Przypomnijmy – szef PO w sierpniu zaapelował do Jarosława Kaczyńskiego, aby obaj wzięli udział w debacie przedwyborczej. Kaczyński w ostatnią sobotę odpowiedział i zaproponował serię debat „na neutralnym gruncie” pod warunkiem "zwinięcia przez premiera białej flagi". PiS miał wystawić takich specjalistów jak Janusz Wojciechowski, Zyta Gilowska, Ludwik Dorn czy Witold Waszczykowski. Wczoraj premier odpowiedział:

Z zadowoleniem przyjmuję pozytywną reakcję PiS na naszą propozycję przeprowadzenia merytorycznych debat.

Jednocześnie wyrażam zdziwienie brakiem reakcji w Pańskim liście na moje dwukrotne zaproszenie do odbycia naszej bezpośredniej debaty.

Tomasz Poręba, szef sztabu PiS, zapowiada:

Podejmiemy próbę kontaktu ze sztabem Platformy, aby uszczegółowić plan debat eksperckich.

Czy premier uważa, że jest specjalistą we wszystkich dziedzinach związanych z funkcjonowaniem państwa? Że jest w stanie rzeczowo i fachowo dyskutować na temat gospodarki, rolnictwa, wojska, spraw zagranicznych czy słuzby zdrowia? A może liczy, że znowu uda mu się "kupić" widzów populistycznymi zagraniami w stylu pytań o cenę ziemniaków? Oj, coś nam się wydaje, że tym razem Donald Tusk o ceny pytać raczej nie będzie.