Prezes Paweł Kowal mówił w Opolu:

Chcemy pokazać jeszcze raz, że produkowanie billboardów i spotów za publiczne pieniądze (...) jest naruszeniem takich rzetelnych zasad gry na rynku politycznym. Apeluję panie premierze, to jest dobra decyzja, niech działacze lokalni też nie wykorzystują środków publicznych na ich bezsensowne wydawanie.

Paweł Poncyljusz stwierdził:

Cieszymy się, że Donald Tusk już nie chce być na billboardach, ale nie mamy przekonania, że cała PO nie pojawi się na billboardach w całym kraju. Często finansowane są de facto przez budżet państwa, a więc przez podatników.

Poncyljusz nazwał koszyk wypełniony produktami spożywczymi "koszykiem Kaczyńskiego" i przekonywał:

Jeden taki billboard to 40 koszyków Jarosława Kaczyńskiego. (...) To 40 koszyków dla 40 rodzin, na kilka dni ich funkcjonowania. (...) Czy to obiady, czy "koszyk Jarka" - to rzeczy, na które lepiej wydać pieniądze niż na billboardy.

Wiceszefowa klubu PJN Elżbieta Jakubiak również apelowała:

Nie budujmy teflonowo-billboardowej polityki. (...) Mówimy stop billboardom za pieniądze publiczne. Taki billboard kosztuje mniej więcej 1430 zł, to jest uśredniona kwota. SLD postulowało zawsze bezpłatne obiady dla dzieci, więc za 1430 zł można kupić roczny obiad dla każdego dziecka.

Poruszająca serce akcja polityków PJN nie przekona raczej polityków innych partii, żeby zrezygnowali z promocji. Próbować jednak zawsze warto, a że przy okazji promuje się własną partię? Tym lepiej dla partii.