Adam Bielan w rozmowie z portalem stefczyk.info komentuje tę sytuację:
Jestem w prawdziwym szoku i byłbym nawet gdyby historia nie dotyczyła mnie. To jest zdarzenie, a mówię to jako polityk, który przez lata zajmował się relacjami media-polityka, które nikomu się jeszcze nie przytrafiło. (...) Jedyne, co się zdarzyło to odbyta ponad rok temu rozmowa z panią Teresą Torańską do książki o tragedii smoleńskiej.
Pani Torańska poinformowała mnie, iż pisze książkę o tej katastrofie i bardzo prosiła o rozmowę. Ponieważ zależy mi na jak najszerszym propagowaniu wiedzy o 10 kwietnia 2010 roku, gdzie zginęła elita państwowa ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele, zgodziłem się. Zagwarantowano mi pełne prawo autoryzacji moich wypowiedzi, także poznania kontekstu w jakim zostaną umieszczone.
Bielan mówi o tekście, który dostał od redaktor Torańskiej:
Pani Torańska, mimo mojej niezgody, wysłała mi zapis tej rozmowy. Wtedy o mało nie dostałem zawału. Tekst ma niewiele wspólnego z naszą rozmową i w ogóle niemal nie jest poświęcony tragedii smoleńskiej. Tak zmanipulowanego wywiadu nie widziałem w życiu, choć byłem przez wiele lat rzecznikiem prasowym i wiele tekstów przechodziło przez moje ręce. (...) To jest w tym najbardziej obrzydliwe: usiłowanie, aby uderzyć w Lecha Kaczyńskiego w rocznicę jego śmierci. To dlatego zadano sobie tyle trudu.
Janina Jankowska komentuje:
Wywiady Teresy Torańskiej, kunsztowne, literackie wymagają autoryzacji. To nie jest odtworzenie realnego przebiegu rozmowy, tylko skomponowany utwór posiłkujący się "cegiełkami" czasem wyjętymi z różnych miejsc i okresów spotkań. Dla celów artystycznych. Pewne partie efektowne w czytaniu mogą mieć wymowę niezgodną z intencjami i przekonaniami rozmówcy, słowem mijać się z prawdą. Stąd konieczność autoryzacji i chwała za to autorce.
Nie przekonują mnie jednak argumenty Teresy Torańskiej, które padają w rozmowie z Tomaszem Machałą na jego blogu. Odpowiadając na pytanie Machały: "Adam Bielan twierdzi, że nigdy nie udzielił wywiadu "Newsweekowi", a rozmawiał z Panią tylko do książki o Smoleńsku, Torańska lekko sobie przeczy: "Moim rozmówcom zawsze mówię, co z tej rozmowy powstanie. Zawsze robię rozmowy w dwóch wersjach - jedna do książki, druga do gazety. Wtedy nie rozmawialiśmy, gdzie co się ukaże". Zatem zawsze mówi, co z rozmowy powstanie, ale Bielanowi jakoś nie. Ten - jak twierdzi - był przekonany, że powstaje książka.
Kontekst aktualnych wydarzeń nadaje nowe sensy słowom, tym samym wciągają autora starej wypowiedzi w nowe gry polityczne. Sprawa jest cienka. Bielan nie odbierał długo tekstu do autoryzacji, bo wyjechał. Torańska nie odebrała mejla z jego brakiem zgody na publikację w Newsweeku, bo była w szpitalu. Gdyby miało być elegancko i bez złośliwości - mogła wycofać tekst z redakcji. Był czas.
W związku z zaistniałą sytuacją Adam Bielan planuje wystąpić na drogę sądową i przestrzega przed obecnym kierownictwem „Newsweeka”. Nas przestrzegać nie trzeba, znamy zasady jego nowego naczelnego - Tomasza Lisa. A raczej ich brak.