Pisano o niej, że jest najczęściej cytowanym w świecie polskim historykiem, a jej „Hypatia z Aleksandrii" dokonała niemożliwego, skruszyła grubą szybę między literaturą naukową i kulturą popularną. Do inspiracji jej książką przyznawał się nawet Alejandro Amenabar, twórca „Agory", filmowej opowieści o Hypatii, z Rachel Weisz w roli głównej. Ktoś inny przypinałby sobie z tego tytułu ordery, Dzielska mówiła o hiszpańskim filmowcu z irytacją. Dowodziła, że książki nie zrozumiał i nie uwzględnił ostatnich badań. Ona, w przeciwieństwie do Amenabara, ciągle żyła historią swojej bohaterki. Każde nowe wydanie „Hypatii..." było aktualizowane o wnioski z najświeższych źródeł. Pamiętam jej radość i poczucie triumfu, gdy przed kilku laty w naukowej prasie ogłoszono, że w Aleksandrii odnaleziono ruiny akademii datowane na wiele lat po śmierci Hypatii. „A widzi pan, panie Bogdanie – perorowała przy herbacie – Hypatia była ofiarą polityki, nie chrześcijaństwa. Aleksandryjski akademizm trwał i po niej. Zawsze to wiedziałam!". W istocie miała w tej sprawie rację.