Reklama

Podsłuchy w willi premiera. Nagrany Tusk i Kulczyk

Byli funkcjonariusze służb specjalnych chcieli sprzedać 700 godzin nagrań z willi premiera Donalda Tuska. Jest wśród nich nagranie rozmowy Tuska z Janem Kulczykiem, który chciał, by ABW chroniła jego interesy na Ukrainie przed rosyjską prowokacją.
Willa przy ul. Parkowej, w której mieszkał Premier Tusk podczas swojego urzędowania.

Willa przy ul. Parkowej, w której mieszkał Premier Tusk podczas swojego urzędowania.

Foto: Fotorzepa/Kuba Kamiński

Do spotkania Kulczyk-Tusk doszło w pierwszej połowie 2014 roku - pisze Wyborcza.pl. Odbyło się ono w willi premiera przy ulicy Parkowej, a nagranie z niej oferują osoby, w których posiadaniu są nagrania z restauracji "Sowa & Przyjaciele" i "Amber Room". Notatka CBA na ten temat znajduje się w niejawnych materiałach ze śledztwa w tej sprawie. Gazeta potwierdziła to w dwóch niezależnych źródłach.

Więcej o aferze taśmowej

Dotychczas wiadomo było tylko o nagraniach dokonywanych przez kelnerów we wspomnianych restauracjach, za czym miał stać biznesmen Marek Falenta. Za nagraniami z willi premiera może stać ktoś inny. Kto - nie wiadomo.

Początkowo bowiem pojawiła się informacja, że catering na spotkanie Kulczyk-Tusk zapewniała właśnie restauracja "Sowa & Przyjaciele". Jednak zaprzeczył temu były rzecznik rządu Paweł Graś, zapewniając, że spotkanie obsługiwali wyłącznie pracownicy willi premiera.

Według notatki CBA nagrania z tej i innych rozmów - w sumie 700 godzin - oferuje kilku byłych funkcjonariuszy służb specjalnych, określanych mianem "grupy wiedeńskiej", ponieważ odsłuchy oferowanych przez nich nagrań odbywają się w Wiedniu. Pośrednikami w tej sprawie ma być kilku funkcjonariuszy ABW.

Reklama
Reklama

Rozmowa Kulczyk-Tusk, która jest jedną z "ofert", miała dotyczyć planowanej przez biznesmena budowy mostu energetycznego Ukraina-UE. Kulczyk, który zmarł w lipcu tego roku, ubiegał się o wsparcie w tym działaniu Unii Europejskiej i polskiego rządu i obawiał się, że Rosjanie mogą storpedować jego plany. Dlatego o postępie swoich działań informował ABW licząc na to, że Agencja ochroni je przed rosyjską prowokacją.

Kulczyk przed wybuchem afery podsłuchowej otrzymywał SMS-y z groźbami od jednego z byłych współpracowników, który twierdził że "ma na niego nagrania" i go "zniszczy".

I ABW, i CBA twierdzą, że nic nie wiedzą o tym, by ich funkcjonariusze oferowali nagrania.

Rzecznik prasowy ABW płk Maciej Karczyński powiedział PAP, że "nie jest prawdziwy wątek rzekomego udziału oficerów Urzędu Ochrony Państwa lub ABW" opisany w gazecie.

Rzecznik prasowy CBA Jacek Dobrzyński poinformował PAP, że nie komentuje treści artykułu w GW. "Nie wypowiadamy się w tej sprawie" - powiedział.

Prokuratura odmówiła do tej pory odpowiedzi na pytanie dotyczące istnienia nagrania rozmowy Tusk–Kulczyk.

Śledztwo w sprawie podsłuchów toczy się od lipca 2014 roku. Aktem oskarżenia będą objęci biznesmen Marek Falenta oraz kelnerzy, którzy montowali i obsługiwali podsłuchy. Akt ma być gotowy najpóźniej w połowie września.

Reklama
Reklama
Wydarzenia
Nadchodzi załamanie pogody. Wróci śnieg i arktyczne powietrze
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Centra danych to kwestia całego ekosystemu
Film
Nie żyje Chuck Norris. Bohater kina akcji miał 86 lat
Wydarzenia
Padła główna wygrana w Lotto Plus. Wyniki losowania
Wydarzenia
Fala zimna zbliża się do Polski. Czeka nas spadek temperatur
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama