Reklama

Szułdrzyński: Morawiecki woli przeprosić

W przeciwieństwie do prezesa PiS premier szybko zamknął sprawę i przeprosił za nieprzestrzeganie wskazań sanitarnych podczas wizyty w restauracji.

Aktualizacja: 25.05.2020 21:59 Publikacja: 25.05.2020 19:20

Mateusz Morawiecki

Mateusz Morawiecki

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Rzecznik rządu Piotr Müller w poniedziałek przeprosił w imieniu premiera za sytuację, do której doszło kilka dni temu na Śląsku. Mateusz Morawiecki siadł przy restauracyjnym stoliku, nie zachowując stosownego dystansu, a później tłumaczył, że ten dystans to tylko zalecenie, a nie twardy przepis. Minister Müller przyznał, że premier został wprowadzony w błąd. Oczywiście można by się zżymać, że to dość dziwne tłumaczenie. Widać jednak, że premier szybko zareagował na kryzysową sytuację. Złamał zalecenia, zrozumiał, że popełnił błąd, postanowił więc ustami swego rzecznika przeprosić. Umiejętność przyznania się do błędu jest w polityce rzadką cechą, dlatego warto ją docenić. Tym bardziej że przedstawiciele PiS bardzo często przeprosiny uważają za przejaw słabości.

Na czym polegał błąd Morawieckiego? Na tym, że zignorował przepisy, które obowiązują restauratorów i klientów, i zachował się tak, jakby władza była ponad prawem. Nawet minister zdrowia stwierdził, że premier i inni goście w odwiedzanym lokalu powinni siedzieć dalej od siebie. Morawiecki zareagował szybko, by nie przyczynić się do twierdzenia, że w państwie PiS są równi i równiejsi.

Zapewne premier wyciągnął wnioski z wydarzeń 10 kwietnia. Główny zarzut wobec Jarosława Kaczyńskiego polegał właśnie na tym, że odwiedził grób matki przy okazji uroczystości upamiętnienia katastrofy smoleńskiej, choć policja w całym kraju apelowała, by nie odwiedzać cmentarzy, i groziła mandatami za wychodzenie z domu w sytuacjach, które nie wiązały się z egzystencjalną koniecznością. Stąd powstało wrażenie, że wobec restrykcji są równi i równiejsi. Jednym z przykładów społecznego oburzenia była piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój".

Wtedy jednak PiS przyjął zupełnie inną taktykę. Politycy partii rządzącej bronili prezesa, twierdząc, że żadnych przepisów nie złamano, a krytykowanie Jarosława Kaczyńskiego za wizytę na cmentarzu 10 kwietnia jest barbarzyństwem. Obywatele byli odmiennego zdania. Co ciekawe, gdyby wtedy ktoś z PiS w imieniu prezesa przeprosił, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Przede wszystkim tematu nie byłoby tak długo w mediach. Nie byłoby też piosenki Kazika. A gdyby Kazik nie nagrał piosenki, nie wygrałaby ona trójkowej Listy Przebojów i nie doszłoby do próby ocenzurowania utworu. Nie zyskałby on tak ogromnego rozgłosu, a w efekcie nie doszłoby do kryzysu politycznego i wizerunkowego obozu dobrej zmiany.

Reklama
Reklama

Gdyby prezes przyznał się do błędu, gdyby potrafił jak premier przeprosić, PiS nie musiałby płacić politycznej ceny za obecne zamieszanie. Ale być może wtedy Jarosław Kaczyński nie byłby Jarosławem Kaczyńskim.

Publicystyka
Marek A. Cichocki: Niemcy w sprawie Grenlandii rozgrywają własne interesy kosztem Polski
Publicystyka
Port Haller, czyli czego Jarosław Kaczyński nie wie o Królewcu, portach i Polsce
Publicystyka
Janusz Lewandowski: Nowy rozdział dziejów polskiej głupoty
Publicystyka
Piotr Madajczyk: Wysiedlenia znów rozpalają emocje. Niemiecko-polski powrót do przeszłości
Publicystyka
Jan Zielonka: Z kim trzyma Donald Trump? Czy jest w cichym sojuszu z Rosją Putina?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama