Reklama

Mariusz Błaszczak wciąż będzie ministrem. Żółtodziób pozostaje w mundurówce

Klub PiS obronił przed odwołaniem szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka. Ale kłopotów w największym resorcie siłowym od tego nie ubyło.
Mariusz Błaszczak wciąż będzie ministrem. Żółtodziób pozostaje w mundurówce

Foto: PAP, Leszek Szymański

Najgorzej jest w policji. Błaszczak na szefa największej służby mundurowej powołał dynamicznego inspektora Zbigniewa Maja. Dobrze pasował on do ideologicznego profilu szefa policji w czasach PiS, bo karierę zaczynał nie w PRL, lecz w latach 90. Ale ideologiczna czystość nie jest gwarantem uczciwości i Maj musiał odejść po dwóch miesiącach, bo okazało się, że CBA i prokuratura badają korupcyjne doniesienia na jego temat.

To właśnie dlatego opozycja złożyła wobec Błaszczaka wniosek o wotum nieufności – pierwsze w tej kadencji. Oczywiście PiS ministra obronił, a pani premier składała rytualne zapewnienia, że ma do niego pełne zaufanie.

Na pierwszy rzut oka to rzeczywiście Błaszczak jest odpowiedzialny za nominację Maja. Ale ma rację Paweł Kukiz – członek Komisji ds. Służb Specjalnych i niezły znawca sytuacji w policji. Stwierdził w środę w Sejmie, że w MSWiA za służby mundurowe odpowiada wiceminister Jarosław Zieliński i to on powinien zapłacić za wpadkę z Majem. Rzeczywiście, Zieliński czuje się w ministerstwie jak w domu – był już wiceministrem w poprzednich rządach PiS.

Błaszczak, który jest w mundurówce żółtodziobem, właśnie Zielińskiemu powierzył misję znalezienia szefa policji. Ta kompromitacja zwiększyła dystans między ministrem i jego zastępcą, a obaj i tak za sobą nie przepadają.

Ponieważ Błaszczak się sparzył, szukanie następcy Maja idzie jak po grudzie. Policja od ponad miesiąca nie ma szefa, a za moment w Polsce odbędą się Światowe Dni Młodzieży z udziałem papieża i szczyt NATO z udziałem prezydenta Baracka Obamy.

Reklama
Reklama

Maj rządził krótko, ale dynamicznie. Przeprowadził prawdziwą czystkę personalną w komendach wojewódzkich. Części komendantów przyda się emerytura, ale Maj wycinał także dobrze ocenianych policjantów, z którymi miał porachunki.

Sprawa Maja pokazała słabość służb w rządzie PiS pod jednym jeszcze względem. Okazało się, że antypatia dwóch Mariuszów – Błaszczaka i Kamińskiego, koordynatora służb specjalnych – kładzie się cieniem na współpracy ich resortów. Gdy MSWiA Błaszczaka powoływało Maja, to podległe Kamińskiemu CBA akurat go tropiło – i nie wymieniały między sobą informacji.

Poza policją w ciągu półtora miesiąca Błaszczak wymienił wszystkich pozostałych szefów służb: BOR, Straży Pożarnej i Straży Granicznej. Na czele SG generała Dominika Tracza zastąpił oficer niskiej rangi – major Marek Łapiński, znów wedle klucza oficerów nieskażonych PRL. To odważny eksperyment, bo przed tą służbą stoją ogromne wyzwania, związane m.in. z nielegalną imigracją, ŚDM i szczytem NATO.

Pani premier stwierdziła w Sejmie, że Błaszczak to jeden z najlepszych ministrów tego resortu po 1989 roku. Sporo w tym politycznego kredytu, a Błaszczak musi się bardzo postarać, by zacząć go spłacać.

Publicystyka
Estera Flieger: Tak się robi kiełbasę
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Publicystyka
„Polski SAFE”, czyli Nawrocki próbuje zmienić ustrój bez zmiany konstytucji
Publicystyka
Marek A. Cichocki: SAFE, czyli czy Polacy w ogóle „umieją w wojnę”?
Publicystyka
Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama