Może dopiero wtedy zobaczą, że historyczna stolica Polski to tylko maleńkie starodawne centrum otoczone bezmiarem blokowisk ze słabiutko zaznaczonymi arteriami, które nie tworzą żadnej logicznej sieci komunikacyjnej. Może dopiero wtedy pojmą, na czym polega życie codzienne w mieście o zacofanej ?i niekompletnej infrastrukturze, ?w którym planowanie przestrzenne sprowadzało się zawsze do frazesów, gdzie na co dzień trzeba korzystać ?z ciągle reorganizowanej komunikacji miejskiej, dla której brakuje pojazdów i sprawnych torowisk, ale za to w każdym tramwaju i autobusie dla uciechy pasażerów zainstalowano telewizor. Ale przecież macie wspaniałą, polską tradycję! – odpowie przybysz ze stolicy aktualnej, na narzekania tubylca ze stolicy dawniejszej. Polską? - wypadałoby wzruszyć ramionami. Przecież krakowskie mieszczaństwo tworzyli Niemcy, Żydzi, Czesi i Włosi, a język urzędowy grodu był przez parę wieków, za przeproszeniem, szwabski. A w dodatku nie umiemy tej tradycji sprzedawać. Metalowa atrapa wawelskiego smoka nie zieje ogniem, bo pordzewiała i zepsuta, na wieżę dostać się nie można, bo remont, podziemia przeciekają, a w miejscu, gdzie według legendy leży wawelski czakram, nie ma żadnej informacji, ?a zapytany strażnik dopowie, że nic podobnego nie istnieje, bo tak mu nakazano. Tymczasem właśnie dla czakramu (podobno znaleziono tylko siedem takich na świecie!) przyjeżdżają medytować azjatyccy mnisi i różnobarwni fanatycy „New Age" ze wszystkich kontynentów. Gdybym był szefem Wawelu, wymyśliłbym jeszcze kilka mrożących krew w żyłach bajęd ?i pobierałbym opłaty za tajemną energię z kosmosu, którą jakoby ogniskuje to miejsce.
Ale przecież jest nieźle i będzie lepiej. Komunikacja za komuny była jeszcze gorsza, a za wolności przybyło mostów przez Wisłę, chociaż najważniejszej trasy wciąż nie można przebić. Przecież tyle się buduje, więc od razu postawiliśmy w Krakowie dwie sale widowiskowe, bo Bruksela sypnęła funduszami, tak jak przedtem zbudowaliśmy od razu dwa stadiony. Ale przecież tak samo jest w całej Polsce. Więc po co tu przyjeżdżać? Kraków jako Polska w pigułce, z jej wielkością i głupstwem, ze wszystkimi wzlotami i nieszczęściami?
Ale może jednak... Krakowski Tusk nazywa się Jacek Majchrowski, też rządzi już długo, też wielu ma go serdecznie dosyć, ale pewnie będzie wybrany jako mniejsze zło. Krakowski PiS nie ma oblicza posłów Hofmana czy Brudzińskiego, ale całkiem sympatyczne europosła Andrzeja Dudy, o którym się mówi, że może kandydować na prezydenta RP. Tymczasem przeciw Majchrowskiemu opozycja wystawiła radnego miejskiego z klubu Platformy. Więc może jednak warto do Krakowa przyjechać i czegoś się nauczyć?
Autor jest dziennikarzem, pisarzem. ?W latach 1980–1990 był ?wiceprezesem SDP. Współpracował z „Rz". ?Były konsul generalny RP w Nowym Jorku ?i b. ambasador RP w Bangkoku. ?Autor wielu książek.