Ale Kamiński widzi światełko w tunelu:

Moim zdaniem jest dziś szansa na polepszenie polskiej sceny politycznej, dlatego, że bardzo po­woli, ale jednak schodzi z niej Kaczyński i w PO musi dojrzewać myśl o redefi­nicji partii. 

Odejście ziobrystów, jak tłumaczy, nie pozwoli PiS odbić się w stronę centrum, a Kaczyńskiemu wygrać wyborów prezydenckich:

Jarosław Kaczyński jest u progu swojego zmierzchu politycznego, nie jest już tak poważnym graczem politycznym, jakim był jeszcze do ostatnich wyborów parlamentarnych (…) Dziś w otoczeniu Kaczyńskiego, oczy­wiście dla ludzi myślących politycznie, bo nie wszyscy są do tego zdolni, jest ja­sne, że po 2015 r. nastąpi ostateczny kry­zys i to jest data kluczowa.

A jak wiadomo pogrążenie Kaczyńskiego jest kluczowe.

Czy Ziobro miał czekać na niepewne przy­wództwo do 60. roku życia? Ponadto pre­zes znajduje przyjemność w upokarzaniu ludzi, aby wypróbować ich odporność i lojalność. Zwłaszcza tych, którzy mogą wystąpić z jakimiś odmiennymi propozy­cjami, czasem mieć własne zdanie. Kurski i Ziobro takich upokorzeń przeżyli spo­ro i zapewne mieli ich już dość.

Dlatego też:

Tusk nie stoi na straconej pozycji, gdy idzie o otwarcie śluzy dla części wyborców PiS, którzy prędzej czy później zrozumieją, że głosowanie na Kaczyńskiego to marnowanie głosu.

Na tym nie koniec rewelacji europosła PJN:

Miller i Palikot na razie nie mają potrzeby dogadania się, bo mogą być tylko młodszym partnerem, doczepką do Platformy. Nie można jednak wykluczać, że za trzy lata zjednoczona le­wica będzie walczyła o zwycięstwo wy­borcze także w parlamencie.

Może u boku Janusza Palikota zaświta także Michałowi Kamińskiemu miejsce w polityce? Wszak tak zręcznie przejął od niego opluwanie Kaczyńskich.