Reklama

Podsłuchy w willi premiera. Nagrany Tusk i Kulczyk

Byli funkcjonariusze służb specjalnych chcieli sprzedać 700 godzin nagrań z willi premiera Donalda Tuska. Jest wśród nich nagranie rozmowy Tuska z Janem Kulczykiem, który chciał, by ABW chroniła jego interesy na Ukrainie przed rosyjską prowokacją.

Aktualizacja: 27.08.2015 11:35 Publikacja: 27.08.2015 07:36

Willa przy ul. Parkowej, w której mieszkał Premier Tusk podczas swojego urzędowania.

Willa przy ul. Parkowej, w której mieszkał Premier Tusk podczas swojego urzędowania.

Foto: Fotorzepa/Kuba Kamiński

Do spotkania Kulczyk-Tusk doszło w pierwszej połowie 2014 roku - pisze Wyborcza.pl. Odbyło się ono w willi premiera przy ulicy Parkowej, a nagranie z niej oferują osoby, w których posiadaniu są nagrania z restauracji "Sowa & Przyjaciele" i "Amber Room". Notatka CBA na ten temat znajduje się w niejawnych materiałach ze śledztwa w tej sprawie. Gazeta potwierdziła to w dwóch niezależnych źródłach.

Więcej o aferze taśmowej

Dotychczas wiadomo było tylko o nagraniach dokonywanych przez kelnerów we wspomnianych restauracjach, za czym miał stać biznesmen Marek Falenta. Za nagraniami z willi premiera może stać ktoś inny. Kto - nie wiadomo.

Początkowo bowiem pojawiła się informacja, że catering na spotkanie Kulczyk-Tusk zapewniała właśnie restauracja "Sowa & Przyjaciele". Jednak zaprzeczył temu były rzecznik rządu Paweł Graś, zapewniając, że spotkanie obsługiwali wyłącznie pracownicy willi premiera.

Według notatki CBA nagrania z tej i innych rozmów - w sumie 700 godzin - oferuje kilku byłych funkcjonariuszy służb specjalnych, określanych mianem "grupy wiedeńskiej", ponieważ odsłuchy oferowanych przez nich nagrań odbywają się w Wiedniu. Pośrednikami w tej sprawie ma być kilku funkcjonariuszy ABW.

Reklama
Reklama

Rozmowa Kulczyk-Tusk, która jest jedną z "ofert", miała dotyczyć planowanej przez biznesmena budowy mostu energetycznego Ukraina-UE. Kulczyk, który zmarł w lipcu tego roku, ubiegał się o wsparcie w tym działaniu Unii Europejskiej i polskiego rządu i obawiał się, że Rosjanie mogą storpedować jego plany. Dlatego o postępie swoich działań informował ABW licząc na to, że Agencja ochroni je przed rosyjską prowokacją.

Kulczyk przed wybuchem afery podsłuchowej otrzymywał SMS-y z groźbami od jednego z byłych współpracowników, który twierdził że "ma na niego nagrania" i go "zniszczy".

I ABW, i CBA twierdzą, że nic nie wiedzą o tym, by ich funkcjonariusze oferowali nagrania.

Rzecznik prasowy ABW płk Maciej Karczyński powiedział PAP, że "nie jest prawdziwy wątek rzekomego udziału oficerów Urzędu Ochrony Państwa lub ABW" opisany w gazecie.

Rzecznik prasowy CBA Jacek Dobrzyński poinformował PAP, że nie komentuje treści artykułu w GW. "Nie wypowiadamy się w tej sprawie" - powiedział.

Prokuratura odmówiła do tej pory odpowiedzi na pytanie dotyczące istnienia nagrania rozmowy Tusk–Kulczyk.

Śledztwo w sprawie podsłuchów toczy się od lipca 2014 roku. Aktem oskarżenia będą objęci biznesmen Marek Falenta oraz kelnerzy, którzy montowali i obsługiwali podsłuchy. Akt ma być gotowy najpóźniej w połowie września.

Reklama
Reklama
Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama