– Na podstawie art. 441 § 1 k.p.k. sąd postanowił przekazać Sądowi Najwyższemu do rozstrzygnięcia zagadnienie prawne wymagające zasadniczej wykładni ustawy – to klasyczna formuła, której polscy sędziowie używają, kierując pytania prawne w sprawach karnych. Podobne sformułowania występują też w procedurze cywilnej.

Zagadnienie prawne w Sądzie Najwyższym. Sądy coraz rzadziej pytają o interpretację prawa

Przepisy umożliwią bowiem sądom w określonych warunkach formułowanie zagadnień prawnych, na które odpowiedzi udzielić ma Sąd Najwyższy. Dochodzi do tego wtedy, kiedy przy rozstrzyganiu apelacji powstanie zagadnienie budzące poważne wątpliwości interpretacyjne i wymagające zasadniczej wykładni ustawy. Oznacza to, że sąd nie może pytać SN o cokolwiek i traktować tej instytucji jak poradę prawną w danej sprawie.

Czytaj więcej

Orzekanie w SN i praca dla rządu Tuska. Sąd z Zamościa pyta o niezależność sędziego

Trafiające do SN zagadnienia co do zasady dotyczą niebagatelnych kwestii jak: obsada sądów, prawa pracowników, podział majątku, import towarów czy kredyty frankowe. Od odpowiedzi na te pytania zależy potem linia orzecznicza i los tysięcy konkretnych spraw w sądach.

Jak się okazuje, do Sądu Najwyższego trafia jednak coraz mniej zagadnień prawnych i to w każdej z Izb. W 2025 r. w sądzie tym zarejestrowano 75 zagadnień, podczas gdy w 2015 r. było ich 173. Oznacza to, że w ostatniej dekadzie liczba pytań prawnych do SN spadła o blisko 57 proc. i to z uwzględnieniem ubiegłorocznego wpływu do Izby Kontroli i Spraw Publicznych, która 10 lat temu jeszcze nie funkcjonowała.

Drastyczne spadki widoczne są w każdej z Izb. Do Izby Cywilnej w ubiegłym roku trafiło 60 proc. mniej pytań prawnych niż przed dekadą, w Izbie Karnej jest ich o 66 proc. mniej, a w Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych o 57 proc. mniej.

Trend ten nie dotyczy tylko ubiegłego roku. W 2024 r. liczba zagadnień prawnych była o 54 proc. mniejsza niż w 2014 r., a w 2023 r. było o 50 proc. mniej niż w 2013 r. Największe spadki w ujęciu dziesięcioletnim odnotowała Izba Karna. Tam w 2023 r. wpłynęło jedynie 9 zagadnień prawnych, o 70 proc. mniej niż dekadę wcześniej. Tendencja ta utrzymuje się też w 2026 r. Widać to wyraźnie chociażby w Izbie Cywilnej, do której do września wpłynęło zaledwie 35 zagadnień prawnych. W 2016 r. trafiło ich tam 118.

Coraz mniej zagadnień prawnych. Powodem konflikt między sędziami i upadek prestiżu Sądu Najwyższego

Spadek wpływu zagadnień prawnych do SN zauważa także sędzia Michał Laskowski, były prezes Izby Karnej. – Oczywiście to nie jest tak, że sądy nagle przestały mieć wątpliwości interpretacyjne. Zmienia się przecież dynamicznie rzeczywistość i przepisy. Przyczyną tego zjawiska jest prawdopodobnie to, że autorytet Sądu Najwyższego nie jest już najwyższy. Sądy tracą po prostu zaufanie do Sądu Najwyższego. Mamy podział, konflikt, mamy neosędziów, a to skutkuje utratą zaufania i autorytetu – komentuje sędzia Laskowski.

Zwraca przy tym uwagę, że część tzw. starych sędziów nie zadaje pytań prawnych powiększonemu składowi SN lub całej Izbie, do czego są uprawnieni. – Składy starych sędziów nie zadają pytań powiększonym składom, bo nie wiemy, kto będzie udzielał odpowiedzi na pytanie. Być może sądy powszechne mają podobne wątpliwości, a być może już zupełnie straciły wiarę w Sąd Najwyższy, tak jak w Trybunał Konstytucyjny, do którego już nie zwracają się z pytaniami – dodaje Laskowski.

Według niego obserwowana dużo mniejsza liczba zagadnień prawnych może prowadzić do niejednolitości orzecznictwa. – Pytanie prawne ma być narzędziem, które rozstrzyga wątpliwości i rozbieżne orzecznictwo sądów w podobnych sprawach. Niejednolitość jest bowiem zjawiskiem bardzo niekorzystnym dla wymiaru sprawiedliwości. W założeniu miało być tak, że najtrudniejsze przypadki i największe wątpliwości rozstrzygają składy najlepiej kwalifikowanych sędziów, zarówno praktyków, jak i teoretyków. To miało prowadzić do najwyższej jakości odpowiedzi na zagadnienia. W głos Sądu Najwyższego sędziowie się wsłuchiwali i stosowali te wskazówki w praktyce – mówi Laskowski.

Czytaj więcej

I Prezes SN pyta pełny skład SN o status neosędziów

Przyznaje przy tym, że im mniej zagadnień prawnych, tym mniej zasad prawnych. Chodzi o uchwały, które wydaje powiększony skład siedmiu sędziów SN albo pełny skład izby, którym nadana może zostać moc zasady prawnej. Oznacza to, że wiąże ona inne składy SN, które muszą ją uwzględniać w swoich orzeczeniach. – Od lat nie ma już uchwał całej izby. Nikt o to nie wnosi, ponieważ tzw. starzy i tzw. nowi sędziowie nie orzekają w tych samych składach i trudno nam sobie wyobrazić, że wszyscy sędziowie usiądą teraz razem i będą deliberować nad czymś, skoro wspólnie nie orzekamy. To jest problem o charakterze ustrojowym – wskazuje sędzia Laskowski.

W tej sytuacji – zdaniem sędziego – sądy powszechne powinny samodzielnie rozstrzygać wątpliwości interpretacyjne.

Sędzia Aleksander Stępkowski: Sąd Najwyższy od 2020 r. generuje „istotne rozbieżności”

Problem dostrzega też sędzia Aleksander Stępkowski z Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, który podkreśla, że kierowanie zagadnień prawnych służy zapewnieniu jednolitości orzecznictwa. – Skoro jednak Sąd Najwyższy od 2020 r. generuje „istotne rozbieżności”, by nie powiedzieć, chaos prawny, to nie może dziwić spadek zainteresowania sądów powszechnych jego ujednolicającym orzecznictwem – komentuje Stępkowski.

Jak zauważa, ponad 30 proc. sędziów orzekających w sądach powszechnych zostało powołanych na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa działającej na podstawie przepisów obowiązujących od 2018 r.

– Istotna liczba sędziów SN, a przez długi czas większość, odmawia im prawa do orzekania. Dotyczy to zwłaszcza sądów karnych, którym z tego tylko powodu w Izbie Karnej uchyla się istotną część wyroków oraz odmawia się odpowiedzi na zagadnienia prawne. Ubolewam nad tym faktem, lecz nie dziwię się sędziom, którzy w tej sytuacji przedkładają prawo stron do uzyskania rozstrzygnięcia w sensownym czasie, nad troskę o jednolitość orzecznictwa, skoro powołani w tym celu do SN sędziowie wolą obrażeni trwać w piaskownicy sędziowskiego rokoszu – konkluduje sędzia Stępkowski.

Opinia dla "Rzeczpospolitej"
Joanna Misztal-Konecka, prezes Izby Cywilnej Sądu Najwyższego

Rzeczywiście można obserwować zmniejszanie się liczby zagadnień prawnych przedstawianych SN, choć gdy w życie weszła budząca szereg wątpliwości nowelizacja procedury cywilnej liczba ta znacząco wzrosła. W sprawach cywilnych w ostatnich latach sądy zaangażowane były w nieproporcjonalnie dużym zakresie w rozstrzyganie tzw. spraw frankowych. Rodziły one dużo istotnych zagadnień prawnych, których SN przed 2021 r. nie procedował, przez co zagadnienia te były częściej kierowane do TSUE niż do SN. Do pewnego stopnia jest to uzasadnione. Z pewnością sądy powszechne mogła zniechęcać też postawa tych sędziów Izby Cywilnej, którzy w 2021 r. postanowili zablokować rozstrzygnięcie najistotniejszych zagadnień dotyczących kredytów frankowych, wystosowując do TSUE pytanie o prawidłowość powołania innych sędziów. TSUE uznał je za niedopuszczalne, jednak długo oczekiwane przez sądy powszechne rozstrzygnięcie SN odwleczono o kilka lat, pozostawiając sądy powszechne samym sobie. Nie dodało to Sądowi Najwyższego ani wiarygodności ani prestiżu. Wreszcie pewną rolę w zmniejszeniu liczby pytań może mieć również dająca się zaobserwować wśród „starych” sędziów tendencja do odmawiania odpowiedzi w sytuacji, gdy uważają oni członków składu pytającego za nieprawidłowo powołanych.