Malarecki zaznacza, że Ameryka to nie jest jednolity kraj – Kalifornia, Dakota i Wyoming to według niego trzy różne światy. Stosunek do Trumpa zależy więc od tego, z kim się rozmawia: w miastach uniwersyteckich i na wybrzeżu jest jednoznacznie krytyczny, im głębiej w interior, tym bardziej podzielony.

Reklama
Reklama

Fenomenem, zdaniem rozmówcy, jest to, że miliarder z luksusowymi rezydencjami stał się liderem ludzi czujących się wykluczonymi. Trump trafił do nich prostym, nieskomplikowanym językiem i sprzeciwem wobec tego, co Malarecki nazywa „fanaberiami lewicowo-progresywnymi” – przywołuje przykład usuwania nazwiska Lincolna ze szkoły jako symbol kultury woke, której Trump się przeciwstawił. Sam prezydent, dodaje, też miał problem z akceptacją przez elity, nawet na Florydzie, nie mówiąc o Nowym Jorku.

Czytaj więcej

„To nie są tylko dwa akapity”. Donald Trump ujawnia szczegóły umowy z Iranem

Era Gutenberga ustępuje kulturze obrazu

Poparcie ze strony gigantów z Doliny Krzemowej Malarecki tłumaczy bez ogródek: koniunkturalizmem. Według niego można było ograniczyć szkody płynące z internetu choćby przez zakaz anonimowości, ale Trump się temu sprzeciwił – co dla branży oznaczało „otwarcie złotych wrót”. Zasada brzmi: follow the money.

Rozmówca osadza sukces Trumpa w szerszej zmianie kulturowej. Odchodzi, jak mówi, era Gutenberga – era tekstu wymagającego wyobraźni i refleksji. Dzięki internetowi weszliśmy w świat obrazu, a obraz inspiruje przede wszystkim emocje. Trump, który całą taktykę polityczną opiera na wywoływaniu silnych emocji, świetnie się w tym odnalazł. Jego metodę Malarecki opisuje jako celowe tworzenie chaosu i nieprzewidywalność, która daje mu przewagę, bo przeciwnicy nie wiedzą, jaki będzie następny ruch.

Czytaj więcej

Donald Trump na szczycie G7: To ja jestem szefem

Diagnoza trafna, sposób realizacji zaskakujący

Zdaniem Malareckiego Trump dobrze zdiagnozował problemy Ameryki – nadmiar urzędników i kompetencji administracji federalnej, narkotyki na ulicach. Siłę prezydenta widzi nie w wielkich wizjach, lecz w bardzo konkretnych, niemal banalnych decyzjach: przywołuje sprzeciw Trumpa wobec ograniczeń zużycia wody pod prysznicem jako przykład posunięcia, które wielu zwykłym ludziom dało poczucie, że „nareszcie ktoś rozsądny” ich rozumie.

Bardziej spektakularne pomysły – Rada Pokoju czy riwiera na terenie zburzonej Gazy – wypadały różnie. Radą Pokoju, jak mówi, mało kto się w ogóle interesował. Pomysł na Gazę w kalifornijskich środowiskach, z którymi miał kontakt, odebrano negatywnie – jako próbę aneksji cudzej nieruchomości.

Czytaj więcej

250. rocznica powstawania USA. Donald Trump postanowił przesłonić jubileusz

Wojna skuteczna, a nie sprawiedliwa

Najmocniejszy wątek rozmowy dotyczy wojny z Iranem. Malarecki przekonuje, że Amerykanie nie myślą o niej w kategoriach sprawiedliwości, lecz skuteczności. Na pytanie, czy uchodzi za wojnę sprawiedliwą, odpowiada, że ludzie myślą raczej o wojnie skutecznej. Zauważa, że gdyby atak nastąpił wcześniej – gdy reżim Ajatollahów brutalnie tłumił własne społeczeństwo, z wieloma ofiarami na ulicach – pytanie o sprawiedliwość mogłoby w ogóle nie powstać. Atak przyszedł jednak, jego zdaniem, kilka miesięcy za późno.

Wojna zadziałała jak „podatek na cały świat” – cena ropy poszła w górę wszędzie, również w Stanach, mimo własnych źródeł energii. Amerykanie zaczęli odczuwać to przez portfel i mówić, że ten chaos jest niepotrzebny – że „pokój przez chaos to może nie ta droga”.

Co do ogłoszonego porozumienia Malarecki jest sceptyczny: z jego rozmów i lektur wynika, że niewielu Amerykanów wierzy w trwałość tego pokoju, zawieranego „w odcinkach” i segmentach.

Czytaj więcej

Rozmowy USA-Iran w Szwajcarii odwołane

Korekta przy urnach

Te nastroje, zdaniem rozmówcy, przełożą się na wybory połówkowe, które uważa za jeden z najlepszych pomysłów amerykańskiej konstytucji – mechanizm korekty pozwalający ograniczyć władzę po dwóch latach. Spodziewa się rozczarowania wyborców. Jako sygnał przywołuje to, że tylko 16 proc. społeczeństwa zaakceptowało hucznie obchodzone 80. urodziny prezydenta, oraz fakt, że nie udało się powiększyć terytorium USA na 250. rocznicę – co, jak mówi, było marzeniem Trumpa.

Pytany o problemy, przed którymi stoi Ameryka, Malarecki wymienia na pierwszym miejscu pauperyzację dużej części społeczeństwa – biedę głębszą niż w Polsce, ludzi mieszkających latami w autobusach i tekturowych pudłach. Drugą kwestią jest imigracja: przyznaje Trumpowi, że problem masowej nielegalnej migracji się skończył, ale dodaje, że Ameryka bez imigrantów nie funkcjonuje dobrze gospodarczo, a wpływ migracji na ekonomię jest większy niż wojny w Iranie.

Trzeci dramat to narkotyki, zwłaszcza fentanyl. Tu, zdaniem rozmówcy, administracja Trumpa niewiele zmieniła – walka z używaniem to „rather” zadanie samorządów niż władzy federalnej, a na narkotykach potwornie się zarabia. Malarecki łączy to z diagnozą kulturową: w świecie bez ustalonych wartości, w zderzeniu kultury obrazu z kulturą Gutenberga, narkotyki stają się „pomocne” dla ludzi mających problem z tożsamością.

Czytaj więcej

Rysa w relacjach USA–Izrael. Donald Trump publicznie krytykuje działania Beniamina Netanjahu

Kto po Trumpie?

Na koniec Malarecki typuje, że kolejnym prezydentem będzie demokrata – zastrzegając, że to może być myślenie życzeniowe. J.D. Vance'a uważa za całkowicie przykrytego cieniem Trumpa, bez wpływu pozwalającego odbierać go jako lidera. Wśród demokratów wskazuje gubernatora Kalifornii jako najpoważniejszego kandydata: dobrego administratora, odważnego, choć z rysą na wiarygodności po tym, jak w czasie pandemii sam złamał wprowadzone przez siebie obostrzenia. Jego atutem, zdaniem rozmówcy, jest też płeć – twierdzi, że w Ameryce szowinizm jest większym problemem niż rasizm, a Trump dwukrotnie wygrał z kobietami.

Rozmowę zamyka obraz prezydenta, który niezależnie od ocen przejdzie do historii – i o którym, jak mówi, Malarecki, „nie znam drugiej osoby na świecie, o której by tyle mówiono”.

Zachęcamy również do wysłuchania i obejrzenia innych odcinków podcastu: