Mucha przyznała, że propozycja premiera jej nie zaskoczyła:
Dużo wcześniej dowiedziałam się, że jakaś propozycja może mi być złożona. Kiedy okazało się, który to będzie resort, zaczęłam się przygotowywać - czytać w Internecie o sporcie, ale też o ministerstwie, jego strukturze, działaniu. Przestudiowałam ustawy. Ostateczna rozmowa z premierem odbyła się na dwa dni przed powołaniem. Jak tylko się zorientowałam, w jaki sposób działa ministerstwo, byłam zadowolona, że akurat ten resort dostaję pod opiekę. Będę miała dużą swobodę działania.
Minister stwierdziła, że pomimo swojej specjalizacji z ekonomiki służby zdrowia poradzi sobie z resortem sportu:
Zawsze uważałam, że ministrem edukacji nie musi być nauczyciel, a szefem MON - generał. W ministerstwie trzeba umieć zarządzać ludźmi, którzy z kolei powinni być dobrze przygotowani i znać swoje zadania. Moja nieznajomość tematyki może być nawet atutem. Patrzę na wszystko świeżym okiem, będę miała szansę pewne skostniałe sytuacje zakwestionować i ich model wymyślić na nowo. Jestem przekonana, że dam sobie radę.
Czy zdążymy na Euro 2012?
Na pewno. W minionym tygodniu przekopałam się przez stosy dokumentów dotyczących przygotowań. Są oczywiście opóźnienia i wiemy już dziś, że niektóre rzeczy się nie powiodą - chodzi np. o infrastrukturę drogową. Ale jestem przekonana, że nie wpłynie to na dobrą organizację mistrzostw.
Zapytana, czy nie obawia się być jedynie „ładną buzią” w rządzie, odpowiada:
Takie oceny pewnie się pojawią, ale puszczam je mimo uszu. A premier powiedział też, że na stanowisku ministra sportu ważne są zdolności dyplomatyczne. Dyplomacja nie oznacza dobrej aparycji. Przez najbliższe miesiące konieczne będzie wypracowanie dobrych kontaktów, również zagranicznych, od których w dużej mierze zależeć będzie powodzenie różnych przedsięwzięć związanych z Euro 2012.
Minister Mucha prawidłowo podchodzi do swojego zadania – z wielką dozą optymizmu. Bo przecież optymizm jest najważniejszy w szefowaniu resortem, prawda?