Stojący przed bankiem przy pl. Powstańców Warszawy rozmawiają tylko o jednym – sokole wędrownym.
– Czekam od rana i mam wrażenie, że stoję w miejscu, bo ciągle ktoś się wpycha – mówi Jan Nowak. – Ale byli tu tacy, którzy stali całą noc.
Na jeden dzień odżyła też instytucja konika.
– Przyszedłem tu z 30 kolegami. Rozstawiliśmy się po całej kolejce. Kupujemy monety i zaraz przy wyjściu z banku sprzedajemy. Schodzą jak świeże bułki – opowiada licealista stojący przed drzwiami banku przy pl. Powstańców Warszawy.
W stołecznym oddziale okręgowym NBP do sprzedaży przeznaczono 2,9 tys. sztuk srebrnych monet „Sokół wędrowny” o nominale 20 zł. Koszt jednej to 91 zł. Do obiegu trafiły też okolicznościowe dwuzłotówki.U koników za 20-złotówkę trzeba było zapłacić 300 – 350 zł. Za dwuzłotówki przebicie było dwukrotne.
– U nas kupują głównie pasjonaci. Oni mają pieniądze, a nie chce im się stać – przyznaje chłopak.
– Jeszcze przed wprowadzeniem srebrnego „sokoła wędrownego” do obiegu spotkaliśmy się z dużym zainteresowaniem kolekcjonerów, więc zdecydowaliśmy się zwiększyć nakład dla całej Polski z 84 tys. do 107 tys. – przyznaje prezes NBP Sławomir Skrzypek.
Mimo to trzeba było wprowadzić ograniczenia w sprzedaży. W Warszawie każdy mógł kupić jedną 20-złotówkę i 25 dwuzłotówek.
– Dobrze, że są limity, bez nich monety kupiłoby tylko kilka osób – przyznaje Dariusz Olejniczak. W kolejce do kasy czekał ponad pięć godzin.Więcej szczęścia mieli mieszkańcy Poznania. Tam NBP przeznaczył do sprzedaży więcej monet niż w Warszawie – ponad 3,9 tys.
– To wynika z zapotrzebowania i zainteresowania w danym regionie – tłumaczy Tadeusz Deszkiewicz z NBP.
Skąd takie zainteresowanie „sokołem wędrownym”?
– Monety to bardzo dobra inwestycja – tłumaczy Adam Suchanek ze Stowarzyszenia Numizmatyków Profesjonalnych. – Od razu po kupnie można było je odsprzedać i nieźle zarobić. Dlatego w kolejkach przeważają stacze, którzy o numizmatyce nie mają dużego pojęcia – przyznaje Suchanek.
Jak wyglądają tak cenne monety? Na awersie jest godło Polski, czyli wizerunek orła. Na rewersie dwuzłotówki widać dwa sokoły: większy siedzi na gałęzi, mniejszy leci po jego lewej stronie. Wokół chmury, a poniżej góry.
Na rewersie srebrnej 20-złotówki widać dorosłego sokoła nad gniazdem z pisklętami. Z prawej strony fragment górskiego łańcucha. – Było kilkanaście projektów. Jeden przedstawiał sokoły walczące z sobą. Ale wygrał projekt najspokojniejszy – mówi Roussana Nowakowska, która zaprojektowała monety.
W kwietniu oddziały NBP znów czeka oblężenie. – Do obiegu wejdą limitowane monety olimpijskie z elementami trójwymiarowymi – zapowiada Deszkiewicz.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.grotek@rp.pl