W rozmowie z polskatimes.pl Zalewski zauważa:
O ile politycy mogą podejmować decyzję o tym, żeby nie przyjeżdżać na Ukrainę, to decyzja o tym, by przenieść Euro, jest nie do zrealizowania.
Były przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych (najpierw z ramienia PiS i po przejściu do Platformy, choć w tej kadencji musiał ustąpić Grzegorzowi Schetynie) twierdzi, że oświadczenie prezesa PiS:
To rzeczywiście jest wolta. Do tej pory PiS zawsze wspierał politykę wciągania Ukrainy i Ukraińców do Unii Europejskiej, a taką politykę prowadzili rząd i prezydent. Wspólne mistrzostwa Europy były przecież mocno promowane przez Jarosława Kaczyńskiego w czasach, kiedy sprawował urząd premiera. Obok głównego, sportowego znaczenia miały także charakter polityczny, gdyż pokazywały jedność Warszawy i Kijowa w drodze Ukrainy na Zachód. Taka była również polityka śp. Lecha Kaczyńskiego. Teraz Jarosław Kaczyński jednym ruchem to wszystko przekreślił.
I dodaje:
To posunięcie oparte było na kalkulacji, zarówno krajowej, jak i międzynarodowej. Z jednej strony, rząd Polski będzie czuł presję ze strony przywódców europejskich, z drugiej - wzmocni się nacisk w kraju. To się jednak nie udało i nie uda. Polacy nie chcą upolitycznienia tych mistrzostw. Jest to trzecia pod względem rangi impreza sportowa na świecie ogniskująca ogromne zainteresowanie. Dla nas jest to wielkie święto i nie damy go sobie odebrać.
Z kolei Zbigniew Kuźmiuk - dawniej PSL a dziś PiS - w salonie24.pl piesze:
Natychmiast po opublikowaniu tego oświadczenia ruszyło polowanie z nagonką. Odezwał się dawno niesłyszany premier Tusk, który używając terminologii piłkarskiej mówił o golu samobójczym i o tym, że on swoimi działaniami jeszcze tą straconą bramkę odrobi.
Doradcy prezydenta Komorowskiego także nie pozostawali w tyle, mówili o ciosie w polskie święto, zaprzepaszczeniu starań, wysiłku i pieniędzy jakie włożyła w przygotowania Polska i oczywiście o nieodpowiedzialności Kaczyńskiego.
Zdaniem posła to prezydent i premier są nieskuteczni:
Obydwaj oczywiście tłumaczą, że do tej pory przy każdej okazji rozmowy z prezydentem Janukowiczem i premierem Azarowem, stawiali sprawę Tymoszenko, naciskali na przywódców Ukrainy ale jak widać bez specjalnego rezultatu a ostatnie pobicie byłej premier Ukrainy przez strażników, świadczy wręcz o tym, że ta polityka miękkiego nacisku poniosła kompletne fiasko.