W zabawne ubranka rowery odziała Agata Olek, artystka urodzona w Polsce, która na co dzień mieszka w Nowym Jorku. – Moje prace ożywiają miejską przestrzeń. Każdy może w nich znaleźć własną, dowolną interpretację – tłumaczy.
Byk z Wall Street
Jej prace stanęły na placu Zamkowym i przed Rotundą. I od razu wzbudziły ogromne zainteresowanie. – Przechodnie podchodzą do rowerów, dyskutują. Robią sobie zdjęcia. Zawsze bardzo mnie cieszą takie reakcje – podkreśla Agata Olek.
Artystka jest przedstawicielką yarn bombingu. Obszywa znajdujące się w przestrzeni miejskiej elementy małej architektury. W Stanach Zjednoczonych zrobiło się o niej głośno, gdy w kolorowe ubranko odziała szarżującego byka stojącego na Wall Street w Nowym Jorku. W czerwcu ma w planach obszycie koparki w Utica w USA.
Jej prace oprócz Warszawy można także oglądać w Katowicach. – Dużo podróżuję i zawsze zostawiam po sobie ślad w postaci moich projektów – wyjaśnia Agata Olek.
Kasa dla artystów
Czym artyści zaskoczą nas w tym roku na ulicach?
To okaże się już w przyszłym tygodniu, gdy ratusz przyzna dotacje na działania artystyczne w przestrzeni miejskiej. – Napłynęło do nas ponad sto zgłoszeń. Do podziału mamy 1 mln zł – mówi Marta Trakul z biura prasowego miasta.
W ubiegłym roku dzięki dofinansowaniu z ratusza powstała m.in. „Ściana ciepła" Izabeli Żółcińskiej. Artystka zamontowała na fasadzie zabytkowej kamienicy przy ul. Hożej 42 instalację żarzącą się ciepłym, czerwonym światłem i wyglądającą jak sieć naczyń krwionośnych.
Dotację otrzymał też Paweł Althamer, który razem z mieszkańcami bloku przy ul. Krasnobrodzkiej 13 odnowił jedną z klatek, tak by przypominała wnętrze z filmów science fiction.
Artysta Krzysztof Wodiczko na fasadach m.in. Politechniki Warszawskiej i Biblioteki Narodowej wyświetlał teksty mówiące o problemach weteranów wojennych. Projektor zamontował w pojeździe wojskowym.
Daleko za Europą
Jak podkreśla Joanna Erbel, animatorka kultury, sztuka coraz częściej jest obecna na stołecznych ulicach.
– Jeszcze trzy lata temu artystów pokazujących swoje prace w przestrzeni miejskiej można było policzyć na palcach jednej ręki. Teraz wszystko się zmieniło. Urzędnicy zrozumieli, że w sztukę opłaca się inwestować – uważa.
Jak jednak przyznaje, daleko nam do innych europejskich stolic. – W Berlinie sztuka na ulicach jest wszechobecna. Ludzie się do niej przyzwyczaili. Dla nas to cały czas coś nowego.