Dorn nie jest zaskoczony wykluczeniem z PiS członków klubu „Solidarnej Polski”.

Nieszczególnie mnie zaskoczyła ta decyzja. Jest tutaj różnica, jeśli chodzi o tempo działań. W sprawach wewnętrznych PiS ja się nie wypowiadam.

Zapytany, czy powtórzyłby swoje słowa o sposobie zarządzania w PiS, które „przypomina sułtanat”, odpowiada:

Niczego nie odwołuję, niczego nie będę powtarzał. Zadałem sobie pytanie, co jest dla Polski większym problemem, czy to, że w Polsce rządzi PO, czy to, że pewne rzeczy w PiS mi się nie podobają. Większym problemem są rządy PO. PiS jest najsilniejszą opozycją, w związku z tym po co powtarzać pewne rzeczy, nawet jeśli jest się przekonanym o ich słuszności? Od tego PiS się nie zmieni, a powoduje to różne napięcia.

Dlaczego nie wraca do PiS?

Pewne mechanizmy wewnętrzne w partii są nie do zaakceptowania. Uznałem, że lepiej być politykiem sprzymierzonym z PiS.

Na temat zamieszek w Warszawie:

Należy się zastanowić nad jedną zmianą w prawie o zgromadzeniach, dotyczącą maskowania się. Taki zakaz nie może być bezwzględny, wyobraźmy sobie np. paradę przebierańców. W tym, co się stało 11 listopada, widzę tchórzostwo, niekompetencję i indolencję władz publicznych, przede wszystkim pani prezydent Warszawy.

Dorn twierdzi, że wydarzeniami z 11 listopada powinna się zająć podkomisja w komisji MSWiA:

Należy sprawdzić m.in. jak wyglądały korespondencja, narady, sugestie policji pod adresem prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, zanim przyjęła zgłoszenie tej kontrmanifestacji.

Poseł Dorn wypowiadał się w sprawach PiS bardzo tajemniczo, najpewniej nie chce podgrzewać i tak już bardzo gorącej atmosfery. W końcu wciąż jest przyjacielem ludu pisowskiego.