na ostrożnym podawaniu leku najczęściej zdrowym ochotnikom w celu sprawdzenia, czy występują niekorzystne efekty uboczne. Niekiedy biorą w nich udział ludzie chorzy – gdy eksperymentalna terapia jest dla nich ostatnią szansą wydłużenia życia, a potencjalne korzyści przeważają nad ryzykiem. Zwykle bierze w nich udział kilkadziesiąt osób. Faza druga obejmuje większą grupę (nawet kilkaset osób), dzięki której sprawdza się bezpieczeństwo i działanie leku. Faza trzecia – ostatnia przed dopuszczeniem do użytku – ma na celu sprawdzenie efektywności leku i porównanie go z już dostępnymi. Po rejestracji nadal prowadzi się analizy działania preparatu na bardzo dużej grupie pacjentów (tzw. faza czwarta).

Podobne komplikacje w następstwie eksperymentów medycznych są stosunkowo rzadkie. We Francji, według danych ONIAM (Office National d'Indemnisation des Accidents Médicaux), w ciągu ostatnich 15 lat zanotowano zaledwie dziesięć „incydentów" o lżejszym przebiegu.

Ale to nie oznacza, że tragedie się nie zdarzają. W 1999 roku zmarł 18-letni Jesse Gelsinger, u którego wystąpiła poważna reakcja układu odpornościowego na eksperymentalną terapię genową. Późniejsze dochodzenie wykazało, że Uniwersytet Pensylwanii i Institute for Human Gene Therapy zataiły niekorzystną reakcję na leczenie u innych pacjentów, a także śmierć małp, którym podano eksperymentalny lek.

Dramatyczny przebieg miały również testy przeciwciała monoklonalnego TGN1412 prowadzone w Londynie w 2006 roku przez firmę Parexel na zlecenie TeGenero ImmunoTherapeutics. Ten lek miał być stosowany w walce z białaczką, stwardnieniem rozsianym i reumatoidalnym zapaleniem stawów. Najpierw testowano go na makakach. Sześciu ochotników otrzymało dawkę 500 razy mniejszą niż uznana za bezpieczną dla niewielkich zwierząt. Mimo to u ludzi zaobserwowano dramatyczne i natychmiastowe pogorszenie stanu zdrowia. Ochotnicy mówili o wrażeniu płonącej skóry, wypadających gałek ocznych, potwornym bólu głowy. 28-letni Mohammed Abdala miał olbrzymi obrzęk głowy. Jednemu z pacjentów lekarze musieli amputować wszystkie palce. Choć przeżyli, ich układ odpornościowy został zniszczony – są teraz bardziej podatni na nowotwory i choroby zakaźne.

Zdrowie
Choroby zakaźne są groźniejsze dla otyłych. Ryzyko śmierci rośnie drastycznie
Zdrowie
Będą podwyżki dla medyków od 1 lipca? Ministerstwo Zdrowia szykuje zmiany
Zdrowie
Będzie nowy zawód medyczny? Plany ministerstwa budzą sprzeciw
Zdrowie
Krajowa Sieć Onkologiczna pod lupą. Dlaczego pacjenci wciąż nie mają równego dostępu do leczenia?
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama