A kasjer? No, cóż. Zdawkowa odpowiedź, a potem już tylko: - Dwanaście pięćdziesiąt. Dziękujemy i zapraszamy ponownie.

To w końcu dyskont, a nie mały sklepik, który od zawsze był towarzyskim centrum wymiany sąsiedzkich informacji. Był, dopóki go nie zamknęli.

Dlatego myślę, że rzeź tysięcy małych sklepów, o której pisze dziś na pierwszej stronie „Rzeczpospolita”, ma nie tylko oczywisty kontekst ekonomiczny i wpłynie nie tylko na decyzje polityków (co przepowiada w komentarzu Paweł Rożyński). Będzie też miała złe skutki społeczne.

Jest lato, więc na czołówki gazet trafiają tematy, którym w gorącym politycznym sezonie trudno byłoby się tam przebić. „Gazeta Wyborcza” serwuje dziś czytelnikom opowieść o dramacie rodziny, którą dolnośląska policja ukrywała przed gangsterami, i której znienacka kazała opuścić bezpieczne mieszkanie.

„Dziennik Gazeta Prawna” donosi na czołówce o pomyśle wiceministra zdrowia, by każde dziecko miało od urodzenia przypisanego własnego stomatologa. Zwolennicy takiego rozwiązania muszą jednak zacisnąć zęby i czekać, bo miałoby ono zacząć obowiązywać dopiero od 2018 r.

Nie udawajmy jednak, że nie wiemy, jaki temat jest teraz w kraju najważniejszy. W gazetach poczytamy więc mnóstwo o dramacie Pawła Fajdka i klęsce siatkarzy, o tym, czy powinna startować biegaczka Semenya, co to ma testosteronu tyle, co facet („Gazeta Wyborcza”) lub o niezwykłych przejściach amerykańskiej mistrzyni w gimnastyce („Rzeczpospolita”). Nocny triumf piłkarzy ręcznych nie miał już szans trafić do papierowych wydań dzisiejszych gazet, więc poranną dawkę euforii dostarczają kibicom strony internetowe. „To nie jest sen! Polacy w półfinale!” (Wirtualna Polska), „Wielki mecz Polaków, świetny Wyszomirski, genialny Bielecki!” (strona „Przeglądu Sportowego”), „To nie sen. Wielki mecz Orłów!” (Interia).

Za dużo wykrzykników? A co tam. Oby tak dalej.