Po gwałcie dokonanym przez hinduistycznych fanatyków na starszej zakonnicy chrześcijańskiej w Bengalu w wielu miejscowościach Indii odbyły się w poniedziałek i wtorek demonstracje potępienia aktów agresji i przejawów nietolerancji wobec innowierców.

Do napadu na zgromadzenie zakonne i szkołę w regionie Nada doszło w ostatni weekend. Napastnicy zaatakowali klasztor, zniszczyli jego wyposażenie i zgwałcili jedną z sióstr. Przebywa ona nadal w szpitalu i choć przekazała informację, że wybacza sprawcom w imię chrześcijańskiego miłosierdzia władze zarządziły ściganie sprawców. Do tej pory zatrzymano dziesięciu podejrzanych, a premier Morendra Modi zapowiedział zdecydowana walkę z przejawami nienawiści religijnej.

Problem w tym, że dramatyczny incydent w Nada to tylko wierzchołek góry lodowej. W Indiach konflikt religijny pomiędzy hinduistyczna większością a muzułmanami trwa właściwie od powstania niezależnego państwa (właśnie z powodu konfliktu religijnego dawne Indie Brytyjskie podzielone zostały na Indie i Pakistan, z którego później wyłonił się Bangladesz). Pomiędzy hinduistami i muzułmanami dochodziło do dramatycznych starć, z których największe doprowadziło w 1992 r. do zniszczenia historycznej świątyni w Ajodhyi i śmierci 2 tys. ludzi.

Chrześcijanie są w Indiach zdecydowaną mniejszością (3 proc.) i dotychczas pozostawali na uboczu głównego konfliktu hinduistyczno-muzułmańskiego. Niestety od pewnego czasu mnożą się głosy wyrażające nietolerancję także wobec nich. Kilka tygodni temu Mohan Bhagwat, przywódca największej hinduistycznej organizacji Rashtriya Swayamsevak Sangh (RSS) stwierdził, że cała działalność Matki Teresy z Kalkuty była nakierowana na odbieranie wiernych hinduizmowi i powinna zostać potępiona. W wielu miejscach dochodziło do bezczeszczenia miejsc kultu. Od grudnia w Indiach zniszczono kilkanaście kościołów. Najgłośniejszy był przypadek w stanie Haryana, gdzie z kościoła wyrzucono krzyż, a na jego miejscu demonstranci umieścili figurę boga Hanumana.

Przedstawiciele mniejszości chrześcijańskiej sa coraz bardziej zastraszeni i wyrażają obawy, że mogą stać się celem ataków tak jak to dzieje się w sąsiednim Pakistanie. Wyrazicielem tych obaw stał się Julio Ribeiro, 86-letni emerytowany oficer policji znany ze skutecznego zwalczania separatyzmu i odznaczany za służbę państwu. „Dla tych, którzy promują ideę Hindu Rasztra (jednolitego narodu hinduskiego) ja nie jestem już Hindusem" - napisał gorzko w artykule opublikowanym w poniedziałek przez gazetę „Indian Express".

Oficjalnie zarówno RSS jak i premier Modi (w młodości był aktywnym działaczem tej organizacji) nawołują do pokoju miedzy religiami, jednak w praktyce działaczom tej organizacji i popierającym ich kapłanom hinduistycznym zarzuca się szerzenie radykalizmu i namawianie wyznawców do działań wrogich muzułmanom i chrześcijanom.