Na dzisiejszym koncercie (początek godz. 19.30) trudno spodziewać się kawiarnianych wygód. W lokalu na Mariensztacie brakuje jeszcze zarówno kanap, jak i ekspresu do kawy.
Są za to klimat i wystarczająco dużo miejsca, by w remontowanym nadal wnętrzu zorganizować pierwszą imprezę.
– Gdy za dwa tygodnie rozpoczniemy działalność na dobre, dojdą regały z książkami, więc miejsca będzie już znacznie mniej – mówi Anna Kalisz, która poprowadzi nowy lokal wraz z mężem Benjaminem.
[srodtytul]Mają pasję i... kawiarnię[/srodtytul]
Późną wiosną małżeństwo „wygrało” lokal w konkursie. Nie była to jednak zwykła procedura związana z wynajmem.
– Chcemy, żeby Mariensztat ożył kulturalnie, dlatego po raz pierwszy zdecydowaliśmy się w warunkach konkursu wprowadzić kilka specjalnych obostrzeń – mówi Urszula Majewska, rzecznik Śródmieścia, dzielnicy dysponującej lokalem z numerem 21a.
Ubiegający się o trzyletnią umowę najmu ok. 100-metrowego pomieszczenia, których było ponad 20, musieli m.in. zobowiązać się do prowadzenia tu klubokawiarni, galerii czy klubu otwartych na potrzeby okolicznych mieszkańców.
– Dlatego nie szukaliśmy ludzi nastawionych na komercję, lecz takich, którzy mają pasję – mówi Majewska.
Na kawę po sąsiedzku
I udało się. Choć Kaliszowie od kilku miesięcy z pasją tylko remontują lokal, to już przymierzają się do dalszych, bardziej kulturalnych działań.
Już samo nieoficjalne otwarcie będzie trwało dwa dni.
W piątek na mariensztackiej nowej scenie wystąpi Mikromusic, a we wtorek Urszula Nowakowska, harfistka.
W organizację tych wydarzeń włączyła się dzielnica. – Nie tylko wymagamy, ale też pomagamy – taka zasada – mówi Majewska.
Na współpracę z małżeństwem – i to nie tylko z dzielnicą i mieszkańcami – liczy Maria Bartenbach-Tomczak, przewodnicząca działającego od 15 lat przy ul. Berdnarskiej Stowarzyszenia Mieszkańców Mariensztatu.
– Powinni zachęcić do odwiedzenia naszego pięknego rynku też innych, na przykład mieszkańców Starówki – uważa i deklaruje swoją pomoc w nawiązaniu kontaktów m.in. z zaprzyjaźnionym Staromiejskim Domem Kultury.
– Ta okolica potrzebuje organizatora życia społecznego. Czy uda się to Kaliszom? Nie wiem, czas pokaże.
Sami Kaliszowie do nowej działalności są nastawieni bardziej optymistycznie.
– Pomysłów na wystawy czy koncerty mamy wiele – podkreśla Anna. – Za niespełna miesiąc ustalimy już stały repertuar – dodaje. Szczegółów na razie nie chce jednak zdradzać.
[srodtytul]Prawie jak w domu[/srodtytul]
Konkrety dotyczą kuchni.
– Będziemy mieć lekkie dania, kanapki, ciasta, a z czasem ciepłą zupę dnia – wylicza.
W lokalu ma też pojawić się alkohol. Na koncesję muszą jednak najpierw wyrazić zgodę członkowie wspólnoty mieszkaniowej.
Najważniejsza jest jednak atmosfera.
– Chcemy stworzyć tu domowy nastrój. Tak, żeby każdy mógł zatopić się w fotelu z książką i wielkim kubkiem kawy w ręku. I delektować się widokiem pięknego rynku – mówi.
[ramka][srodtytul]Nasza akcja[/srodtytul]
„Życie Kultury” to nasz nowy cykl, w którym będziemy pisać o zapomnianych miejscach, przed laty tętniących intensywnym, kulturalnym życiem. Zaniedbanych i niszczejących, o których władze miasta nie myślą albo myśleć nie chcą, a ich właściciele czy zarządcy nie są w stanie nic zrobić. Wierzymy, że dzięki przypomnieniu ich, opisaniu przeszłości i obecnego stanu dołożymy cegiełkę do ich reaktywacji.
Z drugiej strony będziemy pokazywać pozytywne przykłady – miejsc uratowanych dla kultury i tych, które po latach niebytu znów zaczynają żyć. W ubiegłym tygodniu przedstawiliśmy sytuację kina Wars, które – po dłuższym czasie absencji – powraca na kulturalną mapę miasta. W listopadzie odbędzie się tam finał festiwalu Niewinni Czarodzieje. Jeśli mają Państwo jakieś sugestie dotyczące miejsc, którymi warto się zająć, czekamy na nie pod adresem: [mail=kultura@zw.com.pl]kultura@zw.com.pl[/mail].[/ramka]