Podczas konferencji prasowej Aleksander Grad powiedział:

W ciągu najbliższych kilku dni poinformuję, czym się będę zajmował. Mogę powiedzieć tylko tyle, że tych zadań, które chcę realizować, nie można pogodzić - i od strony prawnej i od strony fizycznej - z wykonywaniem mandatu posła. Stąd moja decyzja, aby ten mandat wygasić

Zaznaczył jedynie, że:

Ustawa nakłada obowiązek do wystąpienia do specjalnej komisji przy premierze, która wydaje zgodę na objęcie określonych obowiązków.

Z danych PKW wynika, że mandat po Gradzie obejmie Elżbieta Achinger. Z nieoficjalnych informacji wynika, że były minister skarbu zajmie się budową pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Co blogger "grzechg" komentuje w salon24.pl:

Oj będzie się działo. Niewykluczone, że pierwszą polską elektrownię atomową zbuduje konsorcjum Wytwórni Spinaczy z Budalewi. Nie wiem, czy to konsorcjum istnieje, tak jak minister Skarbu Państwa RP nie wiedział, czy Katar chce naszych stoczni, czy nie chce.

Takie informacje, jak ta o Gradzie przechodzą luzem, jak dziś kibice do „fanzony” w Warszawie. Kogo obchodzi, że Aleksander był tak wielki, że położył na łopatki równie wielki, polski przemysł stoczniowy. Obiecanki, negocjacje i nagle łup! Nie ma stoczni, bo nie można było tego uratować, tłumaczył nie tylko Grad, ale cały rząd.

I podkreśla:

Na miejscu likwidujących podobno atomowy potencjał energetyczny Niemców, krytykujących, a jakże, nasze plany atomowe, spałbym teraz spokojnie. To kolejny, genialny ruch premiera Tuska. Przecież, z góry, wiadomo, że były minister Grad nie zbuduje nawet wytwórni makaronu dwujajecznego. 

Po czym konkluduje:

Spoglądając na ruch premiera i Grada bardziej poważnie, jest to klasyczny przykład tego, że każdego, kto położy jakąś gałąź polskiego przemysłu, czeka nagroda położenia czegoś innego. Kładziesz stocznie, idziesz w atom.