Za znęcanie się nad zwierzęciem sportowiec chce się dobrowolnie poddać karze. Obiecuje zapłacić kilkuset złotową grzywnę.

– Materiały w tej sprawie przekazaliśmy już do prokuratury, która zakończy to postępowanie. Prawdopodobnie jeszcze w tym roku – mówi „ Rzeczpospolitej" Andrzej Baranowski, rzecznik podlaskiej policji.

Komenda w Augustowie na polecenie miejscowej prokuratury prowadziła dochodzenie w sprawie znęcania się nad porzuconą na pełnym słońcu ciężarną suką Sarą.

Zwierzę do bramy schroniska w Sonieczkowie koło Augustowa, przywiązał w sierpniu znany ultramaratończyk Piotr Kuryło. Na dworze panował wtedy blisko 40-stopniowy upał.

Po kilkudziesięciu minutach Kuryło wrócił do ciężarnej suki i zostawił jej miskę wody. Całe zdarzenie zarejestrowała kamera monitoringu. Dzięki czemu szybko rozpoznano mężczyznę, który porzucił ciężarną sukę.

Biegacz tłumaczył, że wybierał się do Aten i nie miał z kim zostawić psa. – Przecież, gdy kobieta zostawi dziecko w okienku życia, to nikt nie ma do niej pretensji. Dla mnie takim okienkiem było właśnie schronisko – mówił.

Jednak jego zachowanie oburzyło internautów, którzy nie przyjmowali tego tłumaczenia.

- Brak słów. Nie wiem co ten facet ma w głowie. Zostawił psa na pastwę losu i pobiegł do Aten! Bogowie Greccy zajmijcie się nim odpowiednio! – pisał jeden z internautów.

Inny dodawał: - Suka szczenna. 40 stopniowy upał, to bestia, nie człowiek. Kolejny pisał : - Życzę temu Panu aby na którymś zakręcie, w największy upał, zabrakło mu wody. Oby nikt nie podał mu ani łyka. Niech padnie gdzieś przy drodze.

Początkowo Kuryło bagatelizował całą sprawę. Na swoim profilu na Facebooku napisał: - Przyznaje się do tego co zrobiłem i proszę o najwyższy wymiar kary, chętnie popracuje społecznie w miejscu publicznym, gdzie ludzie bez problemu będą mogli mi napluć w twarz!.

Potem zmienił ton. "Przeczytałem wszystkie komentarze i teraz już wszystko rozumiem. Naprawdę cieszy mnie ten lincz, bo to tak zwane zjawisko tłumu, tak było z Jezusem. Jeden krzyknął na krzyż, a tłum bezmyślnie zrobił swoje" – napisał na swoim profilu na Facebooku.

Później próbował nawet odzyskać psa, ale nie udało mu się. Dyrekcja schroniska w Sonieczkowie koło Augustowa o całej sprawie powiadomiła prokuraturę.

Ultramaratończyk usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzęciem. Przyznał się do winy i chce zapłacić grzywnę. – Będzie mnie to kosztowało znacznie więcej niż jeden pies. To będzie cena kilku psów – mówił dziś na antenie TVN 24 Kuryło.

Ujawnił, że z powodu tej sprawy odwróciła się od niego rodzina, sponsorzy i środowisko biegaczy. – Żona się ze mną rozwiodła. Nie mam rodziny. Dlatego wyemigrowałem i do Polski już raczej nie wrócę – zapowiedział biegacz.

Przyznał, że jest w Wielkiej Brytanii, gdzie pracuje na budowie. Suka Sara porzucona przez biegacza wciąż przebywa w schronisku, gdzie czeka na adopcję.