Marcin Kacprzak w salonie24.pl pisze:
Opisywanie polskiej polityki nie ma sensu. (…) Bo co my opisujemy? Polską politykę? Nie. My opisujemy jej wierzchnią warstwę. Bardzo płytką warstewkę tego co wypływa z telewizora i z internetu.
I zauważa:
Polska polityka doszła do takiego stopnia degeneracji, że wszelkie próby jej logicznego analizowania muszą skończyć się ciężkim fiaskiem. No bo ile jeszcze można napisać tekstów o tym, że Kaczyński znów coś tam powiedział albo że Niesiołowski znów zachował się jak świnia? Pewnie, możliwości kreatywne ludzkiej istoty są duże, a media przecież dostarczają dzień w dzień ogromną ilość paliwa do tej naszej pisaniny.
Kacprzak kontynuuje:
Dla polityków to nasze zniechęcenie z jednej strony, albo uparte dalsze opisywanie tego falsyfikatu widocznego w mediach z drugiej, jest na rękę. Bowiem czy tak czy siak to i tak nasze strzały do nich nie dolatują. Oni czują się bezpiecznie, bo my nie mamy sił ani środków, aby zajrzeć temu potworowi pod maskę. A tam tak naprawdę dzieją się rzeczy ważne i dla nas kluczowe.
Bo owszem, mogę sto razy zapytać na swoim blogu czemu Pawlak podpisał tak niekorzystną umowę gazową. Tak, ale Pawlak może sto razy zbyć mnie wyniosłym milczeniem i ja będę musiał się z tym faktem pogodzić. Ze spuszczoną głową będę musiał się wówczas zająć tym, co mi wolno – czyli np. pisaniem kolejnego tekstu o tym jak to Tusk źle rządzi i mi się to nie podoba.
Kacprzak konkluduje:
Wydaje mi się, że powinno nastąpić jakieś przewartościowanie polskiego politycznego blogowania. Mówię za siebie oczywiście, ale wydaje mi się że w tej chwili przypominamy stado owiec zaganianych z kilku stron przez psy w kierunku dowolnie przez nich wybranym. Jak to przewartościowanie miałoby wyglądać? Nie wiem. Skąd mam wiedzieć. Myślę jednak, że powinniśmy na początek sobie to wszystko wyraźnie uświadomić, a to jak wiadomo jest zawsze pierwszy, dobry krok do uzdrowienia.
Naszym zdaniem uzdrowienia wymaga przede wszystkim sama polityka.