Mieszkańcy zalanych w poniedziałek podbocheńskich wsi Cikowice i Proszówki są przekonani, że ucierpieli z powodu zwiększonego spustu wody ze zbiornika w Dobczycach. Mają żal, że służby małopolskiego wojewody nie ostrzegły ich na czas.
– Na pewno tak tego nie zostawimy – mówi Jerzy Lysy, wójt gminy Bochnia. – Nie wiedzielibyśmy nic o nadchodzącej wodzie, gdyby nie telefony od sąsiadów. Dlatego przygotowuję wystąpienie do prokuratury.
[wyimek]Wojewoda małopolski wszczął wewnętrzne dochodzenie[/wyimek]
A do wójta dzwoniono w poniedziałek rano z Siedlca, położonego blisko zbiornika dobczyckiego, z informacją, że teren jest zalewany. Zanim ta wieść dotarła do Proszówek i Cikowic, wsie były już pod wodą.
– Kiedy zadzwonił wójt, zaczęłam pukać od drzwi do drzwi. Ale ludzie nie mogli już za wiele uratować. Jeszcze z pół godziny i byśmy się potopili w łóżkach – opowiada „Rz” sołtys Cikowic Krystyna Pałkowska.
Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego w Bochni do niedzieli, 16 maja, wieczorem nie dostało informacji z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie ani z innego miejsca o zwiększonym zrzucie wody przez zaporę w Dobczycach.
Jerzy Grela, dyrektor krakowskiego RZGW, wysłał w piątek, 14 maja, faks do Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. Tyle że była w nim mowa tylko o odpływie wody z Dobczyc do 50 m sześciennych na sekundę. To bezpieczne wartości.
– Faks został wysłany przez dyrektora na ogólny numer sekretariatu, a nie do Centrum Zarządzania Kryzysowego, gdzie powinien trafić – tłumaczy Joanna Sieradzka, rzeczniczka wojewody małopolskiego Stanisława Kracika. – Dopiero w poniedziałek rano dowiedzieliśmy się o zwiększeniu zrzutu do 500 m sześc. na sekundę. O 7.47 – dodatkowo o zrzucie
600 m. sześc. To wtedy przekazano informację m.in. do Bochni i Brzeska. Tyle że Cikowice i Proszówki były już zalane.
Wojewoda Kracik obiecuje dokładnie zbadać przepływ informacji. – Już rozpoczęliśmy wewnętrzne dochodzenie – zapewnia. – Będziemy wyciągać konsekwencje. Łącznie z wnioskami personalnymi, jeśli będą podstawy. Decyzje zapadną, gdy tylko zakończymy akcję ratunkową.
– Cieszę się, że sprawą zajmie się prokuratura, bo wszyscy się dowiedzą, jak to było – zapewnia Jerzy Grela. – Ten faks z piątku nie miał znaczenia. A zrzuty wody z Dobczyc nie zatopiły Proszówek ani Cikowic. Kiedy spuszczamy wodę ze zbiornika, ta dociera do Proszówek dopiero po jakichś dziewięciu godzinach, bo to 40 km. Kiedy w poniedziałek rano zaczęliśmy zrzuty, te wsie były już podtopione. Zalały ich dopływy Raby – Stradomka i Krzyworzeka.
Mieszkańcy podbocheńskich miejscowości nie wierzą jednak, że woda z Dobczyc nie miała z ich problemami nic wspólnego. Czekają na prokuratorskie śledztwo.
[ramka][b][link=http://blog.rp.pl/goracytemat/2010/05/24/czy-nie-uprzedzili-mieszkancow-o-tym-ze-zaleje-ich-wsie/]Skomentuj ten artykuł[/link][/b][/ramka]